Jacek Łukasiewicz, Marcin Baran i Marcin Sendecki, Koniec wakacji

Jacek Łukasiewicz
Prawa rządzącego ludzkim życiem
nie można zawiesić

Jest to utwór niezwykły, a niezwykłość tego lirycznego poematu polega przede wszystkim na podwójnym autorstwie. Oto dwaj wybitni, zaprzyjaźnieni poeci piszą wspólny wiersz liryczny, a raczej liryczny poemat, używając jak gdyby wspólnej wyobraźni i mówią o wspólnym doświadczeniu egzystencjalnym, podczas gdy przecież takie doświadczenie jest zawsze indywidualne i najbardziej osobiste, a poetyka asocjacji także jest indywidualna, nie przecież dwóch identycznych wyobraźni. Utwór tedy napisany jest niejako wbrew naturze współczesnej liryczności. A więc to koniec wspólnych wakacji?… Tytuł jest ironiczny, żartobliwy, jak ów znak & kojarzący się ze znakiem wspólnej firmy… Cóż to bowiem za wakacje? Jak długo trwające? Może tydzień, a może parę dziesięcioleci lub całe dotychczasowe życie? Życie zaś jest całością, chcemy czy nie chcemy, czy widzimy je jako wirujący kalejdoskop, czy jako epicką narrację. Oczywiście wiele obu Marcinów, Sendeckiego i Barana, łączy. Wspólne doświadczenia lat osiemdziesiątych, wspólny debiut w słynnej „brulionowej serii”. „Drugi Marcin” pojawiał się przecież w wierszach Sendeckiego w perspektywie wspólnych doświadczeń historycznych, a Marcin Baran fikcyjnemu Georgowi Smileyowi, jego twórcy Davidowi Cornwellowi oraz właśnie Marcinowi Sendeckiemu zadedykował był prześmiewczy, ale i głęboko dramatyczny wierszyk Co za cyrk! („Tli się tlenek drobnych zdrad. / Tratwą trupa swego spław. / Teraz trawisz siebie sam”), I teraz obaj zdecydowali się na wspólne przedsięwzięcie. Dodać jeszcze trzeba, że nie jest to dialog miedzy dwoma postaciami czy dwiema rolami. Owszem można mówić o korespondencji miedzy obrazami, o fragmentach uzupełniających się lub obrazach wzajemnie polemizujących, lecz tok liryczny jest jeden, będąc niejako wypadkową poezji Marcina Barana i Marcina Sendeckiego. Obaj są twórcami tego tekstu, operują w jednej materii lirycznej. Ich dotychczasowe drogi poetyckie były równoległe.

Mamy więc wiersz polisemantyczny, w którym skojarzenia „życiowe” łączą się z aluzjami kulturowymi, dyskretnie lecz niezaprzeczalnie. Już sam tytuł, gdy go przełożyć na łacinę, wskazuje na swój prawniczy kontekst. Prawa rządzącego ludzkim życiem nie można zawiesić. Po wiośnie i lecie nastąpią zawsze jesień i zima, po wczesnej i późnej młodości nadchodzi wiek średni i zbliża się starość. O tym kryzysie odczuwanym mocno przez debiutujących na początku lat 90. poetów, napisał celną a uczoną rozprawę nieco od nich młodszy Grzegorz Olszański. Cytuje tam czyjeś zdanie, że w ich chlebakach, torbach i plecakach, jakie nosili w młodości, nie było gotowej recepty na dojrzałość i stabilizację. Teraz zaś, jak napisał niegdyś starszy od obu polski poeta: „nie było lata, jesień szła od wiosny”. Stąd potrzeba refleksji, przypomnienia charakterystycznych szczegółów, podsumowania „wakacji”… Stąd eschatologia – ona też znajduje się w najdrobniejszych śladach: w aluzji do tercyny Dantego, w „estuariach” – nieuchronnych ujściach wszelkich rzek.

Są więc w tym poemacie napisanym przez autorów, którzy już przekroczyli pięćdziesiątkę, dwie perspektywy – życia jako zbioru fragmentów, wrażeń, obrazów czy strzępków i życia jako całości, jako osobowych egzystencji. Nie tylko żartem jest tedy numerowanie wersów stosowane w wydaniach klasyków. A także czyż konsekwentnie utrzymywany w tym wolnym wierszem napisanym utworze podział na trójwersowe całostki nie jest wyraźną aluzją do tercyny w dantejskiej Boskiej komedii?

Koniec wakacji to utwór złożony, wymagający parokrotnej lektury, choć już w pierwszej lekturze zaskakuje wrażliwego czytelnika celnością i oryginalnością obrazowania, wielością intertekstualnych aluzji, językowych odwołań tak do stylów ewokowanych tradycji jak i do współczesnych śmiałych zresztą kolokwializmów. Nieregularne, a może według jakichś prawideł konieczne, pozornie tylko chaotyczne są ruchy gołębi, stające się wróżebną przenośnią: „W studzience bulgoczą pomyje / Po blaszanym dachu surfują gołębie pazury. / Krok w przód, potem w bok, potem wstecz i znów w bok i wstecz”.

Obaj autorzy to – podkreślmy – poeci znakomici, bardzo znani, zwłaszcza Marcin Sendecki w ostatnich latach laureat wielu ważnych nagród: wśród nich wrocławskiego „Silesiusa” (podobnie jak Marcin Baran), Nagrody miesięcznika „Odra”, Nagrody im. Wisławy Szymborskiej. Ich wspólny poemat to ewenement. Na pewno doczeka się wnikliwych analiz od badaczy współczesnego polskiego wiersza czy kulturowo zorientowanych krytyków. Takie poematy pisze się u szczytu drogi twórczej (czy – jak w tym wypadku – twórczych dróg). I wraca się do nich w lekturze – tej nadobowiązkowej, dającej satysfakcję. Za każdym takim powrotem znajdując nowe skojarzenia, nowe ścieżki i nowe inspiracje – dla własnych refleksji, własnej wyobraźni, pobudzenie dla marzeń i zadowolenie, że dane nam jest spożywać z autorami utworu „wspólną łyżkę czasu”.

PODZIEL SIĘ

Do góry