Poezja współczesna. Pismo literackie i wydawnictwo.

Adam Pietras
**** i reszta

 

 

****

GOMBROWICZ – SCHELLING – BAKUNIN – ŚW. PAWEŁ

 

Ubrałem się w koszulę i przejrzeliśmy się wszyscy aż do szkieletu. Jakże proste wszystko się stało i jakże bolesne. I jakże absurdalne, i jakże świadome nieubłaganej konieczności. Powstała między nami wielka powietrzna zapora, jakby gniew albo nadzieja chroniące nas od wzajemnego pochłonięcia. Na polach były czarne płachty brezentu; i coś we rdzy, w pralce, w rurze, w świetle. Ja zaś wolę litery niż słowa, bo litery to kształt – takie „A” – jak „Atak”. Słowa zaś wyciskają nas przemocą i przez nie spadamy, przez nie strzelamy sami do siebie. Na obrazie jest kolor niebieski i są zioła – i jest to wszystko w wielkiej sieci. Pastel. Kwadrat. Wiemy. Wiemy. Wiemy. Pamiętam to wszystko, pamiętam strzały. Pamiętam ten brezent ciemny jak płótno żeglugi, mieliśmy piękną jesień w tym roku. A w tym dźwięku słychać jeszcze deszcz, bo dźwięk inaczej się rozchodzi w deszczu. Nie słowo, słowo jest nadwyrężone, ale litera jeszcze ma w sobie kształt. I po co tyle mówić, skoro wszystko jest oczywiste jak na dłoni. Taki drucik – jeszcze litery mają kształt. Ale kto o tym wie, kto o tym pamięta, kto w ogóle jest — jest? Z resztą. CO – w ogóle jest???! Wszystkich nas łączy więzienie, bo ciało jest więzieniem.

 

 

****

(KLUCZ DO PONIŻSZEGO IDEOGRAMU: Podpowiedzi szukałem u Czechowicza. Czysta dialektyka – alegoryczna czy tylko projekcyjna? „Możemy wybierać, ożywiać to, co schwycimy w głosach innych” – Geoffrey Hicks. Epizodyczny platonizm w czasach zarazy. Trochę jak te nauczycielki z Krasnojarska i ich Christos Filantropos. „Zawsze śmiertelnie poważnie traktował poezję”. Nie, nie zawsze… „Nowe średniowiecze” / preppersi / conatus. Słowem: straszne wariactwo. [Po co tyle pisać, skoro wszystko jest oczywiste jak na dłoni?])

 

 

Szczelina

 

Ja. Ptaki.
Stalowa piana.

Stal transcendentalna:
Tato i Mama –
I NIC.

Ćwierkają od trzeciej
Ptaszęta.

 

 

Raz

 

smukła poręcz
drucik ciała
ja – ptaki

 

 

 

****

[SED CONTRA – mój Exupery]

                                                                                      Sztukmistrz musi zgłębić okrucieństwo.

                                                                                                                             – Zbigniew Herbert

(…)

II

Jest klin – przyjąłem go w swoją pierś. Na jego temat wszystko jest wiadome. Fantazja ulatnia się spomiędzy żeber obrośniętych tłuszczem, i ściągają się mięśnie na każdy głośniejszy ton. Widziałem już hinduskiego Boga, jak królował w dzikich przedmieściach, między dębami, między wierzbami. Widziałem Boga Gaugaine’a w pomarańczowo-żółtych, kwadratowych budynkach – i w osieroconych lekkoduchach spod znaku ołowianej roboty.

 

III

Trzeba uderzać siłą swojego lodu i nasłuchiwać. Co mi powie ściana cekhauzu, w którym tak wygodnie się zadomowiłem, a nawet hoduję tu kwiaty? A więc rozwija się forma życia, razem ze swoim ciepłem. W miarę upływu czasu paprocie i draceny powszechnieją o telewizory, radia i meble z płyty. Tak obrasta stary arsenał. Jego pamięć rozpływa się w bielmo, z którego pozostaje tylko źrenica krzyku. Piękny, przepiękny jest świat.

 

 

****

(MIMESIS – podpowiedzi dla Orbitowskiego)

Milczenie. Milczenie sadzawki na działkach, w której pływają źdźbła okolicznych traw… ale żadnych pojezierzy, żadnych tataraków, żadnych żab leśmianowskich. Zamiast tego pobliska studzienka nadgryziona zębem czasu i niesprawna – ot, nie ma już pompy, czysta woda sika z dziurki zatykanej patykiem. Tyle żyć tu się przesunęło, tylu działkowców. W kraciastych koszulach, albo w bardziej eleganckich, siedzących na dachu i kładących papę, z rzodkiewkami, z różyczkami, z kompostownikiem. Niemiecka Polonia, ludzie poczciwi, których zarówno maniery jak i kręgosłup moralny, jak i bezsenne noce, jak i troskę – stworzył ten budowany cichcem, bez zezwolenia, rękami wolontariuszy – parafialny kościółek. On odzwierciedla życie w niepewności i nadzieji. Odzwierciedla wędrówkę z domów bielonych wapnem do miast w drugim etapie industrializacji, miłość do ziemi i powagę wyniesioną z domu, w którym Tato był przetrzymywany w więzieniu za udział w partyzantce. I gromadzenie się przy jedynym we wsi radio, które nadaje Wolną Europę, przydrożne kapliczki które okiełznały fantazję wiejskiej głuszy tak, by ranę zadaną przez otchłań historii opatrzył pacierz i różaniec.

 

 

***

„To tutaj.
Ogryzek jabłka,
Przetrącone żebro”.

 

 

***

(PIERŚCIONEK – z etapu Whitmanowskiego)

Cudowny jest alkohol i to bynajmniej nie w proporcji dionizyjskiej. Wystarczy, że pomyślę o tym, żeby poświęcić parę złociszy na pszeniczny stymulant – i każde słowo zaczyna ważyć. Wyostrza się uwaga, a z umysłowego huku powoli wyodrębniają się strumyczki sensów. Wystarczy, że stoję w kolejce z butelką, a już odnajduję odwieczną jedność antroposa – ze sprzedawczyniami, z klientami, z dostawcami, z profesorami, z mechanikami. Rodzi się przyjaźń dla każdej formy istnienia – dla blaszaków, dla bibliotek, dla wierzb, dla klatek schodowych, dla kolorów, dla powietrznej ciszy. Tak sobie patrzę na mój lokalny świat i słucham wróbelków, obserwuję jaskółki, pozdrawiam sąsiadów. Zasiadam później przy stanowisku, gdzie pod ręką są książki, czasopisma, malarstwo, wszystkie sztuki wyzwolone, gdzie jest okno na całą historię dziejów.  Mogę poświęcić się lekturze. Mój umysł sięga ku najgłębszym pokładom doświadczenia i syntetyzuje ze sobą ducha i literę, formę i materię, prawo i życie. Byłbym docenił nawet warstwę kurzu na metalowym zbiorniku, gdyby było więcej słońca. Byłbym namalował ją odpowiednią techniką i przedstawił takie dziełko wielce poważnym marszandom – patrzcie! Teraz też tak się da! Ileż mądrości zawarte jest w moim patrzeniu…

 

 

(cykl BIBELOTY – próba połączenia estetyki Marka Stranda i poezji sowizdrzalskiej XVI w. – a’la scherzo)

 

I

Trawa odzwierciedlona
Serca błotniste
Wędrowni chłopkowie.

II

Inne słowa w pościeli
I pośpiech rzecz ludzka
Światło w tkaninie.

III

Cóż zatrzymywać
Baseny kołyszą się
Pod konarami.

 

 

[Fantazmat]

 

Nóż słowa
Z mahoniową
Oprawą.

Mleczyk duszy.

Z lenistwa jem
Te kluseczki
Co dzień umieram.

Dlaczego światło milczy
Wobec moich wolt
Filozoficznych.

 

 

(HYLIK – konotacje)

 

„Nie pytam więc, kim jestem. Jakie to ma znaczenie. Jak być naturalistą, to w ogóle się nie przywiązuje wagi do takich rzeczy. Panie! Chociaż ten czy tamtej jeszcze wk****. To się go bierze – że czysta automatyka i nie ma co tracić nerwów.”

 

 

Clinamen patafizyczny – zniesienie Misia Uszatka.

 

Kupiłem 1x Rothmans czerwone i 2x Łomża export z butelką. Miałem ze sobą butelki Lecha, ale Łomża jest niezwrotna. „Nie przyjmie pani? To wyrzucę. Dzisiaj mam”. „Chyba że za pół ceny”. „Znaczy co? Nie wiem, jak tam pani wygodnie, jak pani chce”. Przyjęła za pół ceny i idę do domu. Uświadomiłem sobie, że miałem przy sobie równe 40 zł. Reszty dostałem ok. 6 zł. Pomyślałem sobie: przycięła mnie. Ale myślę dalej – może ma dziecko chore. Idę sobie i myślę, kombinuję, miałem się wracać i tak po zapałki, ale pal licho. Sięgam do kieszeni – dycha czy paragon? Paragon. Naliczyła mnie za dwie paczki fajek. Jak naliczyła, to przecież nie weźmie z tego. A ja jej teraz nie udowodnię, że wziąłem jedną paczkę, może jakbym się pokłócił, ale nie lubię się kłócić. A w radio leciała piosenka „przeżyj to sam, nie zamieniaj serca (etc…).” A ona przecież mi sama dała paragon do ręki, wcisnęła mi go, bo ja nigdy nie biorę paragonu. Więc pomyślałem, że to może być sytuacja komunikacyjna. Jeśli się nie pomyliła, ale przecież nawet jak się pomyliła, to nie wyciągnie z kasy. A ona chyba widzi, że ja nie-ten-teges, bo to się po prostu widzi. Chociaż można o tym mówić w innym, łagodniejszym języku. Możnaby to odnieść do legendy o Parsifalu. Byle nie o Fabrycym, uchowaj Boże. Co ty na to, Themersonie? Co, jeśli to jest sytuacja komunikacyjna? Cóż, jeśli nawet, to po prostu nikt przy zdrowych zmysłach nie myśli o takich sprawach. Chyba, że go coś prowadzi – mnie coś prowadzi, może ją też coś prowadzi, jak już Ciotka o snach dzisiaj rozmawiała? Trudno wyczuć, póki co delektuję się Łomżą. A może po prostu chce mnie poderwać.

Ale nie bądźmy tacy przyziemni. Na co to komu. Tylko że nawet, jak coś prowadzi, to to bardziej z wnętrza powinno iść, z jakąś motywacją, tęsknotą, pragnieniem, pięknem, żeby powodowało działanie – a nie jak u Kereta – taka zupełnie bezsensowna magia. Bo jeszcze się w tym wcieleniu z tej samsary nie wyzwolę, i co – do kogo złożyć zażalenie? Z resztą, ja już od dawna podejrzewam, że ta cała metafizyka działa trochę jak nasza służba zdrowia. Sam z tym jesteś, człowieku, i jesteś tak samo głupi, jak i biedny.

 

 

***

 

A więc jednak dialektyka. Byłem w sklepie, bo pomyślałem, że skoro już się rozsyłam wśród doktorów habilitowanych, to i w sklepie mogę się pokłócić. Idę i mówię, że nie wiem, czy Pani ma w pamięci, ale na paragonie wychodzi, że mi za dwie paczki fajek Pani policzyła. No i się pośmialiśmy trochę. „Jak ja to zrobiłam?” No i wziąłem drugą paczkę, bo już nabite było, mówię „i tak to kiedyś kupię”. A piwo i tak wziąłem, bo mi jeszcze z tych 6 zł starczyło. „W takich sprawach ludzie się mylą, że my się tu nie będziemy kłócili o bzdury” mówię. Leciał numer Stinga.

Owszem, z materialistycznego punktu widzenia – nie ma to żadnego znaczenia. Jeśli jednak przyjąć tę dialektykę, może to jakiś impuls – bądźcie dla siebie trochę milsi, kochani Obywatele III Rzeczypospolitej. Fajnie by było, tj. w tym sensie, że jakaś ingerencja siły wyższej zawsze robi wrażenie. Ale jak upadnie euforia alkoholowa, znowu się będzie myło i liczyło zęby i kwaśno będzie – choć przecież zupełnie bez powodu. I nic w tym nie pomoże heglowskie uznanie. Czyli byłoby, że to nie o to chodzi. Więc o co? Psia krew, nie wiem. Może o to, żeby nie trzeźwieć.

 

 

Poezja współczesna. Pismo literackie i wydawnictwo.

 

Adam Pietras. Rocznik 90, ukończył polonistykę na UJK w Kielcach. Zbiera materiały do pracy doktorskiej, ale się nie spieszy. Z zainteresowania informatyk, pracuje jako sprzedawca w firmie komputerowej. Wśród zainteresowań: szeroko pojęta filozofia, teoria komunikacji, antropologia, psychologia, selektywnie: historia. Nie zapominając o bardziej klasycznych stylach w malarstwie. Zadeklarowany piwosz i pełen humanitaryzmu awanturnik.

PODZIEL SIĘ

Do góry