Poezja współczesna. Pismo literackie i wydawnictwo.

Przemysław Suchanecki
Wiersze

Widziałem jak tańczy jajko

 

Przejąłem się gdy zobaczyłem ciężarówkę pełną Polsk
Kruszących się jak śnieg padający na twój płaszcz
O dlaczego nie płynie prąd
Coś się rozkłada
Jak zacząć badanie Słońca
Jak znaleźć i zatrzymać ciebie: skałę i płomień
Obie zdają się równie prawdziwe
Całuję te których nie ma
Wszystkie te krainy na których nie rosnę
Emocje plemnika
Oczy zygoty
Jaki jest twój cel
Co wskazuje trójkąt twojego nosa
Jestem jedyny i niepowtarzalny
Jestem przeciętnym pęknięciem w podłodze
Bambusem skoszonym serią z karabinu
Przedsiębiorcą czekającym w kolejce w Auchan
Właścicielką kamienicy idącą do kina na kontrowersyjny film który zebrał wspaniałe recenzje
Rolnikiem który chce kupić prezent dla żony na dwudziestą rocznicę ślubu i nie wie co
O dlaczego w tej sekundzie jestem nikłym zapaszkiem zgnilizny krążącym wokół rośliny
Co to jest krągłość
Co to jest napięcie i ile go można wytrzymać

Niosłem się przez krępe ulice do domu
Ósemkami krążyły przede mną rzeki
Nie miałem żadnego interesu

Nie potrzebuję
Zostaw
Drabina
Liść w zimie

Gdzie są chiny wyobraźni
Gdzie są indie wyobraźni
Gdzie cały świat
Gdzie rozpływające się w ustach pędy

Duch wzywa: rusz dupę
Rusz serce

 

 

 

Q&A

 

Co się wydarza pomiędzy dźwiękami?
Jakie reakcje zachodzą w samym środku?
Dlaczego ręce i czaszka?
Dlaczego czuję z tego przyjemność?
Co to jest popiół?
Ile żelków zmieści się w twoich ustach?

Wysyłam oddziały, by uratowały cię z twojej neurotycznej wieży.
Marzę, by niczego nie rozlać.
Każda molekuła wzroku utrafia w sedno świata, patrząc uprawiam politykę
socjalną.
W ryku nie mieści się żadne zranienie, z ryku nikt cię
nie wyrzuci.
Nie przeczytam niczego, co napisano w języku umarłych.

 

 

 

* * *

 

To jak ściągać słowa z liściastej głowy do studni:
mowa to lawa, mowa to biczowanie bez końca,
niekończące się głaskanie ucha na poduszce.
Czuć pożar w dzikich, krążących korytach rzek.
Zasłuchać się w recitalu maszyny.

Co mam robić,
gdy dziecko za mną próbuje mówić nie znając słów?

 

 

 

* * *

 

Ciepły, błękitny oddech, czyste oczy szefów,
jak również ich brudne, uświęcone ręce.

Jak się masz, a dobrze, rozumiesz tę biel
wdychając ogień aż po palce stóp i
dołączając powoli, a pewnie, do
zbioru, do szaleństwa.

Piję czarną sprawę, widzę zimną rzecz.
Mówisz do mnie tak słodko,
mówisz z dymem jak chochoł stojący w naszym ognisku.

Słyszę wielki śmiech, ryk busa,
krzyki szczęśliwych dzieci,
one stworzą nam na nowo świat. Wieje!
Wieje, a oparcie usuwa się spod pleców.
Stań wyżej jak maska, rozetnij sobie brzuch.
Twoje zewnętrzności poprowadzą cię.

Zakręty na drodze. Czarny ptak przed kołem.
Czerwona prawa ręka wstrzymuje w pół kroku.
Butelka przetacza się z lewej dłoni w prawą,
cichy trzask w dolinie. Tłuste lato!

 

 

 

 

 Poezja współczesna. Pismo literackie i wydawnictwo.

 

Przemysław Suchanecki – ur. 1992, po­eta, or­ga­ni­za­tor z ra­mie­nia Kra­kowskiej Szko­ły Po­ezji, stu­dio­wał pra­wo na Uni­wer­sy­te­cie Szcze­ciń­skim, obec­nie – fi­lo­zo­fię na Uni­wer­sy­te­cie Ja­giel­loń­skim. Pu­bli­ko­wał m.in. w „2miesięcz­ni­ku”, „Opcjach” i „Od­rze”. Lau­re­at pro­jek­tu Po­łów w roku 2017. Miesz­ka w Krako­wie.

PODZIEL SIĘ

Do góry