Poezja współczesna. Pismo literackie i wydawnictwo.

Rafał Pigoń
Wiersze

Kosmonautyka

 

Moja misja na Marsa
Była i zbyt długa, i całkiem nic się
Nie działo.
Uczucie, jakbym mijał wciąż te
Same gwiazdy.

W mojej misji na Marsa
Nie złapałem spadających gwiazd,
Ani motyli w siatkę.
Ani Boga za nogi.
Nie dokończyłem sklejać nawet
Modelu swej własnej rakiety.

Cel mojej misji na Marsa
Jest już prawie osiągnięty.
A i ja powoli do niego prawie że dorosłem.
Zakładam buty kosmonauty, hełm
I cały ciężki kombinezon…
I skaczę, jak pionier- żółtodziób,
W niezbadaną ciszę.

 

 

 

Instytut Teologii Poznawczej

 

,,Zaprawdę- że użyję już
Chyba naukowego w niektórych
Kręgach słowa, wiedzieliśmy dobrze
Jak, nie mieliśmy jednak z kim.
Goniliśmy w piętkę.

Najpierw, podręcznikowo, prosta
Wymiana podarków, uściski polityków…
Potem, owszem, gramatyka, semantyka,
Podstawy fleksji. Ujednolicanie pojęć,
To już pole językoznawców.
Dalej oczywiście matematyka, pewnie Platon,
Wreszcie podstawy dyplomacji,
Konsultacji, dewiacji, adoracji…
Może sojusz, wspólna wymiana myśli etc.,-
To już nie nasz teren…’’

Pod koniec wycieczki chciałem
Już tylko zasnąć. Jak przez mgłę
Usłyszałem zapewnienia, jak ważne są
Dalsze dotacje programu i, chyba,
Ale to już mi się
Może przyśniło, ostatnie słowa profesora…

„Zaprawdę, od lat wiemy, jak
Porozumieć się z Bogiem. Problem,
Że albo go nie ma, albo też on
Nie chce porozumieć się z nami”.

 

 

 

Maszyna sztucznych ludzi

 

,,Ot, i skończone.
Wielka maszyna…
Maszyna do sztucznych ludzi.’’

Kto żyw, biegł na oślep,
Rzucali, co kto miał
Wartościowego- ja nie, bo byłem
Badawczo, z ramienia uniwersytetu.
Nawet jakiś bezdomny oddał
Parę butów i dziecięcy wózek.
A widziałem, mała dziewczynka
Rzuciła białym misiem…
Potem ogłuszyła mnie waląca na plecy ciżba.

Najpierw, zgodnie z instrukcją,
Powymieniałem jakieś myśli ze sztucznym
Człowiekiem, wcale zresztą
Na sztucznego nie wyglądającym,
Ale jak mnie po stokroć zapewniano…
Zresztą, wiadomo, postęp.

Wyszedłem, ale kiedy zobaczyłem,
Co inni…, rzuciłem ubranie, by
Wywołać szok,
Zresztą nie będzie mi już potrzebne.
Daremnie, ale i tak jakoś wgramoliłem się
Przed kolejkę.

Maszyna zawyła…
Wypluła kilka wcale, wcale sztucznych kobiet,
A obsługa zasunęła parawan…

 

 

 

Incognito

 

Po śmierci odłożona
Na chwilę książka
I pusta paczka papierosów.

Po śmierci zawiązane buty,
Ubrany krawat,
Makijaż dla sąsiadki- przyjaciółki
Domu, która się podobała.

Po śmierci niewykupiona recepta
Proszków na sen
I kurz pod szafką, i warcaby z dzieciństwa,
I model rakiety.

Po śmierci jeszcze wszystko trochę pohałasuje.
A potem już będzie cisza.

 

 

 

Dzieci Kolumba

 

Uwaga!
Skrzydlate potwory
Atakują prawych mieszkańców
Miasta.

Poprawni optymiści szukają pocieszenia
W obrazkach z sypiących się podręczników
Historii, a jeden nieopatrzny klasztorny
Opat odsprzedał rękopis
Apokalipsy za mały kącik w ziemiance.
Pozostali… nie wiem,
Nie zdążyłem podebrać najnowszej gazety,
Ale…

Widziałem,
Jak w miejscu pomnika martwych
Prawych mieszkańców miasta,
Stoją teraz spiżowe skrzydlate potwory.

 

 

 

Meteor

 

Nasza maszyna, pamiętam, zawyła…,
Ale jakby zbyt ludzko, zbyt…
Zresztą może wszystkim się to
Wydawało.
Byliśmy bardzo zmęczeni.

Bili, kopali, pluli, gryźli,
Aż ta bardziej przypominała nam zgniecioną
Puszkę, niż coś mającego
Uratować przed zagładą.
Wstrętna demonologia postępu…

Gdy zgasło przedostatnie światło,
Spróbowałem ją jeszcze z lekka nakręcić.
Włączyłem…
Rechot. Długi przeciągły rechot…
Zaraz koniec, spięcie, to spaliła się
Ostatnia żarówka.

Podpaliłem ją, uciekłem…
Tej nocy stamtąd właśnie
Wychodziło ostatnie światło dnia.

 

 

 

Ikar w kosmosie

 

Kiedy raz, chłystek, znalazłem
Boga w osiedlowej murowanej
Kapliczce,
Poznałem go od razu.
Skoczyłem w jego otwarte ramiona,
Rozbijając sobie głowę.

To już przeszło trzydzieści lat…

Teraz, starszy astronauta, kiedy lecę na
Księżyc, podziwiam wciąż nieuchwytne
Dla nas gwiazdy…
Te- jakby mnie wolały,
A ja- ja jakbym miał do nich
Niecałe trzy dni drogi.
Całkiem poetycka końcówka.
,,Jeśli będziesz chciał doń skręcić,
Pamiętaj upewnić się co do
Blizny na czole’’.

 

 

 

Złomowisko

 

A wśród starych
I wyblakłych już gwiazd, dawno
Skarłowaciałych,
Rozciągał się, jak ocean, Bóg…

Z góry widziałem
Stare, opuszczone rakiety
I pluszowego psa bez oka,
I remizę plastikowych strażaków…

Odwróciłem wzrok.
Jaśniało niebo, wyrzuciłem
Ostatnie yoyo i poszedłem spać.

 

 

Rafał Pigoń

 

Rafał Pigoń- ur. 02.08.2000r. Autor tomiku poetyckiego ,,Światy’’.

Strona: https://rafalpigonstronaautorska.blogspot.com/?m=0

PODZIEL SIĘ

Do góry