Proza współczesna. Pismo literackie, wydawnictwo, sklep internetowy.

Kontestatora zarażenie
Miron Sarmini

 

Na zakupach spożywczych dziś dwukrotnie, w południe z Talką, wieczorem Sam. Trwa zbiorowa hipnoza wirusem, ludzie zaniepokojeni widocznie, choć z próbą powagi i spokoju utrzymania, błądzą po samach w poszukiwaniach składników na swe najbliższe śniadania. A potem coś do podcierania, do pionu utrzymania względem trzęsień rzeczywistości, trzęsień, które do nich dotarły przez falę radio, TV, wi-fi, TEL, wszystko wibruje, stąpnij mocniej, to eksploduje, wybuchnie panika to jest Afryka, tu się sklepy zamyka, tu nie ma wody, papieru, nie ma ręcznika, uważaj, bo się zarazisz, już jesteś zarażony, zarażona – informacja cię wybije do cna.

            Wypijam do dna!

            I to już jest moment, w którym nie ma wyboru, w którym nie można udawać dłużej, że to cię nie dotyczy, że jesteś ponad tym, bo skoro szkoły i uniwersytet zamykają, skoro imprezy techno odwołują, skoro twoje kobiety dziś gorzej się czują, a i ty pokasłujesz nieśmiało, skoro twoje zarobki z powodu nieodbywania się eventów spadają, to już wyraźnie ten wirus jest w tobie. Jest w twojej głowie, do ciała mu jeszcze daleko, choćbyś był nawet kaleką, to cię nie dorwie jeszcze, uciekniesz, bo nie jesteś leszczem, miotasz się #szczupak i gryziesz, i zębisz, i nie chcesz się przyznać, nie chcesz brać tego na poważnie, ale świat już to zrobił za ciebie.

            Kupujesz makaron (bo kasza jest fe), kupujesz papieru płaty, kupujesz wody 20 litrów i sosów dwa litry, kupujesz nawet pasztet w konserwie i kupujesz pizzę mrożoną, cztery sery, kupujesz sery topione i stałe, kupujesz lekarstwa i valerianę, kupujesz niezbyt wiele, ale też więcej niż zwykle, dałeś się wrobić i dałeś się wkręcić, a przecież chciałeś przez życie kroczyć ambitnie, inaczej.

            Wbrew paradygmatom i wbrew nakazom! Chrzanić media i chrzanić farmazon, zawsze przeciw zakazom, pod prąd, ale już się nie da tak dłużej. Bo to, że zamkną sklepy zaraz, że się każą zaryglować w domach, to już wykracza ponad sprawczość twoją, już nie masz nic w tym temacie do powiedzenia i albo sobie ten tyłek za tydzień podetrzesz papierem albo gazetą, a dawniej można było i wszystkim! (odważne słowa jak na pisarza).

            A zatem reagujesz rozsądnie i racjonalnie, bez paniki, ale i zasadnie, nie rzucasz się, i długo, naprawdę długo czekałeś na to, aby do sklepu pójść, czekałeś niemal do samego końca i w końcu nie wytrzymałeś, poszedłeś, kupiłeś i masz.

            Jest jednak w tym owczym pędzie coś wysoce uwłaczającego, sam akt stania w kolejce, mieszania się z bydlęciem zbiorowym i te łowy na konserwy, na żarcie, czyż naprawdę było ci to niezbędne? Wszak to jedynie komfort, może i zbędny, czyś kiedykolwiek miałeś w swojej szufladzie cztery różne makarony, ileś tam konserw i tyle pod szafką wody? Nie, nigdy, a dzisiaj masz, czyliś jednak dał się złapać, dałeś się wrobić, a teraz w biurach sobie przyznają nagrody, bo oto złamali cię, złamali nawet Sarminiego, a jeśli ciebie no to już chyba każdego. A przecież był taki czas, że żeś brał kilka banknotów i ruszał w podróż daleką, zagraniczną, nieznaną i żeś z niej nie wracał tygodniami, śpiąc pod namiotami, podróżując autostradami, za parę złotych, jedząc paskudne, śledziowe konserwy w sosie pomidorowym chodziłeś po górach, patrzyłeś w gwiazdy i wodę piłeś z potoków i z nieba.

            Do szczęścia i spokoju niewiele potrzeba, naprawdę niewiele, ale ty się dałeś zapędzić w wygodnictwo, za komfortowo ci się zrobiło i spuścić z tonu, obniżyć statusu już nie potrafisz. Bo jesteś szlachcic, szlachcic po kądzieli i przywykłeś do luksusów, które ongiś dostawałeś od nich, od dziewcząt i chłopców swoich, a teraz sam sobie wielkie łoże musisz ścielić, sam kupić herbatę z jaśminem i sam nowe szaty przywdziać – to, co wcześniej było otrzymane, dzisiaj już do kupienia jedynie, i opróżniasz się z hajsu, opróżniasz ze szczęścia, powabu, ambicji, bo zamiast lecieć teraz hen na brzegi Teneryfy, tyś musiał nabyć żarcia za stów parę. Za tyle byś w Kluż-Napoka bawił przez tydzień wspaniale.

 

Miron Sarmini. Poezja współczesna. Pismo literackie i wydawnictwo.

 

MIRON SARMINI – znany także jako Piotr. Filolog. Born and raised in WWA. Sine 93′ till infinity. Pisze co dzień i co noc. Spłodził powieść hiphopową „Bez przekazu”. Obecnie szuka go w nowym projekcie. Prowadzi blog czarnykajet.com. Medytacje zapija rosołem.

PODZIEL SIĘ

Do góry