Proza współczesna. Pismo literackie, wydawnictwo, sklep internetowy.

Szalejów (fragment 2)
Maciej Bobula

Rzeczy – jak bardzo pomagają nam w życiu, myślałam sobie. Ile w sobie mają zaklętej cudowności i ile wdzięku. W tej szufladzie, obok ukochanej poduszki i zdjęcia Ani, leży partyjna legitymacja taty. Czerwona, nieco zniszczona, jest – oprócz kilku czarno-białych zdjęć – jedyną pamiątką, która mi po tacie została. Zabrałam ją do siebie tuż po jego śmierci piętnaście lat temu, leżała w szufladzie starej komody stojącej w sypialni rodziców. Jak się otworzy tę czerwoną okładkę z wytłoczonym na niej napisem PZPR, pojawia się ojciec, ogolony, gładko zaczesany do tyłu brunet, ze wzrokiem melancholijnie wbitym w przestrzeń gdzieś nad obiektywem. – Szukający transcendencji tata – mówiła o tym zdjęciu Ania. – Maria Falconetti PRL-u – powiedziała Krysia.

Wcześniej, za życia mojego ojca, tę legitymację widziałam chyba tylko jeden raz, w wieku piętnastu albo szesnastu lat. Do domu w Łęgnowie przyszło wtedy dwóch elegancko ubranych panów, którzy nazwali ojca kułakiem i kazali tę legitymację oddać.

– Jest pan proszony o zwrot legitymacji w trybie natychmiastowym, inaczej będziemy musieli wyciągnąć nieprzyjemne dla pana konsekwencje – powiedzieli. Ojciec był przerażony. Siedział wtedy na zydlu w sieni, pomagałam mu robić paszę, akurat niosłam dla niego wrzątek, gdy tych dwóch panów zobaczyłam. Ojciec wytarł ufajdane otrębami i śrutem ręce w spodnie, chciał podać im dłoń, ale wstrzymał się. Odwrócił się i poszedł w stronę sypialni, do tej komody, z której kilkadziesiąt lat później wyjęłam tę legitymację. Zostałam z tymi dwoma mężczyznami, którzy patrzyli, jak zalewam wrzątkiem paszę z sieczką. Po chwili ojciec wrócił krokiem dużo pewniejszym, z rozjaśnioną twarzą.

– Panowie – powiedział – ja wam tej legitymacji nie oddam. Nie ma na to szans.

– Ale dlaczego? Wie pan, z czym to się wiąże? – zapytał jeden z nich, nie kryjąc konsternacji.

– Nie oddam! – huknął ojciec, a ja skuliłam się z przerażenia. Takiego ojca nie znałam. Panowie z partii spojrzeli po sobie, też wyraźnie przestraszeni.

– Ale czy można wiedzieć dlaczego, panie Muszyński? – raz jeszcze zapytał jeden z nich.

Ojciec spojrzał na nich groźnie i krzyknął:

– BO JA JESTEM KOMUNISTA!

Panowie poszli i nie wrócili więcej.

 

 

Maciej Bobula

 

Maciej Bobula – poeta, prozaik, nauczyciel, czasem śmieszek, czasem płaczek, stały bywalec lasów i łąk. Bardziej niż w Boga wierzy w demaskulinizację społeczeństw, homoobcowanie, socjalizm i – wzorem ukochanego Dereka Jarmana – w to, że niedługo świat pełen będzie puszystych kaczuszek. Mieszka w Szalejowie Górnym, gdzie przygotowuje różne rzeczy pisemnie.

PODZIEL SIĘ

Do góry