została zamordowana przez morfem
Kategoria: Poezja
obietnice cięższe niż słowa
ktoś przez to nie obronił doktoratu
pośpiesz się
na oklep
gdzie jest powód przyczyny?
przy pianinie Davida Lyncha
do końca świata się zagoi
a ty Człowieku „Jaceku Łukasewiczu”
wrócisz po więcej
Podgłośnij.
pod kołdrą
innego sądu nie będzie
przyszłość pęka cienką linią
w lekarkę zakonnicę i nauczycielkę
możesz do mnie podejść
Dlaczego to się dzieje?
Nikt na razie nie wyje.
Czy cię na trampki już nie stać?
Pismo milczy (niemowa)
Echa przeszłych żyć zmarszczone jak śliwka zgniją
pęknięta ściana spływała do rzeki
szkice z J….
nie mogąc się wydostać
który się podnosi
zbyt bliski wschód
ale ty trzymałbyś moją dłoń
dane nam będzie
Oddały się ziemi.
nie powtarzajcie mi się
wielopiętrowe łaknienie władzy
dotykają ustami nabrzmiałych smartfonów
Studiował moje piegi
Dźgania dochodzące stąd
Pluć moralnością i udawać brak jej istnienia
nie chcą dopuścić do głosu tych bez wyobraźni
Siedem dni do przeżycia.
i fachowo kochał się sam
jakby nie było wojny
śniąca w samolotach
jakie teraz pisałby wiersze
krew mogłaby być zielona
tak trudno żartować na serio.
W tym kraju żyje się tylko latem
wije gniazdo w moich wnętrznościach
wiosna wypuści liście, wędrowcy wyjdą z nor
Widzę w tych oczach zawód
Kiedyś nie przychodziła w ogóle
chodniki są krzywe i ludzie
dobre duchy naszych psów
przy maszynie siedzi Czycz Stanisław
chciałam jeszcze
Lubię deszcz.
co może i miało sens
kaligrafie, asemic writing
patrzymy na to samo niebo
sposób myślenia jest w bystrym przyspieszeniu
w sylwetkach mijanych chłopców
wszyscy chcą mieć psa
nikt nie chciał sypać solą
zalśni na kulistym kształcie
do której nie trafi żadna drabina
w najbardziej niezdrowy możliwy sposób
idzie w swoim poncho
Pasy, jakie pasy?
zakrzywione okoliczności budzą respekt
dzień to duże puzzle
pasza dla ludności cywilnej
dróg, którymi chadzałem, nie ma już na mapach.
niespodziewanie i trwa cud,
pan ze złotym wąsem
trzeba tylko
przegryźć sznurek
przynajmniej stać w dobrą stronę
końca jeszcze nie ma
jak ludzie zapatrzeni w siebie
Co z rzeczami po zmarłych.
Nie wibrują, nie masują języka.
złamane sanki
nie zabija się szczęścia
Huśta się lekko
po pionach
ja to muszę powiedzieć
Bóg zaczeka.
Moja dłoń nie żyje.
z którym liczą się młodzi
Będziesz płakać, aż usłyszysz prawdę.
znajdziesz cudzy ząb
widzę twoje kolana
opuśćcie tę instrukcję
tak się dzieje już za dnia
zanim się obudzisz
Szykowałam się na chrzciny
z wiary wyzute i w dodatku święte
Nie żyję bez dzieci
Przy osiedlowym śmietniku.
by utopić burzę
jeśli nie chcecie dziedziczyć
wyobrażam sobie mój krzyk
