dokończenie spłaty oszukańczego kredytu
Kategoria: Poezja
coś pęka, a coś trwa
dni potrafią biec jedynie na oślep
jak pięknie czysto przejrzyście
nie lękajcie się
mutując w nienośny skowyt
strzelają z łuku oczka
idź na drugą stronę wołają
szumiały galaktyki
Założę wiersz
Ptak dziobie obce pisklęta.
każde po swojej stronie okna
wziął ostatnią brudną kreskę i ocipiał
trzymaj się z dala od ciała
By niewinnie pokrzątać się nad przepaścią.
środa dzień śmietników.
miliarderów śpiących w skarpetkach
Zdać się na niepowiązany bieg zdarzeń
Skazana na wieczną drogę
przewija się „Star Guitar” Chemichalsów
szumi bluzg kropel
trzy dni w jamie
ciągle za mało
Reszta jest poza kadrem
Nagle łapie ją znużenie.
To Ty jesteś Artystą!
zlikwidowałam twój warzywniak
buty ustawione czubkami ku drzwiom
Miło spotkać Cię na papierosie
Pavel Řezníček … nie odbiera telefonu
została zamordowana przez morfem
obietnice cięższe niż słowa
ktoś przez to nie obronił doktoratu
pośpiesz się
na oklep
gdzie jest powód przyczyny?
przy pianinie Davida Lyncha
do końca świata się zagoi
a ty Człowieku „Jaceku Łukasewiczu”
wrócisz po więcej
Podgłośnij.
pod kołdrą
innego sądu nie będzie
przyszłość pęka cienką linią
w lekarkę zakonnicę i nauczycielkę
możesz do mnie podejść
Dlaczego to się dzieje?
Nikt na razie nie wyje.
Czy cię na trampki już nie stać?
Pismo milczy (niemowa)
Echa przeszłych żyć zmarszczone jak śliwka zgniją
pęknięta ściana spływała do rzeki
szkice z J….
nie mogąc się wydostać
który się podnosi
zbyt bliski wschód
ale ty trzymałbyś moją dłoń
dane nam będzie
Oddały się ziemi.
nie powtarzajcie mi się
wielopiętrowe łaknienie władzy
dotykają ustami nabrzmiałych smartfonów
Studiował moje piegi
Dźgania dochodzące stąd
Pluć moralnością i udawać brak jej istnienia
nie chcą dopuścić do głosu tych bez wyobraźni
Siedem dni do przeżycia.
i fachowo kochał się sam
jakby nie było wojny
śniąca w samolotach
jakie teraz pisałby wiersze
krew mogłaby być zielona
tak trudno żartować na serio.
W tym kraju żyje się tylko latem
wije gniazdo w moich wnętrznościach
wiosna wypuści liście, wędrowcy wyjdą z nor
Widzę w tych oczach zawód
Kiedyś nie przychodziła w ogóle
chodniki są krzywe i ludzie
dobre duchy naszych psów
przy maszynie siedzi Czycz Stanisław
chciałam jeszcze
Lubię deszcz.
co może i miało sens
kaligrafie, asemic writing
patrzymy na to samo niebo
sposób myślenia jest w bystrym przyspieszeniu
w sylwetkach mijanych chłopców
wszyscy chcą mieć psa
nikt nie chciał sypać solą
zalśni na kulistym kształcie
do której nie trafi żadna drabina
w najbardziej niezdrowy możliwy sposób
idzie w swoim poncho
Pasy, jakie pasy?
zakrzywione okoliczności budzą respekt
dzień to duże puzzle
pasza dla ludności cywilnej
