Są miejsca, do których wraca się bez własnej woli. Są obrazy, które pojawiają się pod powiekami, zanim zdążymy je rozpoznać. Są słowa, które długo pozostają niewypowiedziane, a jednak pracują w ciele. Wiersz nie próbuje przywrócić porządku. Pozwala fragmentom pozostać fragmentami. Pozwala przemilczeniu być częścią opowieści. I taka jest poezja Justyny Kasprzyk z tomu „Amplitudy”, która wyrasta z napięcia pomiędzy skrajnościami: bliskością i oddaleniem, narodzinami i śmiercią, ciałem i słowem, pamięcią i zapomnieniem, schronieniem i przemocą. Nie próbuje tego napięcia rozwiązać – pozostaje w jego środku, jakby właśnie tam znajdowało się miejsce, z którego można jeszcze mówić. Precyzja spotyka się tu z emocją, biologiczność z metafizyką, a poszarpana, oszczędna składnia staje się zapisem oddechu i napięcia. Krótkie, urwane wersy przypominają ślady pamięci – fragmenty doświadczeń, których nie sposób domknąć. To poezja kruchości, ale także woli przetrwania, gdzie podmiot nie zwycięża i nie otrzymuje łatwego oczyszczenia. Stale znajduje się „pomiędzy”. To także poezja pamięci ucieleśnionej: pamięci zapisanej pod skórą, w mięśniach, bliznach, oddechu i gestach, która jest próbą nadania kształtu temu, czego nie można oddzielić od teraźniejszości. Tym kształtem jest wiersz. Jego rytmem – amplituda: wychylenie, powrót, kolejne wychylenie. Nieustanny ruch pomiędzy bólem a możliwością życia.
Tomasz Hrynacz
Plot twist nie jest zwykłą niespodzianką, lecz zwrotem, który każe inaczej spojrzeć na wszystko, co go poprzedza. Wiersze Justyny Kasprzyk nazwałbym właśnie poetyckimi plot twistami. Choć narracja autorki nie należy do łatwych, jej celne puenty zaskakują i magnetyzują — po każdym utworze chce się natychmiast czytać następny. „Amplitudy” to dojrzały debiut poetycki.
Paweł Majcherczyk
Debiutancki tom „Amplitudy” Justyny Kasprzyk to poruszający, poetycki zapis stanów granicznych – od intymnego zbliżenia po bolesną stratę. To historia umieszczona w trudnym terenie ludzkich doświadczeń, opowiedziana za pomocą poezji mocnej, bezkompromisowej i przenikającej, a jednocześnie delikatnej, pełnej wrażliwości i gęstej od zmysłów, w której autorka w oszczędnych, ale trafnych frazach obnaża całe spektrum emocji, od pierwszego nieutulonego krzyku, przez chłód niedopitej herbaty, aż po ostatni taniec jokera. „Amplitudy” to liryka odważna, przejmująca i autentyczna, to sinusoida, która dotyka miejsc najbardziej czułych, która przełamuje wszelkie bariery ochronne i obnaża, pokazuje całą gamę przeżyć, stanów i momentów. To książka, która wchodzi głęboko pod skórę i zostaje na bardzo długo.
Cezary Żarna
Gdyby ktoś zdecydował się zmieszać miłość z niepewnością, wspomnienia z nieśmiałymi planami na przyszłość, refleksje o ludzkich wadach i dobroci, a następnie całość odarł z niepotrzebnych ozdobników, pozostawiając oszczędny w słowach, lecz rażący w swym znaczeniu rdzeń, otrzymałby właśnie twórczość Justyny Kasprzyk.
„Amplitudy” są przesiąknięte szczerością, intymnością i emocjami. Autorka porusza tematykę uniwersalną dla wszystkich ludzi: miłość, samotność, tęsknotę i ból. Pod osłoną tajemniczości i niedopowiedzeń kryją się słowa, które trafiają do nawet tych najbardziej znieczulonych części serca.
Mimo że Justyna Kasprzyk sama nie określa się mianem poetki, jej twórczość krzyczy coś zupełnie przeciwnego.
Maria Krzysztyńska