DSC_0012

Buty dla Mirki
Z Bogdanem Szychowiakiem rozmawia Dagmara Pułaczewska

Leniwe czerwcowe przedpołudnie. Strzeliński Ośrodek Kultury. Grupki dzieciaków stoją przed wejściem i przebierają nogami. Hałas i harmider niesie się krótką, boczną uliczką. Poczekam, mam jeszcze czas. Wreszcie wchodzę. Siedzi na recepcji. „Dzień dobry. Mówmy sobie na ty, siadaj. My się tu tak zmieniamy na stanowiskach, raz siedzę na recepcji, raz gdzie indziej, prowadzę zajęcia. Właśnie czytam Masłowską, ale dla mnie jest przereklamowana”. Ktoś podchodzi, zagaduje.

 

– Witam Panie Szychowiak przyniosłam buty dla Mirki.
– Mirce wszyscy przynoszą buty, ma małą stopę – uśmiecha się
– Słyszałam, że Mirka do Warszawy pojechała, wczoraj spotkałam ją w markecie.

 

Dlaczego nie pojechałeś z nią? 

Dlaczego teraz nie pojechałem z Mirką? Kiedyś jeździłem i dochodziło do tego, że ją to irytowało. Ja dużo gadam, ale na pewno nie przeskoczę Mirki, która więcej gada ode mnie. Tyle, że na tych spotkaniach literackich nadchodzi moment, kiedy dostaje się pytania od ludzi na sali i bardzo często ja, będąc na widowni, od razu zadawałem pytanie jej, a jak już zacząłem zadawać, jak już zacząłem gadać, to cholera, nie było czasu, żeby ktokolwiek coś wtedy powiedział, więc ją to wkurzało i denerwowało. Poza tym zacząłem gwiazdorzyć. Przyznaję się. Zacząłem gwiazdorzyć i dlatego przestałem jeździć. Zresztą na jej życzenie. Powiedziała dosyć! Masz ze mną już nie jeździć! No i przestałem, ale jej kibicuję oczywiście.

Julka bywa gościem na takich spotkaniach literackich?

Julkę jak najmniej one interesują, ponieważ ona nienawidzi tego ekshibicjonizmu i tego wywalania z siebie wszystkiego na zewnątrz, przede wszystkim nienawidzi, jak się jej zadaje pytania. Ona najchętniej czytałaby swoje wiersze i nie odpowiadała na żadne pytania. Dla niej najważniejsza jest rozmowa przez wiersz, ale według mnie potrzeba drugiej strony, jakiejś opinii, jakiejś informacji zwrotnej. Może Julka jest inaczej skonstruowana niż ja? Ja lubię konfrontować myśli z innymi ludźmi, a ona za tym nie przepada. Ona lubi sprzedawać swoje myśli, ale nie lubi konfrontacji.

Może jest to kwestia kobiecości i męskości?

Nie, nie sądzę, to kwestia osobowości. Tylko nie wiem, po kim ona to ma, bo ani po mnie, ani po Mirce, przecież my jesteśmy cholernie otwarci. Mirka, jak zacznie gadać, to nie można jej przerwać, ja też. Julka jest zupełnie…, a zresztą Michał też.

Ale trzeba się czasem złamać i coś odpowiedzieć, bo jak ktoś przychodzi na takie spotkanie, chce się czegoś o niej dowiedzieć, a ona uważa, że najważniejsze, czego się można o niej dowiedzieć, jest w jej wierszach i koniec!!! Bo Julka myśli, że wszyscy szukają jakiejś sensacji, jakiegoś skandalu, czegoś takiego. Owszem większość taka jest, ale bywają ludzie, którzy chcieliby zrozumieć, jak to w niej następuje? Ten proces. Jak to się dzieje, że ona pisze.

No właśnie jak to jest?

Z tym procesem twórczym to jest tak, że to jest cały czas i to się nie kończy, i to się nigdy nie skończy, znaczy skończy się w momencie śmierci. Najpierw robisz dużo rzeczy ćwiczeniowych, potem wszystko czego się nauczysz magazynujesz w głowie i potem, jak już robisz coś swojego, na przykład masz narysować konia, to nie musisz lecieć już do stadniny, bo już byłaś w niej kilkaset razy. Wystarczy, że naciskasz odpowiedni guziczek i już masz konia, odpowiedni guziczek i już masz jakąś martwą naturkę, odpowiedni guziczek i już masz jakieś skojarzenia, a warsztat masz już w łapkach. Łapka już robi to, co mózg jej każe. Do tego jest potrzebna właśnie szkoła. Talent to jest to, co masz w głowie. Talent to łączenie myślenia z warsztatem. Jeżeli ktoś ma warsztat, a nie ma myślenia, z którym może to połączyć, to zostaje rzemieślnikiem.

Jak z tym procesem jest u Ciebie?

Są różne szkoły, myślenia, osobowości, i to musi się jakoś zgrać ze sobą i dopasować. Właśnie na tym polega ten proces twórczy, ty go znasz i z tą swoją twórczością się dopasowujesz. Ty osobiście z własną twórczością. Ja już sobie nie raz mówiłem, gdy ktoś mówił: „Ależ jesteś leniwy, mógłbyś namalować dwa, trzy razy tyle obrazów.”. A ja mu mówię tak: „Widocznie to moje uwielbienie leniuchowania to jest też element tworzenia, bez tego nic bym prawdopodobnie nie zrobił. Ja się tak ze sobą dopasowałam, ja muszę poleniuchować.”

A jaka jest różnica pomiędzy procesem twórczym u Julki i u Mirki?

No różnica jest taka, że Mirka się bardzo ze swoimi myślami zżywa, to są najczęściej jakieś rzeczy z nią związane i ona, jak o tym pisze, to tak jakby pisała o rodzinie, przyjaciołach. Ona się bardzo przejmuje i utożsamia z tym co pisze – to jest dla niej bardzo ważne. A jeżeli chodzi o Julkę, to ona jest bardziej obserwatorką. Mirka jest chodzącym notatnikiem, chodzącym pamiętnikiem przez całe swoje życie i ona to wszystko spisuje i to jest takie bardzo jej wewnętrzne. A Julka to jest obserwatorem, rejestratorem. Mirka spisuje i wywala na zewnątrz. Julka dotyka, a Mirka wywala. To główna różnica między nimi.

Oczywiście nie wiadomo co jest lepsze, nigdy nie wiadomo. Bo do niektórych przemawia bardziej to, co pisze Julka, a do innych to co Mirka, więc każdy znajdzie swojego odbiorcę.

Piszą codziennie?

Julka czy Mirka? One najczęściej piszą wieczorami. Nie piszą w ciągu dnia, w ciągu dnia zbyt wiele rzeczy się dzieje. Zresztą kobieta niestety inaczej funkcjonuje w swoim życiu poprzez sam fakt, że rodzi dzieci, a to że rodzi oznacza, że ma więcej obowiązków związanych z ich wychowywaniem, zajmuje się pewnymi rzeczami, którymi mężczyźni się nie zajmują, jakieś zrobienie herbaty, zupy, i to się robi w ciągu dnia. Dlatego wieczorem jak już jest luz, to one zaczynają sobie majstrować i coś tam pisać.  Czasem jest tak, że jak Mirka dostaje transu, wali wtedy przez dwa tygodnie i siedzi, i tylko pisze, i mówi do mnie, żebym jej czasem nie wołał. Bo nie zejdzie. Bo pisze. Czasem to trwa ze dwa tygodnie, a później przez miesiąc nic.

Tup, tup, tup. Kolejna grupka przedszkolaków zmierza do ubikacji.

– Znowu idziecie siku? 

Widzisz, według Beuysa to wszystko jest sztuką. Ten chłopczyk. Poszedł siusiu. To też sztuka, tylko w innym formacie i innym rozumieniu.

A dla Ciebie czym jest sztuka?

Doszliśmy do rzeczy bardzo ważnej, bardzo często to powtarzam, może do znudzenia. Według mnie najważniejszą rzeczą w życiu jest rozmowa, a ta rozmowa może być werbalna, a może też być przez malarstwo, przez sztukę aktorską, przez poezję, ale to wszystko to jest rozmowa. Rozmowa jest rzeczą najważniejszą. Dlatego ja, oddając swoje obrazy ludziom, to tak jakbym cały czas utrzymywał z nimi kontakt, jakbym z nimi rozmawiał i się dzielił myślami.

 Po co to robisz?

Przede wszystkim robi się to po to…. No właśnie. Ludzie odpowiadają, że albo malują dla siebie, albo dla innych, są różne opcje. Ja tak prawdę mówiąc, maluję, bo jest to dla mnie taka jakaś terapia, to jest lekarstwo. Jak mam złe momenty, wystarczy, że pójdę do pracowni, wystarczy, że coś namaluję, i już. Więc robię to dla siebie. Jak już to namaluję, to już to funkcjonuje wśród ludzi, to już nie jest moje. Nie przywiązuję się do tego, co robię, oddaję to jak najszybciej ludziom, to odchodzi ode mnie i funkcjonuje w innej przestrzeni. I tak powinno być. Następuje wtedy rozmowa, to jest to, o czym mówiłem. Ci ludzie rozmawiają wtedy z tym, co robię, domyślają się, dopowiadają sobie wiele rzeczy i to funkcjonuje innym życiem. Ja malując, wizualizuję swoje myśli, ale nie lubię opowiadać o tym, co chciałem przez to powiedzieć. Interpretacja należy do ciebie, nie do mnie. Jeśli odczytasz to w zupełnie innym kierunku i nie będzie to zupełnie absolutnie zgodne ani nawet dotykowe z moim myśleniem, to nawet lepiej. Jak byśmy jednakowo myśleli, jednakowo rozumieli, to byłoby coś potwornego, to co to byłby za świat. Świetnie, że się różnimy.

Mówisz, że sztuka jest lekarstwem, terapią. Czy zatem wiąże się z cierpieniem?

Na pewno w momentach bardzo trudnych przychodzą fajne myśli, takie myśli, które nie przyszłyby nigdy do głowy, gdyby ci było za dobrze. Będąc szczęśliwa, mając wszystko, prawdopodobnie o wielu rzeczach wartościowych i ważnych nie pomyślałabyś. Dlatego mówię, trzeba czasem wpaść w jakiś dół psychiczny. Czasem trzeba utaplać się w błocie albo jeszcze lepiej w gównie, dotykasz wtedy rzeczy, których byś nie dotknęła, ale które są może jeszcze bardziej znaczące dla twojego człowieczeństwa. I zdarzają się takie momenty właśnie.

Ja na przykład stworzyłem trzy genialne koncepcje obrazów przy permanentnym bólu zęba.  W tym cholernym bólu doszedłem do pewnej nirwany, do pewnej doskonałości.

Jesteś niewątpliwie inspiracją dla Julki, a czy ona i Mirka są tym samym dla Ciebie?

Tak. Jak czytam poezję, od razu widzę obrazy. Czasem jak przeczytam dobry wiersz Julki czy Mirki, to ja to od razu widzę i pewnie któreś z ich wierszy zostały namalowane. Na pewno. Może nawet nie zdawałem sobie z tego sprawy, ale któreś z moich obrazów to są ich wiersze. Gdzieś mi tak zapadły w głowie te myśli, że je później wykorzystałem nawet podświadomie. Mirka kiedyś bardzo często pisała o mnie w swoich wierszach, a w Julki historiach też gdzieś się tam pojawiam, to się na pewno jakoś przenika.

Jesteście rodziną artystów.

To jest tak, że w rodzinie, gdzie ktoś zajmuje się sztuką i tworzeniem, to z reguły małżonka lub małżonek również się tym zajmują i to jest normalne, że to przechodzi też na dzieci. Poza tym udane małżeństwa artystyczne są wtedy, gdy dwie osoby zajmują się twórczością. Bywa też tak, że ktoś rezygnuje, ale u nas nie było konieczności poświęcania się, nie było takiej potrzeby. Jakoś sobie dajemy radę. Ja jak zaczynam robotę, to muszę mieć cały dzień wolny, nie może być tak, że mam coś tam do zrobienia. Nie potrafiłbym zabierać się do pracy, jeżeli wiem, że o godzinie 16 mam gdzieś pojechać, od razu mówię wszystkim: „jestem wyłączony ze wszystkiego, co w domu jest do roboty”, muszę mieć całkowity luz i spokój. To samo Mirka.

 

 

– Przepraszam bardzo. Wiecie, jak się może włącza światło nad sceną?
– Nad sceną?
– Tak, takie robocze.
– Będziemy kończyć….

 

PODZIEL SIĘ

Do góry