To było tak, że
Nie no, to było zupełnie inaczej
Ale słuchaj
Przepraszam, jeśli ktoś z was miałby to opowiedzieć, to tylko ja.
Ale…
Jak to ustrojstwo wyłączyć? Nie działa
Nie musisz tego robić, wiesz, że…
Ooo, chyba zadziałało. A więc od czego, to ja zacząłem
Wyjął jedną z kaset w swojej głowie.
Chwycił potem za drugą.
Na początku był 24 marca 2005 roku. Nie no, aż tak daleko nie będę się przenosić. Stamtąd zresztą nie ma żadnych obrazów. Są jedynie słuchowiska, opowieści, kilka audycji dałoby się z tego nakręcić, ale to nie to. Zdecydowanie nie to.
A więc dalej nie ma daty. Nie ma też godziny. Są uśmiechy nieznajomych ludzi. Nieznajomych jest zresztą najwięcej. Oni uśmiechają się najszerzej. Jest też kilka klocków, dinozaurów, które rodziły się, gdy podlewano je wodą i jeszcze kilka zdjęć kotów, a w szczególności ich pogrzebów. Nieszczęsne chorowały dosyć często.
Jest też kilka przystanków tramwajowych, autobusowych i w końcu dworców ze spóźniającym się pociągiem. Z każdym rokiem dystans się zwiększał. Do domu wracało się kiedyś piechotą, a potem dwa przystanki autobusem. Później robiło się tych zatoczek na tyle dużo, że przestawałem liczyć. Myślę, że nie tylko ja zdołałem się pogubić. W pociągu zasypiałem, ale trasa była na tyle długa, że kończyłem Lalkę i snu jeszcze brakowało.
Tamtego lata pachniało bzami, wcale że nie, skoszoną trawą, przekwitającą lipą. W zasadzie lato miało jeden złożony zapach, bo czy dałoby się rozgraniczyć każde lato na te pomniejsze. Podobnie było z wiosną i jesienią. Zima za to śmierdziała. I to okropnie. Czerwca było najwięcej. Listopada najmniej.
Wcale tak nie było. No już, daj mi.
Jak to ustrojstwo wyłączyć
Słyszę nieznajomy głos. Przedstawia mi się jako ja. Nie odpowiadam mu. Od obcych się nie odbiera.
No już, wyłącz tę kasetę
Już zaraz koniec.
Jeszcze tylko chabrowe oczy. Pachniała malinami albo poziomkami. Poza tym nie istniała. Nie jawiła się w żadnym wypadku jako ciało. Nie miała też imienia. Próbowałem je nadać. Sara, Maja… Żadne nie pasowało. Jej spojrzenie, to pamiętam. Łzawiła. Śmiała się. Po tym wszystkie oczy były chabrowe. Nie do wiary, że biologia tak działa. Wszystkie oczy na świecie, przysięgam.
Oczywiście były też powroty, ale w zasadzie to całe życie.
No już wyjmij mu tę kasetę z głowy. Na pewno coś tam jeszcze jest.
Ale nic więcej nie ma.
Jak to
Puść od nowa. Nie można. Cofnij. Nie da się. Przesuń do końca.
Koniec nastąpił.
.
.

Natalia Grudzień – studentka filologii polskiej w Poznaniu. Prowadzi radiowe audycje o literaturze. Jest też reporterką lokalną. Publikowała swoje utwory w Miesięczniku Kreatywni, Wobec, Suburbii, Akancie oraz pocztówkach Odry. Na co dzień głównie czyta, gra na gitarze i słucha Pink Floyd. Gdyby mogła wskrzesić jednego poetę – bez wahania wybrałaby Wojaczka.
