Jasność rzuca Cień
.
Jasność postanowiła rzucić Cień.
Decyzja o rozstaniu dojrzewała w niej od dłuższego czasu, ale poczciwy Cień był odrobinę za ciemny, żeby się czegokolwiek domyślić. Jasność, rzecz jasna, wysyłała mu pewne sygnały (głównie alfabetem Morse’a), ale Cień myślał, że to zespół Tourette’a albo skacząca powieka i nic sobie z tych sygnałów nie robił.
Cóż, nie on pierwszy coś podobnego przegapił.
Wracając do samego rzucania… Jasność rzuciła Cień, a niemądry (lecz na swój sposób kochający ją Cień) do dziś chodzi za nią jak pies – albo jak kto woli, jak cień.
.
.
.
Zabawa w chowanego
.
Jak większość dzieci Sens uwielbiał zabawę w chowanego. Sprytny chłopiec chował się przy tym w bardzo, ale to bardzo niespodziewanych miejscach. Pewnego razu ukrył się w wielkiej księdze, którą przepisywało wielu śmiesznie łysiejących panów i to przez wiele, wiele lat.
Innym razem lekki jak piórko Sens ukrył się w różowym zachodzie słońca. Ten moment został nawet uchwycony przez pewnego francuskiego malarza (piękny obraz, acz impresjonistyczny, więc rysy Sensu są na nim ledwie dostrzegalne).
Pewnego grudniowego popołudnia, Sens ukrył się w dużej paczce przewożonej do schroniska dla psów. Czworonogi od razu wyczuły, że w przesyłce znajduje się coś więcej niż karma z witaminami. Wywołany z kryjówki Sens zdziwił się, że psiaki wyczuły go łatwiej niż ludzie i bawił się z nimi aż do kolacji.
Mały Sens nie ustawał w zabawie. Chował się nawet wtedy, kiedy wiedział, że nikt go nie szuka. Czasami można wręcz było odnieść wrażenie, że Sens robił to zupełnie pogodzony z myślą, że prawdopodobnie nigdy nie zostanie znaleziony.
A jednak, prędzej czy później, zawsze go odnajdywano.
PS: Nigdy nie wiadomo, gdzie może się akurat ukrywać się Sens, dlatego najbezpieczniej jest nigdy niczego nie deptać i z góry wszędzie się go dopatrywać.
.
.
.
Na zachód od Lesbos
.
Filozofia zakochała się w Mądrości. Dużo młodsza od Mądrości szczupła Filozofia podziwiała spokój, roztropność i wiedzę swojej wybranki. Za dnia poświęcała jej całą swoją uwagę i wrażliwość, a po zachodzie słońca, również swoje ciało. Mądrość odpłacała się czułością, troską i dobrą radą.
O wschodzie słońca kochanki miały w zwyczaju wybieranie się na długie spacery wzdłuż Morza Egejskiego. Następnie udawały się na targowisko i przebierały w suszonych figach, które uwielbiały. Popołudnia spędzały na wspólnej nauce, zaś wieczory mijały im na piciu wina, tańcu i śpiewie. Żyły w idealnej harmonii, którą na co dzień można znaleźć tylko u zawieszonych na firmamencie niemych gwiazd.
Niestety, to właśnie owa niespotykana harmonia wzbudziła zazdrość zasiadających na Olimpie małodusznych bóstw, które postanowiły rozłączyć idealnie dopasowane kochanki. Ich plan był bardzo prosty: wystarczyło znaleźć młodej Filozofii nową, ponętniejszą od Mądrości kochankę, a Filozofia z pewnością ulegnie pokusie. Jak większość prostych planów i ten się powiódł.
Filozofia z miejsca zadurzyła się w posłanej do niej przez Afrodytę młodziutkiej Logice, a wkrótce potem zakochała się w podsuniętej jej przez Erosa Matematyce. Następnie Filozofia była przez pewien czas z Fizyką i miała nawet krótką przygodę z Retoryką (krążyły też plotki o jej romansach z Ambicją, Błyskotliwością i Mamoną). Słowem, pod naporem młodych i smukłych ciał Filozofia zupełnie zapomniała o Mądrości.
Zdemaskowawszy niestałość Filozofii, zadowoleni z siebie bogowie przez kilka dni zanosili się małostkowym, boskim śmiechem, a poniewczasie zupełnie o swojej intrydze – i jej ofiarach – zapomnieli.
Mądrość pamiętała wszystko. Odejście ukochanej przyjęła z właściwą sobie godnością. Nie płakała, nie przeklinała, nie złorzeczyła – po prostu patrzyła na wiszący nad morzem, podobny do oliwki księżyc i zastanawiała się nad tym, jak potoczą się losy odciętej od niej Filozofii.
.
.
.
Kurs kolizyjny
.
Porażka od zawsze podkochiwała się w Sukcesie. Najpierw skrycie, a potem otwarcie. Najpierw na pół serca, a w końcu całym sercem.
Ale Sukces nie odwzajemniał jej uczuć. Co gorsza, udawał, że niczego nie dostrzega i jak gdyby nigdy nic umawiał się z Nieśmiertelnością, Renomą, Popularnością, a nawet z głupiutkimi bliźniaczkami Sławą i Chwałą. Ot, z każdą, tylko nie z Porażką. Upokorzona Porażka wieczorami wylewała słone łzy, zaś dniami osuszała ciężkie od łez poduszki.
Lata mijały, a nietknięty kwiat jej młodości powoli przekwitał. W tym czasie niewzruszony Sukces nie zaszczycił jej oblicza ani jednym, choćby przelotnym spojrzeniem. W końcu, pewnej bezksiężycowej nocy, pogodzona z losem Porażka postanowiła zakończyć swój nieszczęsny żywot poprzez skok z wysokości. Ale niedoszła samobójczyni wyskoczyła ze swojego okna tylko po to, by spaść na zataczający się od rynsztoka do rynsztoka, pijany Sukces.
Sukces zginął na miejscu, a Porażka po bolesnej rekonwalescencji żyła długo i nieszczęśliwie. Do samego końca nie pojęła, że Sukces nigdy nie był jej pisany.
.
.
.
Pod ciepłym rąbkiem spódnicy Tajemnicy
.
Tajemnica spowijała wszystko.
Osnuwała to, co miało Sens, i to, co go nie miało. Otulała to, co ważne, i to, co nieważne. Przesłaniała to, co istniało, a nawet to, co nie istniało. Słowem, spowijała dosłownie wszystko.
Większa od wszechświata i starsza od Czasu piastunka wszechbytu przyglądała się wszechrzeczy ze współczuciem i matczyną czułością. Dla dobra swoich niezliczonych podopiecznych zawsze zakrywała przed nimi to, czego widoku nie byliby w stanie znieść, oraz zaciemniała to, czego nawet przy świetle nie byliby w stanie pojąć.
Przez setki mileniów pozostający pod auspicjami Tajemnicy wszechświat jawił się wszystkim nie tylko jako bardziej „tajemniczy”, ale przede wszystkim jako znacznie piękniejszy.
Dopiero kiedy homo sapiens zaczęli po sztubacku uchylać rąbka jej czarnej, podobnej do tunelu spódnicy, Tajemnica postanowiła taktownie się wycofać i w przypływie humoru ukarała dwunożnych profanów poczuciem wszechwiedzy (z którego ci są, o ironio, bardzo dumni).
Podobno, jeśli ludzie kiedyś spokornieją, Tajemnica zastanowi się nad powrotem i ponownym wzięciem pod swą kuratelę wszystkich zakamarków wszechświata.
Ale, jak na razie, wcale się na to nie zanosi.
.
.
.
Punkt przecięcia
.
Czas i Przestrzeń należeli do jednych z najstarszych niebiańskich kochanków. I chociaż ich relacja ciągnęła się od niepamiętnych dla samego Czasu czasów, to ich związek nigdy nie został ukoronowany małżeństwem. Winą za ten stan rzeczy należało obarczyć Czas – to on uporczywie unikał złączenia się świętym, nierozerwalnym węzłem z Przestrzenią.
Zakochana na zabój Przestrzeń od zawsze chciała, by Czas choć na krótką chwilę się zatrzymał, ale on ciągle się spieszył. Błagała go, żeby choć na moment położył swoją głowę na jej piersiach i usnął, ale on ciągle był w ruchu i ani na sekundę nie chciał zamknąć swoich wielkich, podkrążonych oczy. Pomimo próśb i gróźb, Czas nieustannie jej uciekał.
Aż nagle… Czas umarł. Wykrzywiona boleścią Przestrzeń ułożyła jego pozbawione dawnej ruchliwości ciało na łóżku, wcisnęła na jego wychudły palec złotą obrączkę i zaciągnąwszy grube, czarne zasłony, położyła się obok niego i zasnęła, tuląc się do jego permanentnie ciepłego boku.
.
.
Książka dostępna tu: https://allegro.pl/oferta/adrian-skoczynski-ukryte-zycie-slow-17900576672?dd_referrer=https%3A%2F%2Fwydawnictwoj.pl%2F
.
.

.
.

.
Adrian Skoczyński (ur. 1995 w Rzeszowie) – sinolog, tłumacz oraz promotor kultury chińskiej. Absolwent Filologii–sinologii na KUL i Handlu międzynarodowego na Chongqing University. W latach 2021-2025 pracownik Instytutu Polskiego – Wydziału Kultury Ambasady RP w Pekinie. Publikował w Nowym Napisie, Akcencie, Magazynie Zakład i Tlenie Literackim. Szczęśliwy mieszkaniec Chińskiej Republiki Ludowej.
