proza współczesna, wydawnictwo, pismo literackie

Śmieszne pieniądze (fragment)
Michał Korda

Insano wsłuchiwał się w pełną napięcia ciszę, dopóki Mama Sztam nie zapytała, skrzecząc jak stare drzwi:

– Jakim w ogóle cudem tyle osób kupuje twoje książki? Myślałam, że gawiedź teraz lubi, żeby dużo strzelano.

Pierre podszedł do okna balkonowego, zamknął je. Zrobiło się nieco ciemniej w pokoju. I nieco przyjemniej. A przyjemne się przyda, skoro Mama Sztam chce im wszystkim skwasić humory. Tak przynajmniej podejrzewał Insano.

– To przez krótkie zdania ludzie lubią – powiedział Pierre.

– Jak krótkie?

– Tak krótkie – pokazał, jakby małą rybę złowił. – I krótkie dialogi.

– Mało opisów, duuuużo dialogów?

– Oj, dużo, dużo. Tak jak ludzie mówią.

– Podobno.

– Co podobno?

– Bo według kogo tak ludzie mówią?

– Nie wiem. Według wydawców? Instagrama? Według badaczy rynku?

Zaczęła się szamotać w fotelu, a momentami nawet z fotelem. Insano musiał do niej podejść, podać jej rękę, żeby wstała z fotela, z tej całej szeliny się oswobodziła.

Jak stanęła, wskazała na stertę ubrań na podłodze. Podeszła, pochyliła się, pogrzebała, powiedziała:

– Chuj im w dupę tym badaczom rynku. I rynkom chuj w dupę ogólnie też.

Wyprostowała się z jakąś szmatką w ręce.

Insano ruszył z pomocą. Spojrzała na niego niechętne, odepchnęła jego dłoń.

Co on z niej robi starą babę? Wskazała na barek. Lepiej niech eliksiru przygotuje. Mrożona matcha i na dno syrop truskawkowy. Ze świeżych truskawek.

Insano to wiedział. Każdy to wie. Mama Sztam nie musi tego mówić. Wszyscy na całym świecie wiedzą, że ona kocha połączenie matcha i syrop truskawkowy. Się o tych sokach, herbatach wszyscy dość już nasłuchali.

Gdy Insano zabrał się za mieszanie matchy, usłyszał za plecami głos Franki, która dotychczas milczała:

– Uwielbiam ten styl. Styl czarnych charakterów, dobrze ubranych. Lubię w ogóle kontrast. Sztuka lubi kontrast, co nie? Nigdy nie podajesz marek ciuchów u swoich postaci. Specjalnie?

– O którą książkę pytasz? – zapytał Pierre.

– Nie wiem, o wszystkie? Albo wiem. Niech będą Łatwe pieniądze.

– Jak nie opisuję pokazu, to nie dbam o zgodność. Zła czy dobra, postać musi mieć jakiś styl. Tak jak ma rodziców, ulubiony owoc i jakąś tam ukrytą prawdę w sobie. U mnie styl wszyscy mają dobry, a rodziców złych, choć na szczęście najczęściej już martwych.

– Nikt wcześniej tak zajebiście swoich postaci nie ubierał.

Insano podszedł do Mamy Sztam i wręczył jej eliksir. Drugą szklankę, pełną lemoniady z miętą podał Pierre’owi. Ten puścił oko do Insano i powiedział:

– Na pewno częściej niż w boksie.

Mama Sztam zachrypiała. Niby kaszel, niby złość, a tak naprawdę akcja pod tytułem: „a teraz kamera na mnie, ty mały, podły ignorancie”:

– Że jak? Drogie akcesoria w modzie że od kogo się niby zaczęły? Od Floyda Mayweathera się zaczęły. Co teraz się nosi? Skórę się nosi. A kto w latach dziewięćdziesiątych skórzane szelki nosił? Kto portki? Rose z Przyjaciół? Mike Tyson nosił, sobie wyobraź. Kto dla Anthony’ego Joshui zrobił kolekcję? Jason Wu z Hugo Bossa.

– Nie wiem, o czym mówisz – odpowiedział Pierre i manifestacyjnie wysiorbał kilka łyków lemoniady.

– Dlatego ci mówię, żebyś się wiedział. Mike’a Tysona przecież kojarzysz. Nadawał styl w latach dziewięćdziesiątych: czarne golfy do czapek z daszkiem, wyobrażasz sobie? A już nie wspomnę nawet walki Muhammeda Ali i George’a Fraziera. Wydarzenie kulturalne, drukowanymi literami sobie to zapamiętaj! I jakie tam ubrania były boskie. Wszyscy się wystroili. Wszyscy poza bokserami. Wspaniały pokaz mody. W tamtych latach chodziło się na walki z powodu ciuchów. Środowisko alfonsów. Alfonsy na ulicach ogólnie. Normalnie i w nocy, i w biały dzień. Co jeszcze? Wielkie auta z alfonsami w środku, a w tych autach alfonsy w wielkich kapeluszach zamiast dachów, siedzieli i kasę liczyli. I nawet tę kasę liczyli tak, cholera, wiesz, ah! Te paluszki tam im chodziły, ci powiem. A twarz przy tym liczeniu wyluzowana. W gębie cygaro, w kąciku ust ogólnie. I za każdym takim alfonsem wianuszek dziewczyn szedł. Jak dzieciaki na procesji majowej. Nic godnego pochwały, wiadomo. Ale było to ciekawe. Choć co do boksu to ja w ogóle nie mogę uwierzyć, że jest legalny.

– Chodziło mi to, że więcej mody jest w literaturze niż w boksie – odpowiedział Pierre.

– A kogo masz w literaturze, co się ubierał choćby, kurwa, przyzwoicie?

– Eeee… Egzystencjalistów?

– Nie załamuj mnie. Camus? Golf to powiedziałam: Mike Tyson pierwszy nosił stylowo. No i kto inny? Wymień.

Chwila ciszy. Pierre zassał resztkę eliksiru. Odstawił szklankę na szklanym stoliku, aż iskry ze szkła poszły.

– Nie wiem – powiedział. – To chyba od gustu zależy, co nie?

– Tak ci chyba w szkole nagadali pierdół politycznych. To ci powiem: Donna Tartt i Fran Lebowitz. I więcej nikt. Więcej to kaleki modowe. Ja to ich nie mogłam nigdy oglądać. Jeszcze ci starsi to przynajmniej garnitury nosili. Ale też żeby garnitur był stylowy, to musi być, kurwa, elegancki, klasyczny, te bary musi takie mieć bufiaste jak z lat czterdziestych. Musi nawiązywać do lat czterdziestych, ci powiem.

Pierre powiedział, unosząc ręce:

– A chuj tam, tak szczerze. W dupie to mam. Ale coś w tym jest. Bo jak w polskim Vogue’u biorą pisarzy, to praktycznie wszyscy wyglądają tak samo. Skąd, oni, kurwa, ciuchy biorą? Z biduli? I to w najlepszym razie.

Mama Sztam omal się nie zakrztusiła. Chwilę ją popukano w plecy, a potem z uśmiechem z gatunku „syty tygrys opuszcza miejsce zbrodni” powiedziała:

– Może to i nie jakaś branżowa o modzie dyskusja, ale żeby o polskim Vogue’u mówić w ogóle? Co ty masz w tej lemoniadzie, popierdoleńcu?

Insano zwrócił się do Pierre’a, wskazując na Mamę Sztam:

– Czy to dlatego zawsze zabijasz starsze kobiety w swoich książkach?

– Najczęściej to one same się zabijają.

– Albo tak aranżują samobójstwo, żeby oskarżyli niewinnego.

Prawie w tej samej chwili przez okno wpadł ciężki kamień. Chyba wszyscy byli w szoku, bo godzinę potem opowiadali Glacy, że nawet dźwięku stłuczonej szyby nie usłyszeli. Nic. Tylko szkło. Pełno szkła na podłodze, dywanie i pod komodą. „A ten kamień to tam chuj”, powiedziała Mama Sztam do Glacy jakby mówiła do starej przyjaciółki. „To co z kamieniem przyleciało, to ważniejsze”.

.

.

proza współczesna, wydawnictwo, pismo literackie

.

Michał Korda – pisarz, dramatopisarz, dramaturg, ghostwriter. Były sekretarz Polish Theatre Journal i były redaktor naczelny wydawnictwa NEWHOMERS. Ukończył teatrologię na Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie studiował również (lecz nie ukończył) filozofię. Prawa na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim także udało mu się nie ukończyć. Może się również pochwalić nieskończonymi praktykami u komornika, w ramach których strzelano do niego z nabitej solą broni. Rezydent kilku literackich rezydencji, nominowany do kilku nagród dramaturgicznych – żadnej z nich nie wygrał. Żyje z pisania, przede wszystkim dla innych, przede wszystkim mniej od niego piśmiennych, lecz bardziej od niego przede wszystkim popularnych. Pochodzi z Gostycyna, mieszka w Kielcach – wraz z żoną, z którą wspólnymi siłami ich obojga wielopokoleniowych rodzin uzbierali na własne mieszkanie. Obecnie zbierają na psa.

PODZIEL SIĘ