esej. pismo literackie. wydawnictwo.

Dziennik imponderabiliów
Małgorzata Fabrycy

Lektura i pisaninie jako dwie strony tego samego doświadczenia. Bycia-w-słowie.

Termin Uchwycić – z tytułu książki Jeana-Christophe’a Bailly’ego – trafnie ujmuje wysiłek niechybnie wpisany w akt twórczy, w ten wytężony odbiór świata wszystkimi zmysłami, chęć przełożenia go w najdrobniejszych detalach na język sztuki, tak by nie uronić ani zacierającego się w mroku koloru ziarnka piasku, ani chłodu skapującej już z palca kropli wody, ani blasku nawierzchni po deszczu, ani ułamka sekundy z przeraźliwej ciszy następującej po krzyku wystraszonego dziecka.

A jednak. Nieodwołalnie. Noc przynosi niezwykłą jasność widzenia świata.

W ciemność wpisana jest jasność. I odwrotnie. Jak w symbolu yin-yang. Odwieczna równowaga.

Świt. Nieśmiałe jeszcze pierwsze promienie słoneczne przesączają się ospale przez gęstą materię zasłony i spowijają mglistym welonem nieprzebrane przeszkody napotkane na swojej drodze. Rzeczywistość przedostaje się z wolna na światło dzienne i uobecnia się coraz wyraźniej. Lecz jeszcze przez chwilę – podczas gdy nieboskłon wysyca się kolorami – świat będzie krył w cieniu swoje tajemnice i jedynie obrys czarnych konturów na niebieskim tle zaświadcza o jego istnieniu. Ludzkie życie w teatrze chińskich cieni.

 

Homeostaza jako samoregulujące się procesy pomiędzy nami a światem, nami a tekstem i wreszcie między tekstem a światem.

Życie rozumiane jako uczestnictwo w świecie, a także w słowie – będącym niejako przedłużeniem świata i jego sensów.

Znak, litera, słowo nie tylko naśladują czy reprezentują rzeczywistość, one ją do pewnego stopnia tłumaczą. Z tej perspektywy tekst literacki może być więc rozumiany jako przekład świata, który nas otacza, jako tłumaczenie z języka rzeczywistości – składającej się z najróżniejszego rodzaju zjawisk – na ludzką mowę, stworzoną z liter i pojęć. Pisał zresztą o tym Henri Maldiney, francuski filozof i fenomenolog zajmujący się głównie estetyką, autor jednego tylko artykułu z dziedziny filozofii tłumaczenia. Twierdzi on, że poeta pełni uprzywilejowaną rolę w społeczeństwie. Zdolny jest bowiem – jak to trafnie ujął Hölderlin – poetycko zamieszkiwać świat, czyli przenieść doświadczenie ludzkie z jakiegoś zupełnie pierwotnego języka, w którym się ono wyraża, na ludzką mowę, na leksemy, na tekst.

Jedynie w samotności doświadczamy prawdziwie i w pełni – bo całym sobą – czym jest świat i życie. Poprzez zmysły, inteligencję, ducha, lekturę, pisanie, tworzenie.

Zmęczenie i ból nie pozwalają pracować. Lub w najlepszym wypadku tyle, co nic. Głębsza refleksja, namysł, jakakolwiek praca intelektualna są właściwie wykluczone. Cierpienie ściąga myśl ku sobie, ogniskując ją na fizycznym wymiarze istnienia. A mimo wszystko, gdy tylko wraz z promieniami słońca rozświetla się niebo, gdy jego barwa zmienia się z ciemnostalowej w jasnopopielatą, gdy raptem rozbłyska szafirowym refleksem, rozjaśnia się i zbolały umysł. Nagle, ponownie zdolny do wysiłku, potrafi tworzyć. Christian Bobin, francuski poeta zmarły w 2022 roku, do ostatniej chwili pisał. W Szepcie (Le Murmure), utworze zamykającym jego dorobek, spisywanym już w szpitalu, naprędce notuje wszelkie inspirujące zdarzenia. Dzieli się w nim swoim zachwytem nad przejrzystością nieba, splendorem gór i melodyjnym brzmieniem fortepianu. Nie przestawał zadziwiać go śpiew ptaków, nie słabły wspomnienia mistrzowskich wykonań Chopina i Haydna, skrzętnie strzeżone w pamięci. Pisarz pozostawał otwarty na piękno i – wolny od balastu próżnych spraw – do ostatnich chwil chłonął je w niezmącony sposób.

Czy cierpienie, zmęczenie, ból przybliżają nas do drugiego człowieka, czy od niego oddalają, by w końcu całkowicie odgrodzić do Innego? Co w ostatecznym rozrachunku zwycięża, empatia czy nieprzekładalność doświadczenia maladycznego na słowa. Jeśli to drugie, jeśli mowa, tekst i logos są bezsilne, co pozostaje? Samotność? Jak wyrok.

Krople i para wodna tworzą na szybie regularne wzory, a przechodzące przezeń smugi słonecznego światła nadają im mleczno-pomarańczową poświatę. Oglądane przez ten pryzmat pomieszczenie wygląda jak zasnute mętnym woalem, a spływająca łzami ciecz powoduje, że szyba przypomina ruchomą mozaikę lub kalejdoskop znany z dzieciństwa. Nieustannie zmieniające się kompozycje z kolorowych szkiełek układające się w migotliwe konstelacje, których sugestywność długo działała na młody umysł i wyobraźnię.

Natura kieruje się zasadą mimetyzmu. Naśladuje samą siebie i pomnaża własne wzory i znaki. Człowiek, jej nieodzowna część – chciałoby się wręcz powiedzieć jej nieodrodne dziecko – nie różni się zbytnio w swoim postępowaniu. Z tą wszakże różnicą, że (jak przystało na pilnego ucznia, który z czasem przewyższa mistrza) odkąd wynalazł własne symbole, namnaża je w nieskończoność na kartce papieru, na klawiaturze, na ekranie… Układa z nich niezliczone konfiguracje sensów. Mnożąc znaki, mnoży światy.

Nieruchomość pociąga za sobą gęstość. Jest coś nieuchronnego w tym, że spowolnienie – zarówno temporalne, jak i kinetyczne – powoduje kondesację zjawisk. Uczucie, iż czas się zatrzymał, wiążę się zazwyczaj z nagłą wzmożoną uważnością na świat. Rzeczy, których wcześniej nie dostrzegaliśmy, nabierają sensu i dopiero wtedy zajmują właściwie sobie miejsce. Jakby w wyniku tego procesu wytrącała się nieuchwytna esencja rzeczy i spraw. Czysta alchemia.

Im bardziej brakuje mi słów, tym bardziej cisza we mnie staje się brzemienna jakimś pierwotnym, niemym krzykiem.

Czym w związku z powyższym jest niewypowiadalne? Co milczy we mnie?

Czy jakakolwiek transgresja istnieje, jeśli nie jest wyrażalna słowami?

Dwa dni ciszy, inercji, jakby na bezdechu. Myślowa stagnacja. Unieruchomienie. Marazm.

Oczekiwanie na przezwyciężenie tego paraliżującego mutyzmu.

Czym właściwie jest akt twórczy, jeśli nie pretekstem do zadawania pytań o jego naturę?

Sekwana. Słoneczne refleksy na tafli wody mieniące się tysiącem odcieni – zupełnie jak płynny metal – pobudzają wyobraźnię. Natychmiast nasuwają się myśli o morzu i lecie. Odwieczny spektakl lazurowych rozbłysków i gry świateł uspokaja równie prastare poczucie samotności drzemiące wewnątrz ludzkiej duszy. Nasyca ją ciepłem promieni słonecznych i spokojem niczym niezmąconego biegu rzeki. Jakby ten ciekły, niczym niezakłócony ruch wody wpływał kojąco na porządek ludzkich spraw, jakby ugładzał wszelkie fałdy codziennych zmartwień i zgryzot, burzących duchową równowagę. Niezrównana siła błękitu pobłyskującego nie mniej w korycie rzeki, co w spojrzeniu i myślach patrzącego. Energia przesączająca się z fluwialnego szmaragdu prosto w świat tęsknot i miraży.

Niełatwo usiąść twarzą w twarz z samym sobą i rozmówić się z własnymi cieniami.

.

.

.

Poezja współczesna. Pismo literackie i wydawnictwo.

.

Małgorzata Fabrycy, absolwentka opolskiej filologii romańskiej oraz teorii literatury na Sorbonie, aktualnie przygotowuje rozprawę doktorską w dziedzinie literatury porównawczej, obejmującą twórczość Andrzeja Stasiuka i Christiana Bobina przez pryzmat filozofii Gastona Bachelarda. Oprócz teksów akademickich publikuje wiersze oraz fragmenty prozy w czasopismach Topos, Akant oraz na stronie Wydawnictwa J. Ponadto współpracuje jako tłumaczka i krytyk z polskimi czasopismami literackimi. Przełożyła na język polski poezję i prozę m.in. takich autorów jak Paul Éluard, Robert Desnos, Stéphane Mallarmé, Philippe Jaccottet, Hélène Dorion, Laurent Gaudé, Christian Bobin, Rim Battal, Jean-Michel Maulpoix czy Hélène Gaudy. Zawdzięczamy jej również francuskie tłumaczenie fragmentu eseju Tadeusza Sławka, Na okrężnych drogach. Tłumaczenie literackie i jego światy. Od lat zaangażowana jest w działalność Demosceny – społeczności tworzącej sztukę cyfrową – gdzie obecnie prezentuje swoje fotografie.

PODZIEL SIĘ