Poezja współczesna. Pismo literackie i wydawnictwo.

Jakbym przez przypadek trafiała na drzwi
O „Obietnicy” z Emilią Konwerską rozmawia Jacek Bierut

Jacek Bierut: Mamy już w ręku Obietnicę. Wcześniej był Ostatni i pierwszy kajman, w którym nie było żadnego kajmana. Czyli nie mamy obietnicy?

Emilia Konwerska: Ten tytuł to obietnica obietnicy. W książce, o której rozmawiamy, chyba najmocniej objawia się dualizm wszystkiego, na co patrzę. Zależało mi na baśniowym przedstawianiu rzeczywistości, w której mamy dobrych i złych, życie i śmierć, piękno i dobro. Chciałam opowiedzieć o tym przy użyciu języka poezji, który w swojej definicji ma oddawać coś ulotnego, coś pomiędzy. Dlatego sięgam po pewne słowa-archetypy. Obietnica wbrew swojemu pozytywnemu znaczeniu niesie niepokój. Bo za nadzieją od razu kroczy lęk. Czy obietnicę składamy my? Czy ktoś składa ją nam? Czy spełni dane słowo? Czy ja się z niej wywiążę? Chciałam, żeby już sam tytuł wzbudzał emocje. Otwierał furtkę do różnych rozwiązań.

JB: Czuję w Pani odpowiedzi podszycie pogonią za piętrzącymi się odkryciami fizyków lub potrzebą braku pogoni za czymkolwiek „obiektywnym”, „pewnym” lub jakkolwiek inaczej to nazwać.

EK: Tak, chyba w tej książce przestałam się bać wielkich słów. Już chyba nie potrzebuję tylko pytań, ale też odpowiedzi. Może tak się robi po czterdziestce? Chciałabym też, żeby ta książka działała na zmysły, ale za pomocą znanych nam symboli. Bo słowa wprowadzają nas w nastroje, a tu wybieram słowa, które były już w kulturze odwracane na wszystkie możliwe strony. Oko, klucz, drzwi, droga. Chciałam wziąć stare materiały i narzędzia i spróbować zbudować mebel, na którym czytelnik coś poczuje. Spokój albo dyskomfort.

JB: Mam taką teorię, że najtrudniej jest napisać trzecią dobrą książkę poetycką. Może ją Pani teraz obalić?

EK: Może z każdą kolejną jest trudniej. Ja chyba właśnie teraz nabrałam więcej pewności siebie, jakiegoś przekonania, że bez względu na reakcje czytelników i krytyków, bez względu na opinie chciałam napisać właśnie coś takiego. I napisałam.

JB: I zacząć akurat od pomostu, którego końca nie widać?

EK: Haha, tak. Rzeczywiście książka zaczyna się od miejsca, w którym wszystko wydaje się nie mieć ograniczeń. Aż za bardzo, jak zaczynamy być dorośli, to zawsze widać jednak koniec tego pomostu. A przynajmniej go sobie wyobrażamy. A na końcu książki jest ostatnia linijka. I nie ma nic więcej.

JB: Ale w środku na przykład jest ktoś odpowiedzialny za wiosła, który zniknął, ale świadkowie widzieli, że wracał, nawet biegł. W dodatku sprawa, której to dotyczy, jest zupełnie odwrócona. I zostawia Pani z tym czytelnika. Rola czytelnika tym samym jest wielka.

EK: Ja sama lubię książki, filmy, dzieła sztuki, które jakoś mnie angażują. W których to właśnie ja muszę przejąć te wiosła na chwilę, nie jestem pewna, w którą stronę zmierza akcja i kto za tym wszystkim stoi. Ale lubię poczucie, że jest jakiś porządek, jakaś druga rzeczywistość, której nie rozumiemy, ale ona pojawia się na chwilę raz na jakiś czas. I mówi nam, że to wszystko jednak coś znaczy. Że jest jakieś miejsce, do którego można wrócić, że można przede wszystkim można gdzieś wyruszyć.

JB: „Niewłaściwe podejście do tematu”?

EK: To jest właśnie to miejsce, z którego można wyruszyć. Kilka dni temu brałam udział w rozmowie o moich opowiadaniach. Prowadząca analizowała tam plan mojej narratorki, który zakładał, że nikt na ulicy nie będzie w stanie odgadnąć jej intencji. Przyspiesza, zwalnia, udaje, że się śpieszy. Zaznaczyłam wtedy, że ona przede wszystkim wychodzi od pewnego poglądu, najprawdopodobniej błędnego: że ktokolwiek zwraca na nią uwagę, że kogoś to interesuje. To pierwsze założenie, jakie czynimy i nawet nie zdajemy sobie z niego sprawy, determinuje cały nasz ciąg myślowy, pomysły, decyzje, konsekwencje. A co jeśli już na samym początku źle oceniliśmy sytuację? Pomyliliśmy się? Interesuje mnie scenariusz, w którym wszystko od początku może zaczynać się od błędu.

JB: Tyle że w opisanej sytuacji „wszystko” nie jest „wszystkim”, jest jego drobniutką częścią, jeśli w ogóle przyjmiemy, że istnieje jakieś „wszystko” i jest podzielne. W Obietnicy pojawia się wers „dopóki nie pojawi się ból”, reszta, upraszczając, „tylko istnieje”. Tu aż kipi od emocji.

EK: Cieszę się. Chciałabym, żeby ta książka działała na emocje, ciało.

JB: Ciało jest „od oka do oka”, jest konkretem. W wierszu „Tłuszcz” pada zapowiedź jego kremacji. Obietnica nie wydaje mi się jednak książka materialistyczną. W co wierzy ta książka?

EK: Wiersz „Tłuszcz” jest kontynuacją wiersza „Krzesło”. To nawiązanie do pracy Josepha Beuysa i teraz, jak o tym myślę, to znaczenie tego dyptyku jest właśnie antymaterialistyczne. Jest w nim pewna niezgoda na formę, ciało i jego skończoność. Obietnica na pewno w coś wierzy, to bardzo dobre pytanie. Nie wiem, czy tak naprawdę znam na nie odpowiedź. Obietnica sama w sobie jest wiarą i wszystkim, co się z nią wiąże – nadzieją, naiwnością, lękiem przed zawodem i końcem. Jeszcze nie wiem, jak to wszystko się skończy.

JB: Tak, czytam go razem z „Krzesłem”. Intuicja. Kto jej nie zna, może się tu pogubić. Książka jest pisana z nietypowej perspektywy lirycznej, jednocześnie zewnętrznej, niemal obiektywnej, i absolutnie odśrodkowej, złożonej z warstw świadomych i podświadomych/ponadświadomych. Te perspektywy osoby/osób mówiących w wierszach wzięły się z intuicji właśnie czy ze świadomej roboty?

EK: Chyba najbardziej z podświadomej. To zabrzmi pretensjonalnie i może jakoś ezoterycznie, ale czułam się momentami, jakbym przez przypadek trafiała na drzwi, które otworzyłam chwilę wcześniej. Nie wiedziałam, po co i dla kogo je otwieram, ale wiedziałam, że muszę. A potem okazywało się, że czekały właśnie na mnie. Ta metoda pisania jest pewnie trochę zbliżona do rysunku automatycznego, którym zajmowali się surrealiści, między innymi Unica Zürn, która w tej książce pojawia się dwa razy. To była dla mnie bardzo ważna autorka, dalej jest, ale kiedy pisałam tę książkę, dużo o niej myślałam. W ogóle mam wrażenie, że Obietnica zawiera najwięcej odniesień do kultury z wszystkich moich książek, jest najbardziej intertekstualna. A zarazem w ogóle nie o to mi chodziło. Chciałam, żeby działała bardziej na ciało niż mózg.

JB: „punkt w ciele / miejsce / z którego można wyruszyć”? Dokąd? Pojawia się metafizyka?

EK: Albo marzenie o zmianie. Czy w ogóle możemy stać się kimś innym, porzucić nasze przeznaczenie albo jak kto woli pochodzenie, geny, habitus. Czy można wyruszyć, to pytanie numer jeden. Ale od razu nasuwa się też drugie o możliwość powrotu.

JB: Przecież ponoć „w kosmosie jest / miejsce / do którego można wrócić”. Czyli jednak metafizyka?

EK: Ja chyba powinnam być bardziej tajemnicza. Zostawić coś czytelnikom.

JB: I tu się pojawia zasadnicze pytanie. Wierzy Pani w czytelników?

EK: O tak, chyba nawet bardziej niż w siebie!

JB: Świetna odpowiedź. Dziękuję za tę rozmowę.

.

.

Obietnicę można kupić tu: https://allegro.pl/oferta/emilia-konwerska-obietnica-19042747002

.

.

Obietnica. Emilia Konwerska
fot. Róża Bierut wydawnictwo j

.

.

Emilia Konwerska

.

Emilia Konwerska – poetka, literaturoznawczyni, kuratorka. Jej teksty ukazywały się między innymi na łamach „Krytyki Politycznej”, „Vogue”, miesięcznika „Znak” i „Tygodnika Powszechnego”. Redaktorka „Notatnika Literackiego”. Autorka dwóch książek poetyckich – „112” (wydawnictwo papierwdole) i „Ostatni i pierwszy kajman” (wydawnictwo j). Za każdą została nominowana do Nagrody Literackiej Gdynia. W ubiegłym roku nakładem wydawnictwa ArtRage ukazał się zbiór jej opowiadań pod tytułem „Rzeczy robione specjalnie”, który został nominowany między innymi do nagrody Odkrycia Empiku, Nagrody Literackiej Gdynia i otrzymał Nagrodę Literacką im. Witolda Gombrowicza. Laureatka polsko-niemieckiej Nagrody Josepha. Jej wiersze były tłumaczone między innymi na hiszpański, mandaryński i czeski, a książki ukazały się w Ukrainie i Serbii. Mieszka we Wrocławiu. „Obietnica” to jej trzecia książka poetycka.

PODZIEL SIĘ