Poezja współczesna. Pismo literackie i wydawnictwo.

Nie było warsztatu, byłam ja i one
O „Amplitudach” z Justyną Kasprzyk rozmawia Jacek Bierut

 

Jacek Bierut: Mamy piękną książkę z piękną szpilą na okładce. Co doprowadziło do tego, że powstała? Mam nawet wrażenie, że musiała powstać.

Justyna Kasprzyk: Zgadza się, musiała. Zbyt wiele zostało niewypowiedziane, zbyt wiele niedopowiedziane.  Był czas tłumienia emocji i słów, które zostawały gdzieś w środku. Gubienia ich codziennością. Pośpiech. Nawał obowiązków. Przyszedł moment zatrzymania, dosłownie. Zmuszona byłam stanąć w biegu. Kilka miesięcy bycia tylko ze sobą i własnymi słabościami, uczenia się od nowa świata i ludzi. Najpierw uczyłam się chodzić, potem znalazłam przestrzeń dla słów. I one już nie chciały odejść. Budziły w nocy, przychodziły znienacka, przy lekkim dotknięciu obrazem, dźwiękiem, emocją. Nie było warsztatu, byłam ja i one. Musiały znaleźć miejsce. I są, w tej książce.

JB: Nie znam tej historii. Uraz, choroba, wypadek? Coś jeszcze gorszego? Przepraszam, jeśli to pytanie jest zbyt intymne.

JK: W porządku, już po kilku latach jestem gotowa o tym mówić. Udar. Najprawdopodobniej przez niezdiagnozowaną wcześniej wadę serca. Miałam dużo szczęścia. Znalazłam się w szpitalu, zmieściłam się w czterech “złotych” godzinach do podania leku. Potem trudny powrót do zwykłych czynności, niepewność jutra. Marzeniem stał się zwykły spacer. Był czas, nadmiar czasu. Była cisza. Wreszcie, nowe życie, to “po”, i zachwyt nad każdą chwilą, nadwrażliwość na piękno i celebrowanie każdego kolejnego dnia.

JB: Ale żeby to mogło trafić do książki i skoro, jak Pani mówi, nie było warsztatu, musiało stać się coś jeszcze. Takie wiersze nie powstają same z siebie. Jak czytałem Amplitudy pierwszy raz, miałem wrażenie, że ta ich siła bierze się może nie przede wszystkim z niego, ale że to jednak zasługa warsztatu.

JK:  Nic szczególnego się nie wydarzyło. Bardziej rozpatrywałabym to jako swego rodzaju proces, ewolucję. Wiersze, które są w tej książce “pisały się” same przez jakiś czas, najpierw głównie emocjami, potem pewnie bardziej na chłodno. Słowa dojrzewały i ja dojrzewałam do słów. Wciąż pisałam pod wpływem chwili, obrazów, dźwięków, które wnikały gdzieś głębiej. Natomiast może faktycznie powstawały z opóźnieniem. Jakby droga bodziec-reakcja (wiersz) naturalnie się wydłużała. Może stąd wiersze były lepiej dopracowane, jeśli w ogóle można to tak nazwać.

JB: Nazwałbym to bardzo dojrzałą oszczędnością. Nie przypominam sobie, żebyśmy w trakcie redakcji usuwali jakieś słowa. Były na właściwych miejscach i nie było zbędnych słów. A to element warsztatu. Skądś się zatem wziął. Sam z siebie? Puszczam tu oko.

JK: Pewnie ma Pan rację, bardziej spieraliśmy się o liczbę Pi ;). Natomiast chyba zawiodę, odpowiadając, że cała ta “gęstość“ wierszy przyszła naturalnie. Była od zawsze. Od młodości, kiedy powstał pierwszy zeszyt z wierszami. Niektórzy zarzucają mi, że posługuję się rwanymi zdaniami i w mojej twórczości za dużo jest niedopowiedzień, a zbyt mało obrazowania. Sama też wybierałam od zawsze taką poezję jako lekturę. Nie lubię długich, opisowych wierszy, niepotrzebny mi nadmiar słów, cenię sobie moment zatrzymania i włączenia wyobraźni.  Dla mnie jedno słowo uruchamia całą kaskadę skojarzeń, więc wszystko ponad zabiera własną interpretację. Pisząc, zostawiam przestrzeń dla czytającego, zapraszając go do współtworzenia sensu. Chyba tylko tak umiem wytłumaczyć oszczędność wypowiedzi.

JB: Czyli jednak warsztat był. I chyba bardziej wartościowy niż taki wypracowany na podglądactwie i merkantylnych przesłankach. A teraz przejdźmy do tego, co znacznie ważniejsze. Amplitudy opowiadają historię. Nie warto tu jej opowiadać, ale może chciałaby Pani coś tu czytelnikom zdradzić?

JK:  Myślę, że tytuł jest bardzo sugestywny. Właśnie się przekonuję, jak trudno jest mówić o własnej twórczości, będzie więc krótko. Jest gęsto od zmysłów, nie ma kompromisów, kruchość przeplata się z intensywnością. Staram się nie przesądzać, rysuję pierwszą kreskę, zostawiam przestrzeń.

JB: O własnej twórczości pewnie najlepiej milczeć, ale teraźniejszość chyba nie lubi milczenia. Na szczęście teraźniejszość znów już przegrywa. Trochę o tym jest Impas, jeden z początkowych wierszy w książce. Ale z drugiej strony te wiersze są tak skrojone, Czytelniczka/Czytelnik, jeśli zechce, może sobie z tego wiersza wyjść i do innych teorii. Nie tylko o czasie, przestrzeni, uwarunkowaniach. Mam rację?

JK: Dokładnie, ma Pan rację. Myślę, że jest co najmniej kilka wierszy w tej książce, które są takimi, nazwałabym to, punktami wyjścia bez kierunkowskazu. Mnie jako osobie piszącej, trudno to jednoznacznie ocenić, ale jeśli to prawda, to bardzo mnie to cieszy.

JB: Wiele wierszy dotyka relacji. To nie są łatwe relacje. Choćby W imię ojca. Na ile biorą się z obserwacji? Czytelnik będzie miał wrażenie, że są raczej skutkiem dobrze obrobionego doświadczenia.

JK:  Zgadza się, te relacje nie należą do łatwych, dlatego trzeba o nich mówić na głos. Myślę, że mają jakiś wspólny, powtarzalny mechanizm, stąd obserwacja przede wszystkim. Gdzieś tam w tle moje własne historie. Pewnie niemałe znaczenie ma też jakaś zwiększona wrażliwość, którą naturalnie posiada chyba każdy piszący. W zasadzie nadwrażliwość, która przekłada się na relacje same w sobie, postrzeganie ich, odczuwanie, wyłapywanie niuansów, subtelności niedostrzeganych przez innych, nadanie im kształtu albo choćby podjęcia próby nazwania ich.

JB: Ale nie nazywa się ich wprost. Na przykład „przed śmiercią tata zdjął / wszystkie progi // nie witamy się już”. Na ile to metafora?

JK:  Nie, nie nazywam wprost.  Jak już rozmawialiśmy jest przestrzeń. Ten wiersz jest bardzo osobisty, kipiący emocjami, są w nim trudne powroty do domu rodzinnego, który pustoszeje. Myślę, że udało się nadać nowy sens rzeczywistym obrazom. Najsilniejszą metaforą wydaje się być właśnie ta, wybrana przez Pana. Klamrą jest tytuł Granica.

JB: Amplitudy są Pani debiutem poetyckim. Dlaczego tak późno? A może wcale nie późno?

JK: Dobre pytanie. Nie wiem czy późno, w ogólnym odbiorze pewnie tak, ale wszystko ma swój czas. Dla mnie to ten moment, te wiersze, to wydawnictwo i ludzie. Chciałam mieć dojrzały debiut i mam nadzieję, że mi się to choć w części udało. Od zawsze bardziej cenię sobie jakość od ilości. Wymarzyłam sobie tę książkę i jest dokładnie taka, jaka być miała, a że późno, cóż na dobre rzeczy trzeba poczekać. 😉

JB: Rozmawiamy w dniu premiery. Co Pani teraz czuje?

JK: Tygiel emocji, pozytywnych oczywiście. Trzy najważniejsze: niesamowita radość, duma, wdzięczność. Zbyt wiele uczuć jednocześnie, żeby je teraz nazwać. Zdradzę tylko, że przy czytaniu postu o premierze popłynęły łzy. Tak mam, nie czas teraz na słowa, jest pięknie, niech trwa.

.

.

Amplitudy są dostępne tu: https://allegro.pl/oferta/justyna-kasprzyk-amplitudy-18864411063

.

.

Poezja współczesna. Pismo literackie i wydawnictwo.
fot. Róża Bierut wydawnictwo j

.

.

Justyna Kasprzyk

.

Justyna Kasprzyk – absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Wiersze publikowała na stronie “Odry”, “Wydawnictwa J”, “ Suburbia “, “e-eleWator”,” „Tlen Literacki”,” Strona Czynna”, “Współczesna Polska Poezja”, „Moja Przestrzeń Kultury“, “Kozirynek”. Jej poezja znalazła swoje miejsce w czasopismach literackich m.in. „Akant”, “eleWator”, „Prolibris”, “Śląsk”, ”Cogito”, ”Ypsilon”, „Post Scriptum”. Współautorka kilku antologii, wiersze tłumaczone na j. francuski i j. grecki.

PODZIEL SIĘ