Obraz Kościoła katolickiego
.
Dokonuję tego rozrachunku, zarazem podsumowania, z perspektywy kobiety, w życiu której Kościół odegrał jakąś rolę, ale która już nie wierzy. Pragnę przypomnieć osoby i zjawiska, które wywarły wpływ na nasze społeczeństwo, choć pamięć zdaje się już wymazywać niektóre z nich. Wreszcie, pozwalam sobie zająć jakieś stanowisko wobec otaczającej mnie rzeczywistości. Wciąż jestem zainteresowana sprawami Kościoła katolickiego. Instytucja ta reguluje i wydaje decyzje o tym, jak mają wyglądać związki międzyludzkie, jaką formę mają mieć relacje pomiędzy płciami (wyznaczając także hierarchię ważności pomiędzy nimi). Słowem: kościół anektuje sobie naszą przestrzeń obyczajową. Pozwoliłam sobie mieć własne zdanie w niektórych sprawach, wyrażając własną opinię. To, że mogłam z dystansu patrzeć na wspólnotę kościelną, pozwoliło mi uzyskać pewien dystans.
*
Moją uwagę przykuła sprawa, w tle której przewija się wątek antykoncepcji. Kobieta, która napisała list do redakcji katolickiego portalu, zapytała “czy mogłaby ją stosować?”. Opowiedziała o tym, że ma trójkę dzieci i że lekarz poinformował ją, że kolejna ciąża mogłaby ją zabić. Ksiądz redaktor odpisał, że kobieta NIE może stosować antykoncepcji… Sam zakaz stosowania pigułki nie zdziwił mnie jednak tak bardzo, jak proponowane przez księdza „rozwiązanie” sytuacji. W odpowiedzi bowiem kobieta, oprócz nakazu życia w czystości, dostała propozycję uczestnictwa w oazie rodzin. W mojej zaś opinii Kościół powinien dopuścić możliwość stosowania antykoncepcji, a już na pewno w sytuacjach szczególnych, dotyczących określonych przypadków. Z lektury książki „Jan Paweł II. Analiza krytyczna” dowiadujemy się, że do papieża były kierowane głosy ludzi z „wewnątrz” Kościoła, aby tę formę zapobiegania ciąży dopuścić. Z wypowiedzi księdza zaś bije niezrozumienie problemu, na jaki odpowiada. Boję się, że zakaz współżycia może mieć najwyżej takie konsekwencje, że mąż kobiety pójdzie do agencji towarzyskiej i tam zacznie krzywdzić kobiety.
Pozostając przy tych kwestiach, przypomina mi się sytuacja, jakiej byłam świadkiem około dwa lata temu w Krakowie. Odbywała się tam antyklerykalna manifestacja. Jedna z protestujących trzymała napis mówiący o tym, że „Wanda Półtawska zakazała antykoncepcji i aborcji”. Jest to prawda, jednak nie możemy zapominać o tym, że Półtawska jest wykształconą kobietą i byłą więźniarką obozu Ravensbrück. Nie podoba mi się, że w dobie feminizmu wciąż możliwa jest napaść jednej kobiety na drugą. My nie możemy dyskryminować danej kobiety dlatego, że ma inne poglądy.
Choć bardzo duże emocje i poruszenie wywołuje sprawa celibatu księży, to ja myślę, że należy do niej podejść z dystansem i zrozumieniem. Ostatnimi czasy jakoś tak się stało, że dla każdego: przeciętnego Kowalskiego, dziennikarza, teologa jest oczywistym, że celibat powinien zostać zniesiony, gdyż jest „szkodliwy, zły”. I tu pojawiają się argumenty na rzecz tego, że ograniczyłoby to skalę przestępstw seksualnych (na ten temat się nie wypowiem). Zdaje się, że uformowanie w środowisku katolików miało na mnie taki wpływ, że wolałabym, aby celibat pozostał. Myślę, że dobrym rozwiązaniem byłoby za to wprowadzenie kapłaństwa kobiet (mogłyby odprawiać mszę, udzielać błogosławieństwa czy sakramentów). Ja myślę, że tworzenie kolejnego nakazu brzmiącego: „księża POWINNI mieć żony i dzieci” jest znów narzucaniem przez większość czegoś, czego druga strona nie chce. Może bycie księdzem jest jakąś formą bycia singlem? Bycie singielką jest mi nieobce, być może dlatego stan bezżenności księży jest mi bliższy. Kwestię można jednak jakoś rozwiązać, umożliwiając kapłanom zarówno bycie w związku, jak i pozostanie bezżennym. Życie jednak swoją drogą, i zapewne celibat księży zostanie całkowicie zniesiony…[1]
*
Chciałabym zastanowić się, skąd to krytyczne podejście do tematu Kościoła i religijności, które umacnia się w ostatnim dziesięcioleciu w polskim społeczeństwie. Mam bowiem wrażenie, że kiedyś Kościół nas łączył, a teraz nas tylko dzieli. Osoby, które kiedyś poprzez swoje sądy wywoływały dyskusję społeczną, jakby trochę usunęły się w cień… Pierwszą postacią życia publicznego, która kształtowała obraz Kościoła katolickiego, jest publicysta Tomasz Terlikowski. Terlikowski jest autorem takich książek jak „Atak na Jana Pawła II” czy „Wygasanie”, dla mnie jednak będzie głównie kojarzył się z portalem fronda.pl, którego był redaktorem naczelnym. Po roku 2000 zaczął pojawiać się w różnych mediach, komentując sprawy obyczajowe (zazwyczaj były to kwestie związane z kobietą, płodnością, antykoncepcją). Terlikowski wypowiedział się także na konkretny temat, mianowicie na temat sprawy ciężarnej 14-letniej Agaty. Jego wypowiedź została określona jako mająca znamiona nienawiści do kobiet, gdyż ten zaznaczył, że dziewczynka powinna ciążę donosić i urodzić. Obudziło to gniew nie tylko feministek, ale także przedstawicieli Kościoła otwartego. W tamtym okresie Tomasz Terlikowski pojawiał się w telewizji, opowiadając się za całkowitym zakazem aborcji w Polsce. Myślę, że to właśnie wtedy przylgnęło do niego określenie „katolicki talib”. Za tym określeniem kryło się wszystko to, co konserwatywne i niechętne zmianom. Ponadto mianem „talibów” zaczęto określać grupę ludzi, którzy byli za ograniczaniem roli kobiet w życiu publicznym (głosząc, że kobieta może być tylko dopełnieniem mężczyzny, że spełnia się tylko w roli żony i matki). W 2020 roku Terlikowski zaczął występować (jako komentator) w rozrywkowym programie pt. „Tego się nie wytnie” emitowanym w TVP Kultura. Program nie cieszył się zbytnią popularnością, ale to właśnie od tego momentu zaczęła dokonywać się zmiana wizerunkowa „katolickiego taliba” (Terlikowski zmienił „ton”, stał się bardziej przystępny, pracuje w mediach mainstreamowych). Jak sam podkreśla, „poglądów jednak nie zmienił”. Należy też pamiętać, że ten człowiek tak mocno związany z naukami JPII i głoszący o roli rodziny, sam dawał przykład takiego życia (jest ojcem kilkorga dzieci).
Kolejną z osób, które wywierają wpływ na społeczne wyobrażenie o Kościele jest Małgorzata Terlikowska. Ostatnimi laty co jakiś czas występuje jako komentatorka w ogólnodostępnych mediach, ale kiedyś tak nie było (pozostawała w cieniu swojego męża, Tomasza). Pracowała jako dziennikarka (związana z mediami katolickimi), chętnie wypowiada się o roli kobiety i jej powołaniu do macierzyństwa. Ja chciałabym po troszę przeanalizować wywiad, jaki Terlikowska udzieliła dodatkowi do Gazety Wyborczej, „Wysokim Obcasom” z 2013 roku. W rozmowie z Grzegorzem Sroczyńskim żona i mama przede wszystkim podkreśla, że jej życie rodzinne regulują zasady i nakazy katechizmu Kościoła katolickiego. Nie ma więc mowy o zdradzie czy stosowaniu antykoncepcji hormonalnej, zaś dzieci Terlikowskich odganiane są od rzeczy i treści zakazanych. Na łamach „Wysokich Obcasów” Terlikowska prezentuje cały arsenał sztuczek i uników które należy stosować, by życie rodzinne było udane. Ciekawą częścią wywiadu jest ta, w której Terlikowska głośno wypowiada swoje żale: „Stosunek Polaków do dzieci jest następujący: pierwsze dziecko – super, wszyscy cmokają i biją brawo. Drugie dziecko „nie, no, fajnie, będziecie mieli parkę, z jedynaka nic dobrego by nie wyrosło” – bo do tego się sprowadza wiedza Polaków o psychologii dziecka czerpana z różnych pisemek. Trzecie dziecko: „Aha, wpadka”.[2] Jak czytamy, kobieta opowiada o tym, z czym muszą się mierzyć rodziny wielodzietne w Polsce; jest również o docinkach na ulicy i zdziwieniu, że dzieci w dużej rodzinie są „czysto ubrane”. Ponadto w wywiadzie prezentuje ludzką twarz, przyznając (przy okazji), że w przeciwieństwie do męża, gdy mają w życiu kłopoty, to ma ochotę się schować się „pod stołem”. Ja mam tylko wrażenie, że w wywiadzie „Wysokich Obcasów” przedstawiono osobowe wyobrażenie o kimś rodem z książeczek dla katolickiego małżeństwa. Pamiętam, że pojawienie się na okładce feministycznego pisma „Wysokie Obcasy” kobiety utożsamianej z fundamentalistycznym katolicyzmem wzbudziło spore zaskoczenie odbiorców (wówczas także moje). Myślę, że udzielenie wywiadu temu pismu wyszło jednak Terlikowskiej na dobre, ponieważ mogła z kimś podzielić się swoim światopoglądem i potem częściej udzielała się w różnych programach, na równi z Terlikowskim.
.
Fragment pochodzi z dotąd nieopublikowanej książki pt. „Okruchy życia”
[1] Pytanie tylko co z nakazem życia w czystości sióstr zakonnych? To chyba wiąże się z odrębnymi zasadami życia w zakonach (zasada ubóstwa, posłuszeństwa, czystości).
[2] Wysokie Obcasy,nr 12, 2013, str. 17
.
.
.

.
Joanna Surma (ur. 1990 w Jaworznie) – ukończyła kulturoznawstwo na Uniwersytecie Śląskim. Przed laty otrzymała wyróżnienie w konkursie TVP „Dolina Kreatywna” w dziedzinie literatury. Publikowała m.in. w „Fabulariach”, „artPapierze”, na stronie wydawnictwa „j” oraz w „Zakładzie”. Miłośniczka twórczości Thomasa Bernharda. Mieszka w Katowicach.
