proza współczesna, wydawnictwo, pismo literackie

Wina ognia (fragment)
Julia Jerzykiewicz (Mira Moona)

Był kiedyś ocean, którego szum przynosił zapomnienie. Szorstkie fale nacierały i topniały, zostawiając w zamian najróżniejsze cuda: bursztyny, muszelki, włosy krasnorostów, rozbite zegarki, zepsute zabawki. Śmieci zagubione przez anioła historii. Takie jak wyszczerbiony grzebień z pożółkłego plastiku, który pewnego ranka czekał na Vivianne zagrzebany w mokrym piasku.

Czy to była wiadomość bez butelki? Wskazówka? Nie pamiętała. Może to tylko zwykły rupieć, losowy ułamek obcego życia, wypluty na brzeg bezlitosnej wody.

Każdym świtem, gdy przypływ cofał swoje czarne macki, mgliste sylwetki wyruszały w poszukiwaniu nowych skarbów. Wszystkie ranne zjawy miały fizjonomię kobiecą. Wszystkie, bez wyjątku, mieszkały w Domu Słońca.

Fasada budynku, skąpana w solnych zaciekach i blasku złoconych promieni, patrzyła z góry na akwen, który niespokojnie podgryzał pięty wysokiego brzegu. To miejsce istnieje tylko teraz. To miejsce kiedyś zniknie.

Dlatego żadna z lokatorek nie zamierzała bawić tu długo. „To stacja przelotowa – mówiły – odpoczynek przed dalszą drogą”. Ale chwila odmierzana miarowym pulsem oceanu zmieniała się w kolejną i kolejną, aż w końcu wątek łączący drobne, marionetkowe ciała rezydentek z celem ich podróży strzępił się, zrywając niepostrzeżenie.

Zostawały tylko walizki z wytartej skóry oraz odpryski wspomnień. Wiedziały, jak mają na imię (dlatego Vivianne wiedziała, że jest Vivianne), tak samo jak wiedziały, że na środku dziedzińca rośnie cytrynowe drzewko, rodzące owoce przez cały rok bez odpoczynku.

Pewne rzeczy były stałe.

Mdlący zapach świeżych lilii w kruchych wazach, puch rudawej wykładziny w korytarzach, zawieszka „nie przeszkadzać” na klamce opuszczonego pokoju sto jedenaście i to, jak wskazówka windy zacinała się na trzecim piętrze, by kolejne dwa pokonać po omacku.

Ostrzegawczy ryk oceanu za żelazno-szklaną koronką okien…

Niestała z kolei wydawała się ilość gości. Za kontuarem brakowało jednak rejestru, w którym można by to sprawdzić. Ebonitowy telefon milczał, a jednak zawsze gdzieś trzaskały drzwi, ciągle ktoś przemykał labiryntem alejek. Mogłaś wyjść zza rogu, zderzyć się nos w nos z kimś zupełnie nowym. Ale zaraz okazywało się, że to przecież Rachela, tak, tak, Hela jest tu od dawna! Nie wiesz, od kiedy dokładnie, ale na pewno ją znasz – ma znamię pod okiem i zmarszczki od słońca. W żółtym świetle kinkietów łatwo o pomyłkę.

– Całe to miejsce jest jak zatopione w bursztynie – twierdzi Harriet, odkrywając rękę.

Kolor. Pięć szkarłatnych serc dopasowanych do rozkloszowanej sukienki jak szminka. Harriet cała jest czerwienią jak ostrzegawcza flaga, jak łuna pożaru nad lasem. Jej nie da się zapomnieć.

– Para – oznajmia Vivianne, pokazując rękę z dwiema damami.

Łasicowata twarz przeciwniczki rozpływa się w wyrazie satysfakcji, a Vivianne zrezygnowana rozpina zatrzaski koszuli i zostaje w samym gorsecie. Poker w zielonym saloniku jest tylko ich. Dzielą razem leniwe popołudnia, miniaturowe kosmetyki pojawiające się w szafce za lustrem nie wiadomo skąd, a czasami nawet łóżko.

Dom Słońca nie zapewnia wielu rozrywek.

Owszem, jest sala ze stołem bilardowym wyłożonym szmaragdowym aksamitem, ale najważniejsza bila z ósemką gdzieś przepadła. Są saloniki, takie jak ten, gdzie w przyćmionym świetle można grać w karty i barek zastawiony witrażem egzotycznych butelek. Jest dziedziniec otulony kocem wiecznie zielonych oleandrów, a w centrum tego wszystkiego cholerne drzewko cytrynowe.

Inne rzeczy rozmywa opresyjna obecność oceanu.

Woda przyciąga jak magnes i odpycha, gdy za bardzo się zbliżyć. Nikt nie śmie w niej zanurzyć choćby najmniejszego palca u stopy. Dlatego kiedy grę kobiet przerywa dobiegający z plaży krzyk o pomoc, spoglądają po sobie ze zdziwieniem i pędzą do okna.

Na piasku klęczy malutka postać, ciemne włosy szarpie jej wiatr. Przed nią leży nieruchome Dziecko.

,

.

.

Poezja współczesna. Pismo literackie i wydawnictwo.

.

Julia Jerzykiewicz (Mira Moona) – absolwentka biotechnologii oraz kultury tekstu. Interesują ją martwe rzeczy i żywy język. Czasami operuje na słowach. Uczestniczka zajęć warsztatowych Pracowni przed debiutem wierszem realizowanej w ramach festiwalu Biura Literackiego TransPort Literacki. Ma kota.

PODZIEL SIĘ