Z lekką obawą sięgnąłem po książkę Wojciecha Kozielskiego Weltschmerz hardcore, ponieważ trochę stresowała mnie ewentualność estetycznej sinusoidy towarzyszącej mojej lekturze. Odwołując się do chronologii czytelniczego nałogu, wspomnieć muszę kompulsywną absorbcję prozy Krzysztofa Śliwki Babilon, kapitalnej opowieści o egzystencji w latach osiemdziesiątych XX w. gdzieś pomiędzy Ząbkowicami Śląskimi a Wrocławiem z alternatywą i punk rockiem jak z brudem między paznokciami (wysoka wartość fali), a zaraz potem powieść Łukasza Gołębiewskiego Xenna moja miłość, w mojej subiektywnej ocenie prozatorskie, nieco nazbyt hedonistyczne punk polo (niska wartość fali).
Na szczęście prozie Kozielskiego bliżej jest do Śliwki, blisko do Jarosława Rudiša i jego Końca punka w Helsinkach, czy do Green Scum i Nuselskiego punka. Jedyny zarzut (kompletnie z d…), który można autorowi postawić, dotyczy w równej mierze wszystkich niegdysiejszych wyznawców ideologii no future – w tym również i mnie – a mianowicie, że jednak ostatecznie jakąś tam przyszłość mają; na umowach śmieciowych i najniższej krajowej (lepiej), lub jako jeden z trybików w korpo-polityce (gorzej).
Z zazdrością, jako mieszkaniec południowo-wschodniej części województwa łódzkiego, patrzę dziś w stronę Śląska i jego miasteczek, gdzie w siermiężnym PRL-u młodzi ludzie starali się budować swój własny mit, w którym doszukiwali się choćby namiastki jakiegokolwiek egzystencjalnego kolorytu, jaki mogła im dać wyłącznie subkultura. Moja drobna zawiść wynika z niemożliwości bilokacji; koloru na brudnych, szarych, dziurawych ulicach, my, tomaszowianie, radomianie, piotrkowianie, pabianiczanie i radomszczanie, musieliśmy poszukiwać na własną rękę. Podobnie miało to miejsce np. w Gliwicach. W Weltschmerz hardcore powielony jest tamten mit. Oto mamy opowieść o młodym chłopaku z małego, śląskiego miasteczka, któremu punk rockowa muzyka wywraca, ale i w pewnym sensie jako katharsis, ratuje życie. Korzystając z własnego doświadczenia, Kozielski umiejętnie i bez zbędnego kombatanctwa buduje narrację o punkowej inicjacji, na którą składa się młodzieńcza miłość, poczucie subkulturowej wspólnoty i wyjątkowości oraz zbiorowa tożsamość identyfikująca się z dźwiękami opartymi na „czterech akordach i darciu mordy”.
Z biegiem lat „fortepian sięgnął bruku”; stare melodie wybrzmiały i wyblakły, płyty zaczęły trzeszczeć i przeskakiwać, strony A zamieniły się na strony B i zaczęły trącić myszką. Jak o tym dobrze opowiedzieć młodszej o pokolenie wybrance serca? Do tego w czasach nadprodukcji towarów, informacji oraz muzycznej komercji? Mimo wszystko dawne czasy były łatwiejsze, choć wszelkie dobra wydawały się być o niebo trudniej dostępne niż obecnie. Były też przy okazji o wiele bardziej wyraziste, prawdziwsze, i – mimo socjalistycznej nadbudowy – zbudowane na krwi i kości. Naiwne, jak miało się w przyszłości okazać, pokolenie Jarocina, z którego wywodzi się się bohater Weltschmerz hardcore, swoją punkową inicjację odbywało kilka lat wcześniej, na koncertach Armii albo słuchając Dezertera z tonpressowskiej siódemki, marząc przy okazji o zmitologizowanym Londynie, w którym punk się narodził i zdechł, Londynie, do którego po latach jego liczni przedstawiciele w końcu trafiali, ale – niestety – na przysłowiowy zmywak. W latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku u nas znany był tylko Lądek, kto wie, czy wówczas nie najbardziej bliski londyńskim przedmieściom, prowincjom i miastom Zjednoczonego Królestwa.
Doskonała powieść Kozielskiego to książka o pokoleniu 40 i 50 plus, o nas, o mnie, o tamtych marzeniach, ideałach, problemach, o szarym dusznym klimacie zarejestrowanym na filmach dokumentalnych, ukazujących ulice polskich miast z lat stanu wojennego i tuż po jego zawieszeniu. To opowieść o ludziach jakby żywcem wyjętych z teledysku nowofalowej już wtedy Siekiery „Ludzie Wschodu”, dla których widok punkowca był widokiem obcym i drażniącym. Dlatego „irokezi” i „agrafkarze” łączyli się w stada, w załogi, zakładali kapele i wydawali ziny, borykając się nieustannie ze „światem zewnętrznym”, czyli z pustką, którą wypełniały patrole Milicji Obywatelskiej, „pałkarze” z ZOMO, czujki Ludowego Wojska Polskiego z obowiązkową zasadniczą służbą wojskową oraz agendy firmowane przez mroczne (ach, jak im wtedy było niedaleko do pomroczności, która towarzyszy dzisiejszym partiom politycznym) instytucje w postaci techników i szkół zawodowych, Hufców Pracy, PZPR, ZSMP i TPZR, zwalczające wszelką odmienność i oryginalność już na etapie edukacyjnego poczęcia…
Dodając do powyższego niezwykle trafne spostrzeżenia i uwagi odnoszące się do tego, w którym miejscu dzisiaj znajduje się (czym jest) nie tylko punk rock, ale cały przemysł muzyczny, kim się stali dawni idole i jak dziś smakują onegdaj przyrównywane do ambrozji „jabol”, „Bałtycka” i rozwodnione piwo, stanowią w książce dopełnienie tego, co od zawsze znajduje się pomiędzy idealizowaną w przeszłości przyszłością i przeszłością w porównywaniu z teraźniejszością.
Jak więc o tym wszystkim dobrze opowiedzieć młodszej o pokolenie wybrance serca? Oto jest pytanie, na które Wojciech Kozielski odpowiada na tyle przekonująco, że każdy podstarzały punk z łatwością daje mu wiarę. Kontrkulturowe podejście do życia, kontestacja rzeczywistości PRL-u, a przede wszystkim szukanie w młodzieńczych doświadczeniach jakiegoś wyższego sensu, który ma wpływ i na „wiek męski, wiek klęski”, to najważniejsze elementy snutej historii. Wyjścia są dwa; albo pozostajesz wierny sobie i do końca swoich dni podajesz w wątpliwość funkcjonowanie SYSTEMU (Babilon, Matrix), albo aż po Twój kres dopada Cię weltschmerz hardcore.
Na koniec warto wspomnieć o świetnej szacie graficznej powieści – to już znak rozpoznawczy wydawnictwa j – która powoduje, że czytelnik bierze do ręki cenny artefakt wydawniczy, tożsamy estetycznie z interesującą treścią.
No future? Nie i jeszcze raz nie! Jeśli nasza egzystencja musi musi już boleć, powinno się mieć na podorędziu coś na uzasadnienie cierpienia. Na Wasz/Nasz weltschmerz gorąco polecam klina – Weltschmerz hardcore!
.
Wojciech Kozielski Weltschmerz hardcore. Wydawnictwo j, Wrocław 2020 r.
.
Pierwodruk recenzji ukazał się w numerze 1 (242) 2025 „Tygla Kultury”. Dziękujemy redakcji za zgodę na przedruk.
.
.
Weltschmerz hardcore jest dostępny tu: https://wydawnictwoj.pl/wojciech-kozielski-weltschmerz-hardcore/
.
Wspomniany Babilon Krzysztofa Śliwki jest dostępny tu: https://business.allegro.pl/oferta/krzysztof-sliwka-babilon-proza-polska-11806391543
.
.

Piotr Gajda — poeta, autor książek poetyckich Hostel (Łódź 2008), Zwłoka (Łódź 2010), Demoludy (Mikołów 2013), Golem (Mikołów 2014), Śruba Archimedesa (Łódź 2016), To bruk (Łódź 2018), Człowiek z halabardą (Łódź 2020), Wiązania wodorowe. Wiersze wybrane z lat 2008-2009 (Mikołów, 2021) oraz O włos (Łódź 2022) i innych.
