Transakcja. Paweł Majcherczyk

Potwierdź, że jesteś człowiekiem!
O „Transakcji” z Pawłem Majcherczykiem rozmawia Tomasz Hrynacz

 

 

 

 

Tomasz Hrynacz: Tytuł Twojego najnowszego tomu jest bardzo pojemny. „Transakcja” kojarzy się z ekonomią, handlem, wymianą. Dlaczego właśnie takie słowo stało się kluczem do książki?

Paweł Majcherczyk: Były dwie propozycje tytułu. Pierwszą była „Transakcja”, później myślałem o „Nerwie błędnym”. Wydawca, Jacek Bierut, przekonał mnie jednak, abyśmy pozostali przy „Transakcji” ze względu na pojemność tego słowa i wielość możliwych odniesień. W tomie znajduje się kilka wierszy, które wprost mówią o sprzedawaniu, zaprzedaniu czy właśnie transakcji. W gruncie rzeczy każdego dnia dokonujemy jakichś wyborów i podejmujemy decyzje. Obserwuję, jak ludzie sprzedają swoje dotychczasowe życie i rozpoczynają nowe — nie zawsze lepsze. Niektórzy twierdzą, że wszystko i każdego można kupić. Nie jestem zwolennikiem tej tezy, jednak w dobie konsumpcjonizmu bardzo często stajemy się zakładnikami reklam. Czasami nieświadomie kupujemy rzeczy, które okazują się nam zupełnie niepotrzebne, i w ten sposób wpadamy w pułapkę własnych pragnień. Warto więc zadać sobie pytanie: jak wygląda nasze życie po — być może najważniejszej — transakcji życia?

TH: No tak, nasze życie „po”… transakcji życia… Myślę, że słowa Charlesa Baudelaire’a: „Kto nie umie zaludnić samotności, nie potrafi być sam w ludzkim mrowiu”, które stanowią motto, odnoszą się do tej kwestii,  ale i do wewnętrznego życia człowieka w ogóle,  jego stosunku zarówno do samego siebie, jak i do innych ludzi. Zwracasz uwagę na paradoks samotności można być fizycznie samemu, a jednocześnie czuć się spełnionym, ale można też przebywać w tłumie i doświadczać głębokiego osamotnienia… W jaki sposób spostrzegasz  współczesnego człowieka,  a tym samym siebie. Czym dla ciebie jest samotność?

PM: Dla poetów, pisarzy czy krytyków samotność bywa konieczna. Jest pewnym luksusem, na który nie zawsze możemy sobie pozwolić. Od czasów studiów uwielbiam przebywać w czytelniach. W Warszawie regularnie chodziłem do BUW-u, a po przeprowadzce do Wrocławia przez pierwsze lata odwiedzałem Bibliotekę Uniwersytecką. Obecnie najczęściej wybieram Ossolineum. Zdanie Baudelaire’a z „Paryskiego splinu” od dawna we mnie rezonuje. Jak już wspomniałem, wszyscy jesteśmy dziś zabiegani i nie zawsze możemy pozwolić sobie na to, by zaszyć się gdzieś w kawiarni lub czytelni. Dlatego skupienie, koncentracja czy — używając bardziej współczesnego określenia — trening uważności, a więc samotność, w której zachodzi proces twórczy, niejednokrotnie muszą zaistnieć nie w ciszy, lecz w gwarze. Czasami mówię znajomym poetom: idźcie do pubu, tam jest literatura.

TH: To poniekąd dowodziłoby Twojej „strategii” użycia logosu, albowiem w wielu wierszach pojawiają się nazywy: Facebook, Messenger, CAPTCHA, Siri czy Wikipedia. Nie są one jednak ozdobnikami ani znakami nowoczesności. Czy można powiedzieć, że „Transakcja” jest próbą opisania człowieka żyjącego pomiędzy światem analogowym a cyfrowym?

PM: Facebook, Messenger, CAPTCHA czy Wikipedia to narzędzia współczesnej wiedzy i komunikacji, ale także sposoby potwierdzania, że jesteśmy ludźmi — bo przecież coraz częściej musimy tego dowodzić. Parafrazując Stachurę: coraz więcej ludzi, a coraz mniej człowieka. Sprawdzają się również przepowiednie Witkacego dotyczące mechanizacji uczuć. Człowiek coraz chętniej rozmawia ze sztuczną inteligencją; dialog zamienia na scrollowanie shortów, a bliskość — na izolację, nawet podczas siedzenia przy jednym stole. Nie chodzi tutaj o samotność Baudelaire’owską — samotność klerka, myśliciela czy poety, która służy twórczym celom. Chodzi raczej o czynności, które nie prowadzą do kreatywnego myślenia, lecz niszczą uwagę i empatię. Są jedynie dopaminowymi strzałami: algorytmowym, nałogowym oglądaniem krótkich i najczęściej niepotrzebnych filmików. Człowiek analogowy doświadczał muzyki w jej materialnej postaci — poprzez kasety i płyty. Czytanie wiązało się z wybieraniem książek w bibliotekach i Empikach. Pamiętam czasy, kiedy w tych księgarniach trudno było przejść alejkami, ponieważ tak wiele osób siedziało na podłodze i czytało. Człowiek uczył się wówczas czytać ze zrozumieniem, potrafił dłużej się koncentrować, a pisząc książkę, był zdany przede wszystkim na siebie i pomoc redaktorów. Skłamałbym, gdybym powiedział, że pozostałem człowiekiem wyłącznie analogowym. Jestem już także człowiekiem cyfrowym i kimś, kto korzysta z AI. Nadal jednak przeważa we mnie potrzeba obcowania z literaturą, muzyką i sztuką, których autorami są ludzie, a nie roboty. Od współczesności — od telefonu, w którym mieści się zarówno wszystko, co pożyteczne, jak i wszystko, co wikła nas w poważne problemy — uciekam ostatnio poprzez bieganie długodystansowe. Nie korzystam wtedy z żadnej elektroniki, choć niekiedy robię zdjęcia. Czuję prawdziwą wolność, kiedy przebiegam piętnaście czy dwadzieścia jeden kilometrów.

TH: Właśnie o tę “wolność” chciałbym zahaczyć… W utworze „wielka siostra” pojawia się także motyw obserwacji i monitoringu. Czy interesował Cię bardziej temat zagrożenia prywatności, czy raczej paradoks, że kontrola często przychodzi pod pozorem troski i bezpieczeństwa? I czy zgodziłby się z interpretacją, że bohaterowie „Transakcji” funkcjonują w świecie permanentnej obserwacji, opisanym między innymi przez Michela Foucaulta?

PM: Obserwowanie innych to już norma. Ludzie obserwują nie tylko pracowników czy domowników oraz swoje posiadłości. Obecnie naturalną praktyką staje się także obserwowanie własnych zwierząt w mieszkaniu czy domu. Obserwacja może wynikać z dwóch postaw: z troski lub z chęci nadzoru, kontrolowania. O ile w pracy wydaje się to naturalne, o tyle nadzór domowy bywa niekiedy niepotrzebny, niewygodny. Kamery to kolejna smycz, która trzyma nas na uwięzi, powstrzymuje od naturalnych odruchów, bo mamy świadomość, że każdy ruch jest nagrywany. Bohaterowie „Transakcji” są raportem z teraźniejszości, więc oczywiście funkcjonują w świecie permanentnej obserwacji — miejmy świadomość, że wiele kamer ma już mikrofony, czyli nie tylko jesteśmy podglądani, ale nierzadko także podsłuchiwani. Funkcjonują również w permanentnej wiwisekcji własnej prywatności, sami nagrywając swoje życie i udostępniając wszystko w rolkach.

TH: Innym znamiennym utworem dla zrozumienia “fabuły” tomu jest bez wątpienia wiersz „wirtualna polska”, który można czytać jako refleksję nad współczesnym kryzysem pojęcia człowieczeństwa. Czy zdanie: „potwierdź, że jesteś człowiekiem” było, jest, dla Ciebie przede wszystkim ironią, czy raczej pytaniem filozoficznym? Każdy człowiek nieustannie coś oddaje, aby móc żyć we współczesnym świecie. Czy tak? W tym kontekście „transakcja” jest figurą antropologiczną…

PM: To jeden z moich ulubionych wierszy. Chciałbym, aby ludzie potwierdzali swoje człowieczeństwo dobrymi uczynkami, a nie kliknięciem. W tym pytaniu jest ironia, jest pytanie filozoficzne i jak najbardziej refleksja nad kondycją człowieczeństwa, choć może zacytuję Ciebie: „kryzys pojęcia człowieczeństwa”.

TH: Czy uważasz zatem, że literatura coraz bardziej podlega logice tzw. „widzialności” o liczbie odbiorców, obecności w sieci, postach, popularności i promocji? Dopytuję o wiersz „legendę tworzy się”, który pokazuje mechanizm budowania literackiego prestiżu poprzez biogramy, publikacje, nagrody i nominacje. Czy w ten sposób chcesz zakwestionować współczesny sposób tworzenia literackich autorytetów?

PM: Na pewno tak. Jeśli chcesz być zauważalny, musisz pisać — recenzować, publikować wiersze — i chodzić na spotkania autorskie… To wszystko jest oczywiście logiczne: w każdym środowisku, aby (za)istnieć, należy być w jakiś sposób zaangażowanym. Od 2018 roku, czyli od wydania mojego pierwszego tomiku „Ponieważ”, funkcjonuję w tym świecie, chociaż chyba lepszym określeniem będzie: orbituję. Rzadko pojawiam się na wydarzeniach literackich. Staram się wybierać to, co mnie interesuje, co da mi jakąś korzyść, coś lub kogoś, kto mnie zadziwi, podrzuci kilka nowych lektur. Przez ten czas, obserwując pisarzy, poetów i krytyków, niekiedy dostrzegam przepych autopromocji. Irzykowski pisał między innymi o tym, że współcześni mu pisarze bardzo chcieli być reklamowani — czytani, promowani — a jednocześnie sami nie czytali swoich kolegów i koleżanek… Obecnie również dostrzegam ten problem.

TH: To wiąże się bezpośrednio z krytycznym spojrzeniem na środowisko literackie. Wiersz „współczesna polska poezja” nie jest chyba prostą satyrą na poetów, lecz refleksją nad funkcjonowaniem literatury w epoce mediów społecznościowych. Poeta siedzący w podupadłym barze jednocześnie mówi „językiem osób chorych psychicznie” i przewija Facebooka, sprawdza Patronite, BuyCoffee oraz skrzynkę mailową. Twórczość zostaje uwikłana w ekonomię widzialności, konieczność autopromocji i nieustannego podtrzymywania obecności w sieci. Czy taki obraz ma pokazać Twój pogląd, że literatura nie funkcjonuje już poza logiką rynku, ale sama staje się jedną  z jego gałęzi?

PM: Jak wspomniałem, orbituję w tym środowisku. Znam wiele osób, bo jest ono zwyczajnie małe, ale utrzymuję kontakt z garstką. Nie podoba mi się, że polityka wkracza w literaturę,  w nagrody i czasopisma literackie. Nie patrzę krytycznie na samo środowisko poetyckie, lecz na działania i oceny, w których brakuje kryteriów literackich. Pamiętam przecież, że wielu ludzi z tego środowiska pomogło mi bezinteresownie: oceniali moje pierwsze wiersze, doradzali, gdzie mogę publikować… Jestem wdzięczny wielu osobom, m.in. profesorowi Tomaszowi Bocheńskiemu za to, że nauczył mnie krytycznego myślenia. Poezja jest czymś niszowym, niezarobkowym, dlatego niekiedy autopromocja przybiera groteskowe formy. Rozumiem składkę finansową na tomik poetycki, ale nie potrafię zrozumieć zbiórki pieniędzy tylko dlatego, że ktoś pisze wiersze albo napisał recenzję. Takie działania zabijają sens literatury.

TH: W kontraście tej perspektywy pojawia się wiersz „biblioteka”, w którym zdanie: „Nie tworzę legendy”. Czy miała to być próba zwrócenia uwagi na osoby i działania pozostające poza głównym obiegiem kultury?

PM: Legenda powinna tworzyć się sama, bez naszej ingerencji. Pisanie własnego biogramu na Wikipedii czy zlecanie tego kolegom rozmija się z moim postrzeganiem literatury. Pracowałem w szkole i niestety wielu polonistów, poza lekturami, które omawiają przez dziesiątki lat, nie czyta niczego innego. Ale w edukacji są jednostki, są nauczyciele z powołania, którzy potrafią zainspirować. Lepiej nie tworzyć autolegendy, lecz na przykład docenić młode osoby, które czytają i chcą rozmawiać o książkach. Sama rozmowa ma właściwości terapeutyczne. Niektórym może się to wydać nudne, ale właśnie te oddolne działania są najważniejsze.

TH: Kwestia kolejna. Według mnie w „Transakcji” ważne miejsce zajmuje także ciało. Nie jest ono romantycznym źródłem przeżyć, lecz biologicznym organizmem podlegającym neurologii, bólowi i medycynie. W rozbudowanym utworze rozpoczynającym się od słów „cin cin oznacza nic nic” język naukowy miesza się z potocznym, internetowym i absurdalnym. Ciało migdałowate „zjada migdały”, Siri odtwarza Metallicę, a informacje o przewlekłym bólu przechodzą w surrealistyczny strumień skojarzeń. Wiersz przypomina przepływ danych w cyfrowym świecie, gdzie wiedza naukowa, reklama, muzyka i doświadczenie osobiste funkcjonują równocześnie… Czy nasze życie „dzieje się” już bez wyraźnej hierarchii?

PM: Ta hierarchia już od wielu lat jest kopnięta… Bóle przewlekłe, emocjonalne i somatyczne to dzisiaj codzienność, z którą zmaga się ludzkość. Zabijamy ból stosem leków albo próbujemy znaleźć złoty środek na zdrowie. Jako logopeda dostrzegam coś niepokojącego: nie tylko zmagamy się z wypaleniem zawodowym, lecz coraz częściej spotykam się także z wypaleniem rodzicielskim.

TH: Najbardziej poruszające partie tomu dotyczą jednak żałoby. Myślę tu o wierszu „z tobą na plecach”, który znacząco zmienia ton całej książki. Znika ironia, ustępując miejsca prostocie i emocjonalnej szczerości. Podmiot przemierza Warszawę z aktem zgonu bliskiej osoby w plecaku. Dokument administracyjny staje się jednocześnie materialnym śladem nieobecności. Zmarła osoba „jedzie na Wólkę”, podczas gdy mówiący próbuje odnaleźć po niej „całość w tej dziurze”… Co prawda doświadczenie śmierci zostaje wpisane we współczesny porządek dokumentów, procedur i logistyki,  ale na szczęście nie traci przy tym swojego egzystencjalnego ciężaru. Wybacz otwartość, ale zapytam… Czym w kontekście tego wiersza albo w ogóle jest dla Ciebie żałoba?

PM: Na temat żałoby powstała świetna książka „Fragmenty dyskursu żałobnego”, zredagowana przez Macieja Ganczara, Monikę Ładoń i Grzegorza Olszańskiego. Są tam różne ćwiczenia pomagające przepracować traumę po stracie bliskiej osoby. Jednak nauka empatii, nauka trawienia żałoby staje się faktem dopiero wtedy, gdy dotyka nas ta tragedia. Każdy z nas przeżywa żałobę na swój sposób, potrzebny jest czas… Wspomnienia o najbliższych powracają przez różne zmysły, nieraz w snach. Każdy indywidualnie przepracowuje żałobę, dlatego nie chciałbym podawać jakiejś uniwersalnej metody. Mnie pomagały obowiązki, które musiałem wykonać. Gdy jednak wszystkiego było ponad miarę i moja głowa nie dawała sobie rady, odpuszczałem, rezygnowałem z zadań i wsłuchiwałem się we własne emocje. Dawałem im wtedy spokój, czas na wyciszenie. Trudno mówić o przepracowaniu czegoś, co może w każdej chwili powrócić. Staram się jednak, aby negatywne myśli mnie nie pochłaniały. Chyba mógłbym nieśmiało doradzić osobom, które zmagają się z żałobą po bliskich, aby nie dały się wciągnąć w wir tych myśli, bo to odbiera siły. Myśli i sytuacje powracają, lecz po prostu trzeba z nimi żyć.

TH: Porozmawiajmy przez chwilę o strukturze książki. „Transakcja” nie jest tomem jednorodnym formalnie. Obok miniatur pojawiają się dłuższe poematy przypominające notatki, zapisy świadomości czy kolaże językowe. Łączy je jednak konsekwentna strategia poetycka polegająca na wydobywaniu znaczeń z języków pozornie niepoetyckich: komunikatów internetowych, instrukcji, terminologii medycznej, biurokratycznych formuł i medialnych klisz. To strategia, która przywodzi na myśl tradycję Tadeusza Różewicza – poety przekonanego, że poezja musi mówić językiem swoich czasów, nawet jeśli jest to język zniszczony przez codzienność Czy uważasz, że  właśnie tam, w wirtualnym świecie współczesny człowiek pozostawia dziś ślady swojego istnienia? Czy u Ciebie jest na to zgoda, czy to „znak” tego czasu?

PM: Tadeusza Różewicza bardzo cenię, zwłaszcza jego dramaty. W tomie również pojawia się jako bohater wiersza „Dramat na boisku”. Ta scena nawiązuje do autentycznej sytuacji, gdy moja babcia, grając w piłkę nożną, spotkała starszego kolegę, przyszłego poetę – w Radomsku, rzecz jasna. To słuszna uwaga: poezja musi mówić językiem swoich czasów. Tkaczyszyn-Dycki wspominał, że poezją są nekrologi, natomiast Zadura — że poezję można spotkać na murach, w graffiti. Język poezji to więc język współczesny: regulaminy, składniki produktów, definicje, hasła, język żywy i martwy. Oczywiście człowiek pozostawia ślady swojego istnienia w internecie, co sprawnie wykorzystują reklamodawcy, dobierając algorytmy, które na nas oddziałują. Marek Bieńczyk napisał świetne eseje w „Książce twarzy”. Cudownie byłoby, gdyby media społecznościowe pełniły podobną funkcję: były dziennikami, zbiorami refleksji i przemyśleń na temat świata czy sztuki, a nie zbiorem zjedzonych potraw i umięśnionych brzuchów. To moja sugestia, moja perspektywa. Zgadzam się jednak na to, aby każdy żył tak, by nie szkodzić drugiemu. Jak ktoś chce codziennie pokazywać menu swojego obiadu i sprawia mu to radość, to dlaczego ma tego nie robić?

TH: Wnioskując, człowiek w świecie Majcherczyka nie przestaje być podmiotem, ale jego podmiotowość powstaje dziś w nieustannych negocjacjach z językami technologii, administracji i rynku? I czy właśnie ta niekończąca się wymiana jest tytułową „transakcją”.

PM: Transakcja odbywa się w każdym aspekcie naszego życia. Jest także walką czy pewnym barterem językowym. To nie tylko zapłata pieniędzmi, lecz również wymiana myśli, podjęcie decyzji, która może przynieść korzyść albo zakończyć się fiaskiem. Tak, to transakcja bez końca.

TH: I już na zakończenie ostatnie „czy”. Czy współczesna poezja ma jeszcze siłę opisywania rzeczywistości? Innymi słowy czy poezja może jeszcze opisywać rzeczywistość, która zmienia się tak szybko pod wpływem technologii? I jakie jest dziś zadanie poety – dokumentowanie świata, jego krytyka, próba zrozumienia czy poszukiwanie języka dla doświadczeń, których jeszcze nie potrafimy nazwać? Wiesz, pytam o tę kwestię, bo ona i mnie od jakiegoś czasu intryguje. Może pomożesz…

PM: Uważam, że Jakobe Mansztajn trafnie stwierdził, iż polityka w poezji jest bieżączką. Ważność takich wierszy bardzo szybko przemija, szybko się one przeterminowują. Są jednak wiersze, a czasem tylko pojedyncze wersy, które mimo upływu lat pozostają świeże. Szymborska ponownie przebiła się do mainstreamu za sprawą znanej wokalistki sanah. Jej wiersze trafiają do młodych, chyba najtrudniejszych czytelników — i słuchaczy. Dlaczego najtrudniejszych? Ano dlatego, że posługują się już całkowicie innym językiem, innym językowym obrazem świata. Poezja ma zatem siłę. Wiersze odzwierciedlające nasze uczucia, pisane na tle zmieniającej się technologii, również mają szansę żyć bardzo długo, bo chodzi o to, aby czytelnik potrafił je nie tylko zrozumieć, lecz także poczuć. Tomaszu, na pytanie: „Jakie jest zadanie poety?”, odpowiem: pisać dobre wiersze.

TH: I ja tak myślę. I tego się trzymajmy! Dziękuję Ci za tę wymianę zdań i myśli.

PM: Dziękuję również.

 .

Transakcja jest dostępna tu: https://allegro.pl/oferta/pawel-majcherzyk-transakcja-18880373244

.

.

Transakcja. Paweł Majcherczyk
fot. Róża Bierut wydawnictwo j

.

.

Poezja współczesna. Pismo literackie i wydawnictwo.
fot. Bogdan Prejs

 .

Tomasz Hrynacz (ur. w 1971 r.) – autor tomów wierszy: „Zwrot o bliskość” (1997), „Partycje oraz 20 innych wierszy miłosnych” (1999), „Rebelia” (2001), „Enzym” (2004), „Dni widzenia” (2005), „Praski raj” (2009), „Prędka przędza” (2010), „Przedmowa do 5 smaków” (2013), „Noc czerwi” (2016), „Dobór dóbr” (2019), „Pies gończy” (2021), „Emotywny zip” (2021), „Lallen” (2023), „Corto muso” (2025). Tłumaczony m.in. na język angielski, chorwacki, czeski, francuski, hiszpański, macedoński, niemiecki, rumuński, serbski, ukraiński. Mieszka w Świdnicy Śląskiej.

.

.

Paweł Majcherczyk

.

Paweł Majcherczyk – poeta, krytyk literacki i autor książek Ponieważ (2018), Zaburzenia mowy (2021), Usługi zecerskie (2020) oraz Czas Morloków (2025). Publikował m.in. w „Twórczości”, „Odrze”, „eleWatorze”, „Akcencie”, „artPAPIERZE” i „Wyspie”. Pomysłodawca i juror Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego „Brwinowski Parnas”, prowadzi spotkania autorskie i wydarzenia literackie. Z zawodu jest logopedą i terapeutą oddechu. Mieszka w Siechnicach pod Wrocławiem.

PODZIEL SIĘ