Pustek. Tomasz Dalasiński

Wielki mi „Pustek” uczyniłaś w wierszach
Z Tomaszem Dalasińskim rozmawia Patryk Nadolny

 

PATRYK NADOLNY: W Twojej najnowszej książce poetyckiej dostrzegam mechanikę pustki działającej jako metafizyczne urządzenie rejestrujące pracę obecności w świecie. Wyobrażam sobie, że każdy kolejny krok na drodze jest nutą, ale nigdy nie posłuchamy całej pieśni swojej drogi życia, bo w danym momencie słyszymy pojedynczy postawiony krok. Podobnie rzecz ma się z odsłonami sytuacyjnych pustkowi w następujących po sobie wierszach. Nie jesteśmy w stanie ujrzeć całokształtu pustki wynikającej z tego, że nigdy nie będziemy mogli być bardziej niż pragniemy. Tak sprawnego projektu poezji z elementami konfesyjnymi nie da się wypracować bez zakotwiczenia w życiu. Na jakich fundamentach prywatnych doświadczeń zbudowałeś liryczne uniwersum wpisujące się w pole antropologii pustki? Czy doświadczenie bycia ojcem wpłynęło na językową esencję i profil estetyczny Pustek?

TOMASZ DALASIŃSKI: O, tak, wpłynęło. Fundament tej książki – podobnie chyba, jak wszystkich moich wierszy z wszystkich moich książek – jest prosty i ciężki jak worek z nocą z Ojca boga. Jest nim czas, który przechodzi przeze mnie w innych, a nawet: który przechodzi przez innych we mnie. Ojcostwo nie jest tematem. Jest narzędziem widzenia. Co prawda jest tematyzowane w pierwszej części książki, ale jest też przecież sposobem oglądu rzeczywistości w ogóle (co widać w trzech pozostałych częściach). Ojcostwo – jako doświadczenie egzystencjalne – dało mi język, o którym powiedziałbym, że jest krótszy od oddechu i dłuższy od strachu: taki, który musi unieść ciało dziecka i wiedzę o jego rozpadzie. Pustka nie jest u mnie brakiem, tylko formą przekazu, jak dłoń, z której coś właśnie wyszło albo do której coś za chwilę wejdzie. Prywatne doświadczenia: próg drzwi, przy którym się waham, miska, w którą wciąż stukam, ręce, które przez kilka godzin dziennie są martwe, żeby wieczorem nie musiały powtarzać pustki, przekładają się na pewną ogólną formułę istnienia świata.

P.N.: Te prywatne doświadczenia sprawiają, że Twoja książka jest stricte konfesyjna i bazuje na potężnym kapitale przeżyć osobistych. W przejmującym wierszu Atomy wytworzyłeś przeskok temporalny ze sceny narodzin córki do wyobrażenia jej jako staruszki na łożu śmierci. Miłość „ojca lirycznego” do dziecka (dedykacja zdradza, że to porte-parole autora) polega również na trosce o jej życie już u schyłku. Tak jak Sylvia Plath doświadczenie porodu zawarła w słynnym wierszu Poranna piosenka, tak Tomasz Dalasiński stworzył liryczny opis faceta, który został ojcem. Jak bardzo to ojcowskie doświadczenie wpłynęło na Twoje działania poetyckie?

T.D.: Bardziej niż kiedykolwiek mógłbym się spodziewać. Tak bardzo, że przestałem pisać „o”, a zacząłem pisać „dla” i „przez”. Ojcostwo skróciło dystans między słowem a ciałem – każde zdanie musi teraz przejść przez czyjeś przyszłe życie, nie tylko przez mój język. W Atomach ten przeskok czasowy nie jest zabiegiem, tylko odruchem: kiedy trzymasz początek, już niesiesz koniec. Zawsze to przeczuwałem, dlatego tak wiele u mnie w wierszach śmierci. Ale kiedy urodziła się Pola, zacząłem to widzieć wyraźniej niż wcześniej. Do tej pory zdawało mi się, że widzę, a teraz widzę jasno, twarzą w twarz – by sparafrazować Szawła z Listu do Koryntian. Miłość ojca, zupełnie odmienna od innych miłości, nie zatrzymuje się na teraźniejszości; ona „rozciąga” dziecko w czasie aż po jego nieobecność, i próbuje tę nieobecność oswoić zawczasu – choć wie, że tak się nie da.

P.N.: I wtedy przychodzi prawdziwa pustka… W czasach, gdy byłem studentem archeologii, poznałem pojęcie horror vacui, czyli lęku przed pustą przestrzenią. Chodziło mniej więcej o to, że społeczności neolityczne zdobiły naczynia ceramiczne gęstą ornamentyką, żeby zamaskować nicość. Z moich analiz interpretacyjnych wynika, że tytułowy Pustek traktuje o lęku przed pustą przestrzenią, ale w sobie samym. Dwa razy się nie wchodzi do tej samej pustki. Jak realizujesz na płaszczyźnie projektu lirycznego heraklitową myśl o unikalności doświadczeń poznawczych?

 

T.D.: Nie maskuję pustki ornamentyką – raczej zdejmuję z niej kolejne warstwy, aż zaczyna oddychać. Horror vacui zamieniam na zgodę, że naczynie jest po to, by mogło być opróżnione i napełnione czymś innym, czego jeszcze nie znam. Heraklit miał oczywiście rację, o ile zakładamy, że to nie rzeka przepływa, tylko – że to my za każdym razem wchodzimy do niej innym ciałem. Dlatego wiersze nie domykają doświadczeń, tylko je „nadkruszają”, żeby czytelnik mógł wejść w nie ze swoim czasem, swoim ciężarem. Mój projekt liryczny, jeśli w ten sposób pomyślę o Pustku/Pustkach (bo choć tytuł wydaje się mianownikiem liczby pojedynczej, to tak naprawdę jest dopełniaczem liczby mnogiej), polega na powtarzaniu bez powtórzenia: te same gesty (trzymanie, puszczanie, patrzenie), ale za każdym razem o jeden brak więcej. Pustka nie jest miejscem, do którego wracam. Jest drogą, która przy każdym kroku znika pod stopami.

P.N.: Ujął mnie wiersz o przepychu pustki (piękny oksymoron), który przeczy staraniom sił witalnych, ażeby świat był miejscem, gdzie dobre i przyjazne światło uchwala się jako konstytucję. I zrozumiałem, że przepych pustki to tak naprawdę odżegnywanie się od potęgi organicznych form istnienia. Tomku, czy nicość może mieć swoje Bizancjum? Na czym tak naprawdę polega przepych pustki, o którym mówisz we frapującym wierszu, zresztą zatytułowanym właśnie: Przepych pustki?

T.D.: Jeśli nicość ma swoje Bizancjum, to nie ze złota, tylko z nadmiaru tego, co żyje aż do pęknięcia. „Przepych” pustki nie polega na odżegnywaniu się od form, lecz na ich nieustannym przekraczaniu – na tym, że wszystko jest tak bardzo, że aż zaczyna przechodzić w nic. Ten „przepych” to chwila, w której świat jest pełny po brzegi – zwierzęta w żerze, rzeka wylewająca się z koryta, liść na skraju odrodzenia – i nie daje się zatrzymać, nie daje się „posiąść”. Obfitość, która nie przechodzi przeze mnie, choć jestem w jej środku. Pustka rodzi się z nadmiaru, nie z braku. To reszta, której nie potrafię przyjąć. To świat, który trwa beze mnie – i w tym sensie jest najbogatszy.

P.N.: Pełnia istnienia jest wtedy, gdy pojawia się strata. Czy Pustek to tak naprawdę melancholijny hymn na cześć okruchów po architekturze prywatnej (intymnej) rzeczywistości, która miała przetrwać trzęsienie nieba, erupcje pamięci, tsunami łez, ale nie wiemy, czy tak się dzieje, bo boimy się otworzyć nowy rozdział pod powiekami, ponieważ nasze widzenie świata może być nieaktualne?

T.D.: Oczywiście nie pisałem hymnu – co wcale nie oznacza, że Pustek nim nie jest. Na pewno jest próbą usłyszenia tego, co zostaje po huku. Okruchy nie tworzą już architektury – raczej uczą rękę, jak je podnieść, nie kalecząc się do krwi. Strata nie domyka pełni, ona ją odsłania: dopiero, gdy czegoś ubywa, widać, ile tego było. Ale to widzenie jest zawsze spóźnione, jak światło dochodzące do oka, które „przeszkadza widzieć”. Dlatego pod powiekami nie zaczyna się nowy rozdział, tylko ciąg dalszy tej samej ciemności, w każdej sekundzie przekazywanej dalej i dalej. Czy boimy się nieaktualności? Tak, bo każde spojrzenie dezaktualizuje poprzednie. Pustek przyjmuje ten lęk i nie próbuje go unieważnić. Zamiast trwałej konstrukcji daje ruch: trzymanie i puszczanie, pamięć i jej erozję. Jeśli coś ma przetrwać, to nie forma, lecz gest: ten, którym jeszcze raz sięgamy po to, co już się rozsypało.

.

.

Pustek jest/są do kupienia tu: https://business.allegro.pl/oferta/tomasz-dalasinski-pustek-18548836310

.

.

Pustek. Tomasz Dalasiński
fot. Róża Bierut

.

.

Tomasz Dalasiński. Wiersze dla żywych

.

Tomasz Dalasiński (ur. 1986), poeta, prozaik, doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa, członek Związku Pisarzy ze Wsi, w latach 2013-2018 redaktor naczelny czasopisma literackiego „Inter-”, Autor kilku książek z wierszami, m.in. „Większe” (nominacja do nagrody im. K.I. Gałczyńskiego „Orfeusz” za rok 2018) i „Sztuka zbierania mgły” (nominacja do nagrody im. K.I. Gałczyńskiego „Orfeusz” za rok 2022), książek prozatorskich „Przystanek kosmos i dwadzieścia dziewięć innych pieśni o rzeczach i ludziach” i „Dzień na Ziemi i dwadzieścia dziewięć nowych pieśni o rzeczach i ludziach” oraz książki krytycznej „Jadąc do ciebie. Szkice o poezji Jacka Podsiadły”. Stypendysta MKiDN, Miasta Torunia, Marszałka Województwa Kujawsko-Pomorskiego oraz ZAIKS w dziedzinie kultury. Mieszka w Brzozówce niedaleko Torunia.

.

.

Poezja współczesna. Pismo literackie i wydawnictwo.

.

Patryk Nadolny (ur. w 1993 r.) — studiował archeologię na UAM w Poznaniu. Laureat OKP o „Granitową strzałę” w Strzelinie (2014). Jego wiersze znalazły się w antologiach pokonkursowych, m.in. „Nowego Dokumentu Tekstowego” i pismach literackich: „eleWator”, „Inter”, „Kontent”, „Odra”, „Twórczość”. Ostatnio wydał tomik poetycki Limesy (Ostatnia Sobota Lata, 2023).

PODZIEL SIĘ