Proza współczesna. Pismo literackie, wydawnictwo, sklep internetowy.

Maciej Bobula
Franciszka, Maryśka i ja (fragment 3)

Wyszedłem. Maryśka siedziała z resztą zespołu. Podszedłem i pogratulowałem im występu. Kątem oka zobaczyłem, że skini byli po drugiej stronie sali, darli się jak pojeby. Fred Perry tarzał się po podłodze z tym, który miał wytatuowaną swastykę.
– Jebańcy – powiedziałem na głos do siebie.
– Panoszą się, co? – Mateusz stanął obok i patrzył w stronę świrujących skinów.
– Gdyby nie Maryśka, tobym się do nich dojebał – powiedziałem pewny siebie, choć jakby przyszło co do czego, pewnie bym się bał. – A ty co, Necroroman? Dobrze ci się robi w Eko?
– Nie narzekam. Luźno jest. Mogę słuchać muzyki, czytać, jak nie ma ruchu.
– Git.
– No. A tobie jak? – spytał i podrapał się po długiej i gęstej brodzie, z którą wyglądał trochę jak Karol Marks.
– Jak zwykle. Muszę uważać, żeby nie wyzywać dzieciaków, jak mnie wkurwiają. Albo się nie spić dzisiaj za bardzo, żeby potem nie opowiadały o tym w szkole – uśmiechnąłem się do niego. – Dzisiaj jest tu parę.
Spod sceny dobiegł nagle kruszący tynk krzyk:
– Naaaaaaapierdaaaaaaalaaaaaać, kurwaaaaaaa!!!
A za krzykiem poszło machanie łapami w górę i w dół, i skandowanie:
– Sieg heil, sieg heil!
Wszyscy odwrócili wzrok w stronę sceny, gdzie stały łyse typasy, wszyscy bez koszulek, na plecach mieli freski i polichromie w celtyksy i SS-ki. Ten najniższy i prawdopodobnie najgłupszy znów darł ryja z całej pety:
– Heeeeeeeeil Hiiiiiiitleeeeeer!!!
– Ale tępaki – powiedziała Marta. – Ktoś ich powinien stąd wywalić.
Zanim Maryśka zdąży mnie złapać, powiem tylko, że ja ich wywalę. Czuję w trzewiach, jak przypływa mi adrenalina. Ściągam bluzę, wystawiam na wierzch napis Nazi Punks Fuck Off, po czym idę pod scenę. Trochę się boję, ale jestem pijany, więc też trochę mam w dupie, co się stanie. Słyszę, że Maryśka krzyczy za mną, ale już nabrałem impetu i się nie mogę wycofać, mijam kilka osób, być może uczniów, co z tego, mam to w dupie. Ściskam prawą pięść i wystawiam lewą rękę, żeby nią chwycić szyję tego mikrusa, który drze ryja.
– No to patrz, gnoju, jak ci teraz jebana ciota wypierdoli w ryj! – krzyczę i walę go z całej siły w twarz, raz i drugi. Zalewa się krwią, a ja zwalam go z nóg i czuję, jak ktoś mnie z kolei kopie z całej siły i też lecę na ziemię. Od razu próbuję wstać, ale nie mogę, bo ktoś się zwalana mnie. Widzę nad sobą Freda Perry’ego. Słyszę wrzask tego małego dupka, którego walnąłem, ale go nie widzę. Niech cierpi, myślę. Nagle widzę, jak Fred Perry leci razem z Mateuszem na podłogę. Na leżąco Mateusz sadzi mu z bańki. Robi się kocioł, ktoś trzyma typa ze swastyką, ktoś inny pomaga Mateuszowi wstać. Maryśka podbiega i mnie zasłania. Coś krzyczy, że jestem durniem, a ja się uśmiecham się do niej, oszołomiony, choć bardzo bolą mnie żebra od kopów, które dostałem.
Próbuję wstać, ale nie mogę. Maryśka klęczy i klnie. Przez moment w drugiej części sali widzę zarys postaci w garniaku, to chyba Molenda. Uśmiecha się, wydaje mi się, stojąc z tyłu, przy ścianie. Pokazuję mu środkowy palec, ale nie wiem, czy mnie widzi. Za Maryśką ktoś się szamocze, znów słychać opętańcze darcie ryja, że sieg heil, sieg heil, ktoś upada, ktoś przybiega tam, gdzie się najbardziej kotłują, światło ze sceny świeci, a potem jakiś typ leci prosto na mnie i ze swojej perspektywy podłogi widzę, jak podbiegają dwa glany, jeden po drugim, jeden wita się ze mną tak intensywnie, że aż boli, strasznie boli, drugi też chyba się wita, ale tego już nie pamiętam, bo tracę, zdaje się, przytomność.

 

Maciej Bobula

 

Maciej Bobula Franciszka, Maryśka i ja

 

PODZIEL SIĘ

Do góry