Poezja współczesna. Pismo literackie i wydawnictwo

Grzegorz Marcinkowski
Wiersze

Za zapachem dotarłem aż tutaj

 

A to tylko twoje resztki
na fotelu z monitorem.

Moja niewidzialność- chowam
wszystkie części, wszystkie miękkie,
odsłonięte części, nie wyczują mnie
nawet dzieci.

Następnym razem
będę tuż za tobą.

 

 

Klisza

 

To mogłyby być nasze gry:
uniesienie, pieśni łączące ze sobą usta,
słodkie napięcie wyzwalające sny,
ale nie można się utwierdzać.
Widzieć uroku tam, gdzie go nie ma.

Istnieje obawa, że krążenie ustanie,
że koła zamachowe, mechanizmy, spojenia
ulegną korozji lub fali wybuchów,
niefunkcjonalność uniesie nas w stabilność,

stupor pozujących wpatrzonych
w obiektyw

 

 

 

Lipiec

 

Odliczanie i puszka płynąca pod prąd tak blisko brzegu
że spojrzenia łamały się na fluidy, prądy i powodzie.

Z drugiej strony ludzie i drzewa, z drugiej strony ptaki
jak kauczukowe piłeczki i platformy bruku. Zbyt chudo,
myślę, wino z sokiem jak smycz dla nazbyt ułożonego
chłopca, ten żal poplamionych serwetek i zmarnowanych
okazji przed oknem wystawowym, przypalanie odwłoków
o arktyczne klosze.

Jakby można było wsiąść byle gdzie i nie wrastać w pożegnania,
w upajające gesty (opuszczenie przed odjazdem, sopran echa
na pustych parkingach). Ciekawe czy zapukam, czy wejdę
odliczając i gubiąc krok.

 

 

 

Gdzie

 

Teraz widać te wszystkie światła
od drugiej strony:

Budynki wlepione w krajobraz,
szare istoty o grubych rysach.

 

 

 

Krótki przewodnik po poręczy

 

Poręcz musi być przystanią i trampoliną,
pretekstem do porzucenia pamiątek z podróży,
widoków wbitych w siatkówki, nieudanych
spotkań, dłoni zrywających formę ciała.

W wędrówce po poręczy należy zachować
złudzenie nowości, jakby świat oferował naraz
wszystkie swoje klimaty, nastrajał słuch na obce
melodie, testował zdolność do pospiesznej osmozy.

Schody mogłyby się wyrwać nagle spod nas
i uciec – na razie jednak trzymają się
naszych stóp, tej ulotnej granicy między
nami a materią, co rozdziela ruch i czas.

Poręcz musi być jak list, widokówka
albo złudzenie nowego układu elementów,
gdzie opór jest pismem i zaproszeniem
do raju zrodzonego przez naszą nieobecność.

 

 

 

O oku

 

Obrazy istnieją tylko po to
by się ich uczepić pośrodku lewitacji,
która, nie wiedzieć czemu,
zaczyna nas dziwić, jak w kreskówkach,
gdy drapiemy się po głowie
stojąc na samym szczycie odwróconej przepaści.

 

 

 

Wzrok

 

Niezawodny sposób na zachowanie
to eliminacja; ciągle przewijany,
nieustannie zamazywany
fragment.

 

 

 

Mówiąc

 

Muzea, kina w obcych miastach,
Parki, lasy, jeziora,
Nadmorskie kurorty.

Zeszyty, podręczniki,
Przewodniki, ściągi, skrypty.

Strony liniowane i kratkowane,
Strony puste,
Broszury i bilety,
Dyplomy i odpisy,
Notesy i magazyny.

Monitory i ekrany,
Serwetki i obrusy,
Stoliki i krzesła,
Wejścia od podwórka
I od ulicy.

Mecze, teleturnieje, seriale,
Poranne i wieczorne
Wydania dzienników.

Powieści, książki z poezją,
Dzieła filozofów, mistyków,
Literaturoznawców.

Wieczory na kanapach, na fotelach
Na krzesłach, na sofach, na matach,
Na podłogach, na trawie.

Poranki na salach wykładowych,
Popołudnia w poczekalniach,
Noce w barach.

Bloki, okna, akweny,
Szyby, przystanki, pobocza,
Autostrady, pola, nasypy.

Ten czas
Tamten czas
Inne czasy.

 

 

 

Noc

 

Nowy kolor, a może ukrywasz się przede mną
wśród wód na których rośnie
łóżko i susza, lepisz pustynię z żyrandoli
tak samo jak my

zarosłych. Łuszczących się.

 

Poezja współczesna. Pismo literackie i wydawnictwo.

 

Grzegorz Marcinkowski (ur. 1987), laureat 10 edycji projektu Połów organizowanego przez Biuro Literackie, autor tomów wierszy: Znany motyw oglądania wielokrotnie oglądanych zdjęć (Fundacja Duży Format, Warszawa 2018) i Letarg (Zaułek Wydawniczy Pomyłka, Szczecin 2018). Mieszka w Dąbrowie Górniczej.

 

 

PODZIEL SIĘ

Do góry