Cmentarz
.
Oddech marznie, gęsta noc spływa z nieba.
Jak upiór świeci w tej nocy nasz cmentarz.
Gromnica już zgasła dawno, nie trzeba
żałować, śmierć się zakradła przed ołtarz.
Każdy tu sam czeka końca płomienia:
nie ojciec matce, nie ptakom drzewa.
Każdy sam — „i modlitwa nic nie zmienia!”,
pięści ściskając, chłopiec podejrzewa.
Mgła jak granica między krajami ćmi.
Rozpada się monizm na miliard kropli.
Rozbrat pomiędzy ojcami i dziećmi.
Pod pustym niebem tak bardzo samotni.
W tej mglistej łunie nas cmentarz połączył.
Czekaj, wyrok wskaże anioła klinga.
Tu, pod ramieniem wrzosowej gałęzi,
dusze posępne z tryptyku Memlinga.
.
.
.
Katsura Rikyu
.
I był ten ogród
Ja-nikt-już podglądałem przez rosę o świcie
Czarne włosy
Długie aż po taras
I na każdy krok twój jedwab
A taras szmaragdem, bursztynem
zdobiony na każdy dotyk twój
Był leopard jego futro pieściłaś leniwie
Ja z zazdrości płakałem płakałem
On lizał twe stopy (cierpiałem)
i dłonie twe blade co mnie do snu
martwego kołysały
.
.
.
*** [Otwórz oczy Esther…]
.
Otwórz oczy Esther
to kataloński przepych
Popatrz na te dziewczyny
Nigdy im nie mów skąd się wzięły
ptaki gwiazda śpiew
prawda może tylko rozczarować
Pijmy bawmy się bijmy w bębny
naprawdę niewiele zostało z tego
życia pod kloszem spraw na jutro
małych wielkich chwil
pod milczącym księżycem
Będziemy złożeni w różnych grobach
ale pod tą samą gwiazdą razem
zagramy w grę pomnik i pamięć
A teraz Esther popatrz na te
dziewczyny ale nigdy im nie mów
skąd się wzięły ptaki gwiazda itd.
.
.
.
Przesłanie
.
I będziesz jak Wiktor Emanuel
Klasyczny ale nie z epoki
Blady jakby zaraz ci miało zabraknąć
powietrza opalone gęby turystów
będą rozważać twą bladość
— comment peux-tu etre si pale
— on się chyba trochę garbi
— this guy is quite literally a white supremacist
Od tubylców dostaniesz przydomek
(nazwisko wielkiego malarza albo
poety albo po prostu lewak, faszysta
itd.)
Żeby uniknąć patosu czasem
będziesz się wygłupiał po kilku
piwach albo pisał wiersze o
feministkach, globalnym ociepleniu
i licznych zawodach miłosnych
Twoim Verdun będzie rachunek za
gaz za 3 miesiące i kolejna
śmieciówka
Żadnego zabójstwa na śmietniku,
najwyżej ci usuną konto na
Facebooku albo dostaniesz mandat
za rozbicie butelki na durnym
marszu
no
ale BĘDZIESZ bo już nawet nie
chodzi o to żeby iść, tylko
przynajmniej stać w dobrą stronę
.
.
.
Tabu
.
Kiedy na początku na nas pluli,
potrafiliśmy się bronić. Trzymaliśmy się za ręce
i wznosiliśmy podniosłe hasła. Teraz, za czarną kurtyną,
opuszczamy głowy, wydychamy popiół.
Seanse trwają długo, jak w starym kinie.
Niektórzy z nas przeszli na drugą stronę.
Wyciągnięte szyje w oknach; firany już nie stanowią bariery.
Tradycja jest powszechna i łatwo ją opluć. W brudnej pianie
kobiety, które się modlą, wyglądają groteskowo.
Służymy im czułym słowem, gestem, wsparciem.
Ale po wszystkim, gdy nikt nie obserwuje,
śmiejemy się pod nosem.
.
.
.

Piotr Zdunek (ur. 1993 r.) — mieszka, tworzy i pracuje w Poznaniu. Prowadzi blog społeczno-kulturowy „Kultura Literalna” oraz konto instagramowe (https://www.instagram.com/edward_hopperkl). Jest publicystą magazynu jazzowego JazzPRESS. Oprócz literatury i muzyki pasjonuje go malarstwo. Trenuje boks w klubie Czerwony Smok. Debiutował tomikiem poezji Pod tą samą gwiazdą w roku 2025.
