LATO NA WYSPIE VOL.2
.
Oppenheimer buduje w sercu Barbie
bombę z plastiku ogień otula naszą wyspę
różowym dymem oplata suche porty
stąd do morza jest asfalt wylizany gumą
w głębi są myśli wykrzywione horyzontem
niezmiennie udajemy mężczyzn choć
umrzemy kobietą świat to tylko kolorowy
balonik na sznurku z bożych pomyłek
będziemy palić grabić i gwałcić
cudze fajki resztki drobnych
myśli niespokojne miękkie i puchnące
młodość oddaliśmy tym na przystanku
co śpiewali whisky i mówili że
rodzice słuchali i mają szacunek
a koleżanki ich pachniały tak jak
nasze dziewczyny najlepszego lata
nasza droga nie biegła szlakiem
skróty ledwo szelesty westchnienia
niemniej blisko i zawsze cicho
w wielkim błysku plastikowego grzyba
.
.
.
ZŁOŻONY
.
z ziemi wystaje nieustannie
czeka z rękami pustymi
złożony – połączony
to było latem
to się odbiło na skórze
skłoniło uklękło
pomaluj teraz usta na żółto
na końcu ulicy jest sklep
można tam kupić skrywany
pod ladą lód
w kształcie serduszek
pokrowiec
.
.
.
ALL INCLUSIVE
.
nigdy nie pozwalali więc
wyglądam przez okno i
mocno wciągam powietrze
pędzący świat
czuję go na kilometr
to miejsce gdzie teraz jestem
jest inne jakby moje
zostań! zostań!
więc czekam
czekam
zapach oddala się
światła znikają
dobrze że osikałem koła
ślady opon same zaprowadzą do domu
trzeba tylko
przegryźć sznurek
.
.
.
POKALANE POCZĘCIE
.
Maria przychodzi do Józefa jest naga i drżąca
rób to cicho dopiero co zasnął szepcze do ucha
świat wypuszcza powietrze i oddycha teraz miarowo
nogi są szeroko języki są głęboko paznokcie
cierniem orają brudne plecy cieśli ręce starca
heblują nastoletnie kształty madonny
Józef myśli o kołach tylko to ma sens
tak uważa chociaż krzyże sprzedają się
teraz jak świeże bułeczki
Maria ma już w głowie wiosnę
dzieci kwiaty szerokie lniane sukienki
uśmiech tego spod dwunastki
kiedy zapalają papierosa
z kołyski dobiega cichy
śmiech dziecka
.
.
.
KREM NA NOC KREM NA DZIEŃ
.
rano wypłynęło mi oko na bezmyślną wyspę
dostało imię po psie i konto w banku
pozostałe oczy mrugały do mnie
morsem z gotowanej owsianki
w południe zdarzyła mi się miłość
po trzykroć odliczona do rytmu
pozostałe puszczały całusy mokre
z ciał napęczniałych w rosole
wieczorem stopy wylizał mi pies
miodem przylepiły się do mnie dzieci
zostały mi w głowie segregatory i spinacze
pożółkłe skorupy żółwich szaleństw
.
.
.

.
Radosław Biniek – urodzony w Tomaszowie Mazowieckim.
Poeta, aktor, animator kultury, pedagog. Założyciel grupy artystycznej Joint The Vision.
Publikował min. w Thefragmentach, Helikopterze, Toposie, wydawnictwie j., Magazynie Suburbia.
Autor tomików: „Śladomość” (2019), „Skądinąd” (2020), „Kilka opcji trwania – tomik w trzech aktach” (2021), „30 dni królika” (2024)
Mieszka w Jeleniej Górze.
Publikowane wiersze zostały nagrodzone w konkursach poetyckich.
