jak stałam się niezależna
.
przez lata widziałam:
moja piękna matka siedzi przy boku biurka
przy którym rozpiera się mój piękny ojciec
w jednej z szafek zamykanej na klucz ma stosik pieniędzy
i moja matka o tym wie i sama wiem
i mój ojciec wie że my wiemy
mimo to matka musi prosić
ponieważ jako pielęgniarka zarabia tyle co na waciki
a chciałaby czasem kupić sukienkę
.
.
.
obie w ciemności
.
powiedziałaś kochanie że kiedyś kiedyś
wiele lat temu
oświetlałam cię na chwilę promieniem
a później przychodziły chmury
chodziło o uwagę którą umiałam kierować
jak reflektorem zaledwie na moment
na ciebie
a później znów byłam gdzie indziej i gasłam
a ty zostawałaś sama bez światła
i tak obie w ciemności przez lata
a teraz widzę jak
twoje dzieci są w świetle i blasku
w twojej uwadze i uważności
także gdy złoszczą się płaczą i można by je udusić
ty umiesz je uspokoić i zrozumieć
czego ja nie umiałam
i umiesz
ponazywać co czują i nazwać swój gniew jego także –
na mnie
słuszny gniew małej bogini
która dalej mieszka w tobie i
której trudno uwierzyć
że zawsze byłaś dla mnie cudem
nawet wtedy gdy nie umiałam być dobrą matką
zwłaszcza wtedy
gdy nie umiałam być dobrą matką
.
.
.
dzień z życia kobiety
.
moja śliczna mamo
w białej spódniczce (wystaje koronka od halki)
w białych sandałkach
kiedy jeszcze nie miałaś haluksów
i nic cię nie bolało
patrzę na twoje zdjęcie
zrobione przez ojca
mówił na mnie: lalka
a na mojego brata: miś
byłaś krucha jak pajączek jak ślimaczek bez skorupki
(i teraz znów taka się stałaś)
na zdjęciu widzę twoje kolana
wdzięczne mojemu ojcu
i dla mojego ojca
dla niego wciąż dla niego
cała ta uroda splątanie
.
.
.
darzbór
.
czy ten dobry człowiek istniał naprawdę
czy to ty i ja go wymyśliłyśmy
– bohater z baśni, dawno pogrzebany
kochający twój rycerz, mój tatuś
czy to ten obcy w naszym domu
który ze śmiechem włamywał się do moich szafek
(ukrywałam śmietankowe groszki
i płakałam kiedy je wyrzucał)
który wracał z lasu z bagażnikiem martwych zwierząt
– dlaczego wciąż zapominamy, dlaczego
nie możemy rozmawiać o jego miłości
jako o braku regulacji ekosystemu w rodzinie
.
.
.
pokaż mi swój Ciechocinek
.
któregoś dnia matka powiedziała że chciałaby
znów pojechać do sanatorium w Ciechocinku
ostatnio była tam pięćdziesiąt lat temu
czego się spodziewała nie wiem
ale kiedy wjeżdżałyśmy do tego miasta
zaczęła znikać
jechałyśmy dwie i pół godziny
moja córka prowadziła samochód
siedziałam przy niej
na siedzeniu z tyłu matka patrzyła przez okno
rzadko piła wodę z butelki
nie chciała abyśmy się zatrzymywały po drodze
chciała prosto z Gdyni do Ciechocinka
więc gdy już wjechałyśmy w to miasto
w jego zielone ulice trwał lipiec
tłumy gubiły się na chodnikach
w sanatoriach i w domach po drodze
mama patrzyła z lękiem
widziałam we wstecznym lusterku
jak się cofa
potem weszłyśmy do sanatorium Pod Tężniami
nie podobało się jej
za dużo ludzi
za dużo zdrowych do cholery ludzi
potem moja matka i córka czekały przy recepcji
aż wzięłam klucz do pokoju
i poszłyśmy powoli mama o kulach
otwarłam drzwi
matka usiadła na łóżku rozejrzała się
(jest zgrabny zwrot: ukryć twarz w dłoniach
więc ona to zrobiła)
ukryła twarz w dłoniach
i zaczęła płakać:
nie wytrzymam tu zabierzcie mnie z powrotem
dlaczego chcesz wracać – zapytałam
patrzyłam na jej trzy torby
pakowała je przez trzy dni
zabrała także pół kilograma czereśni
jabłko i dwa piwa bezalkoholowe
ponieważ w Ciechocinku takich na pewno nie ma
ale czemu chcesz wracać mamuś powtórzyłam
bo nic tu nie jest takie jakie pamiętam
to jest inny Ciechocinek –
powiedziała płacząc –
minęło za dużo czasu
wszyscy wyzdrowieli chodzą i i żyją
więc tego samego dnia
córka zabrała mamę z powrotem do Gdyni
a ja nazajutrz wróciłam do Krakowa
rok później poleciałam na tydzień na Korfu ale: to nie była ta wyspa
którą pamiętałam minęło za dużo czasu
matki trzymały za rękę małe dzieci
kąpały się i śmiały robiły im zdjęcia w morzu
z którego wystawały te same skały co 30 lat temu
ale: mojej córeczki tam nie było
to nie z nią tam jadłam
nie z nią pływałam i się opalałam
i to nie ona mi marudziła
nie mogłam się na to zgodzić
minęło za dużo czasu
ukryłam twarz w dłoniach i płakałam
na drugi dzień wróciłam do domu
i nikt nie dowiedział się że oszalałam
(prawie nikt)
.
.
.

.
Aleksandra Zdrojewska – psychoterapeutka, dziennikarka i poetka. Od 2003 roku mieszka w Krakowie, pochodzi z Gdyni. Ukończyła filologię polską i dziennikarstwo (Uniwersytet Gdański) oraz studia psychoterapii (w Krakowie). Wieloletnia reporterka, redaktorka i fotoreporterka „Dziennika Bałtyckiego”.
Od 2009 roku prowadzi prywatną praktykę psychoterapeutyczną w Krakowie. Laureatka konkursów literackich, m. in. I Nagrody O Złote Pióro Sopotu (2000). Wydała dwie książki miniatur prozatorskich – „Proza paryska, czyli kocham Polskę” (2007) oraz „Opera w pralni” (2014). Autorka dwóch wystaw fotograficznych – portretów bohaterek jej reportaży pt. „One”. (Nowohuckie Centrum Kultury – 2004 i Galeria Dwa Światy w Krakowie – 2006). W październiku 2025 ukaże się jej pierwszy tom poetycki „Jak oglądać Tarantino”.
