Poezja współczesna. Pismo literackie i wydawnictwo.

Dominik Żyburtowicz
Wiersze

Bulgot imperium

 .

Ile podbitych ludów mieści się
w szczelinach twojej twarzy?
Które imperium przemawia
twoimi ustami? Wokół źrenic

dawne rzeki, do których wchodzili
swoi i obcy, obcy i swoi, i tak płynęli
prosto w twoje spojrzenie, gdy widzisz
całkiem nowe miejsce – i jesteś pewien.

Albo że niektóre lęki nie są spowodowane
przeżyciami z dzieciństwa, ale dalekimi,
bardzo dalekimi krainami. Niezwykłe,
przez jedne wakacje ogarnąłeś język włoski,

kiedy angielski do dzisiaj sprawia ci trudności.
W każdym człowieku bulgocze słoneczna plazma
– skłębione delfiny na wirującej, wciąż wirującej
jaźni. Setki słońc przeniknąć, aby spotkać się tutaj.

.

/

.

W Kauflandzie

.

obyś nigdy go nie spotkał
mówi stary człowiek w Kauflandzie
gdy przestali wydawać cokolwiek
zaczęliśmy jeść pokrzywy i koniczynę
psie mięso gołębie wrony
koty gazety ołówki wszystko
co mogło zabić głód potem
nie było już nic i spotkałem…
nagle milknie
i pokazuje mi poszarpaną
kartkę żywnościową
z czterdziestego pierwszego
…narzekasz
a nie znasz zwierzęcia
co jest pod twoim głodem

.

.

.

 

 

Lądowanie

.

Dla Grzegorza T.

Nadzieja – ptasi dom. Dokąd pójść, nadzieja ptasi dom?
Tędy, pomiędzy ludźmi droga – szepczą okno i woda i
spływają w ramiona pieśni. Muzyka wjeżdża ciężarówką
w Alpy niczym w objęcia letniej Szwajcarii. Wróciłem
po latach i nie poznaję nikogo, oprócz ciebie nadzieja ptasi
dom, gdy śpiewasz jak przyjaciel, coraz więcej przyjaciół:
O, piękne dni! O, piękne noce! Jakby dobry Bóg zaczął
działać przez mieniące się w ludzkich oczach galaktyki.
Finał okazał się zupełnie inny, niż oczekiwałem – i to
jest największe szczęście, jakie mnie spotkało. Rozum,
emocje, emocje i rozum. Z rozszalałej sinusoidy tu,
w twoje czułe gniazdo, nadzieja ptasi dom. Milion
kilometrów europejskich dróg, aby w końcu zasnąć
normalnie, w ciszy, w pokoju pełnym obłoków i piór.
Ach, jeśli najważniejsze jest tu i teraz, niech już zostanie
ze mną te zmartwychwstanie, po którym bardziej kocham.
W snach pociągi wiozą słońca i przyszłość. Tysiące wagonów
z kryształami czasu. A myśli pilnuję, aby też były rozjaśnione,
Pani. Aniele boży, stróżu mój, a może ocalałem? Pstryk.
Wszystko wskazuje, że trzeba pociągnąć tę żyłkę-linijkę dalej.
Kontrast pokazuje prawdę. Na przykład: zacząłem doceniać to,
co mam, gdy zacząłem jeździć karetką i zobaczyłem czerwone
wnętrzności choroby i okrucieństwo starości. Albo na tirach,
Francja, Anglia, Włochy: imigranci w namiotach, pod lidlem,
na śmietnikach. Nie trzeba filozofować, gdy dotknie się prawdy
jak skatowanego Boga, to już się wszystko wie. Nie ma przyjaźni
tam, gdzie zaczyna się ulica i instynkt przetrwania: dzikie zwierzę
rozrywające duszę jak padlinę na oczach przechodniów. Wróciłem
po latach i nie poznaję nikogo, oprócz ciebie, nadzieja ptasi dom.
Że jeszcze mogę jakieś świadectwo może albo pomagać. Jak?
Krwią, oczywiście, krwią, potem i łzami, albowiem prawdziwa
pomoc to zapierdalanie. Kiedyś sobie chodziłem i bujałem ego,
aż zrozumiałem, panie, pani, fizyko kwantowa, siło wyższa, żarze
z codzienności. Nieprzypadkowy jest cudowny okoliczności zbieg.
Że obudziłem się w miejscu, gdzie mieszka czarodziej zegarów?
Sędziwy Grzegorz, przyjaciel, pierwszy spośród wszystkich
mistrzów, co na dobre nauczył mnie cierpliwości, dziękuję
drogi przyjacielu. Moment, kiedy naprawiasz mój starodawny
ścienny zegar, a potem pokazujesz mieszkanie z piętnastoma
ściennymi zegarami (plus sto innych), tykających w takt o tak:
Powoli krasnoludku, a dojdziesz do skutku. Pamiętaj o uczciwości.
Pamiętam. I nie tylko ja, ale on, ona ono – dodał. Bowiem energia
kołuje i wraca niespodziewanie, w innych oczach, rozjaśniona.

.

.

.

Przewaga rozwodów, DDRR

 .

upał
w ogrodzie (dzieci
zauważyły pierwsze)
gniazdo żmij
prażących się w słońcu jak w przekleństwie

na całe życie

nad górą góra nad górą góra

łóżko
dom
państwo
świat

i korzeń
w dojrzewającym mózgu:
do śmierci ci kurwo nie odpuszczę

 

węże
przez oczy
węże
przez uszy
węże
przez usta

z wężami w środku
kwitnąć

w lęk
na
pustym stole
w pustych ścianach
cela

sama i sam
sam i sama

życie:
szczekanie nieufnego psa
co za spięciem goni

uciekać
wciąż uciekać

.

.

.

Wąsy czarnego kota

 .

czy kot wyczuł pierwszy?
strącił czarną filiżankę i kawa
rozprysła się na ścianach lustrze

uchyliłem drzwi –

jak pershing

wystrzelił w mgłę

między drzewami

SMS:

   po nocy w kasynie
umarł na zawał
przed chwilą

 

dopiero po stypie w poniedziałek
wzięła nas na stronę i powiedziała:
kochane dzieci
jeśli nie chcecie dziedziczyć
a jest tego około milion
siedemset czterdzieści tysięcy długów
szybko idźcie do notariusza
i zrzeknijcie się majątku
|mieszkania auta garażu
wszystkiego

 

   ach boże
nikt nie podejrzewał
że on znowu gra

.

.

.

Przeładowanie

 .

Kłaniają się przed smartfonem jak przed bogiem,
ten bóg jest wielki, imię jego Net, imię jego Android,

potężna jest moc mitu, albowiem niesie to, w co
chce się wierzyć – i ty znajdziesz coś dla siebie.

Nie widzisz problemu? Nie chcesz widzieć. Ktoś
krzyczy, ktoś wymiotuje śmieciem. Hej iGEN,

nie łykaj plastiku jak rekin! Myślę, co jest w chłopcu,
który zabija całą swoją rodzinę za brak telefonu,

facebooka, dostępu do konsoli; który po wszystkim,
przez kilka dni, jak gdyby nigdy nic, gra w gry.

.

.

.

 

 

Trzy opowieści nocnego kierowcy

 .

1.

 

zatrzymać samochód
patrzeć na rozszarpanych
obok zderzonych busów
ratować rozmawiać
z nastolatkiem przekłutym
drążkiem kierowniczym
w końcu karetka mgnienie
wzrok na ulicę na niego – zszedł
schodami wśród wietrznych
skał w głębiny i pamięć na długo
niczym ognisty krzew na górze
jest ludzkie ciało gdy płonie
albo jak żagiew w chórze
co drze półotwartą nieskończoność
z organów – dodał strażak –
najdłużej spalają się mózg i serce

 .

2.

 

światła reflektorów
odbite w nieskończenie
głębokich oczach saren
przeskakujących przez jezdnię
czyżby przenosiły gwiazdy?
pomyślał i wjechał
w kosmiczną wodę
wrak był stacją ISS
w dole rozświetlona
piorunami planeta
na której nikogo
czy dół jest górą
a górą dołem?
pomyślał i prysł
w nieskończenie
głębokich oczach saren
i światłach reflektorów

.

3.

oczy które wyszły z czasu
rozglądają się z niedowierzaniem
jak wszystko może być tak proste i jasne?
tam – w karetce – przez noc w zapaści
oczy które wyszły z czasu
nigdy nie widziały światła
które nas kocha (widzenie
leci nad San Sebastian)
witajcie przyjaciele – gdy stanął puls
zobaczył utkaną z cudu łąkę
migot uśmiechniętych twarzy
tam – w karetce – przez noc w zapaści

.

.

.

Dominik Żyburtowicz

Dominik Żyburtowicz (ur. 1983, w Drawsku Pomorskim), poeta. Wydał siedem tomów wierszy: Żaglowce (WBPiCAK, Poznań 2015), Spaceboy (Instytut Mikołowski, Mikołów 2017), Klucze uniwersalne (WBPiCAK, Poznań 2019), Remedorium (Fundacja Kultury AFRONT, Bukowno 2019), Przez sen i gwiazdę (CONVIVO, Warszawa 2021), Terapia Jana Bukowskiego 37 wierszy o trzeźwieniu (Wydawnictwo J, Wrocław 2022), Ośrodek Poezji Społecznej (K.I.T. Stowarzyszenie Żywych Poetów, Brzeg 2025). Mieszka w Kołobrzegu.

PODZIEL SIĘ