Rzeczy takie jakimi są
.
W okresie gdy w sztuce amerykańskiej królował abstrakcyjny ekspresjonizm jako artysta spokojnie udoskonalałem styl nazywany dziś malarskim realizmem który nikogo nie obchodził nie wspominając o zachwytach uparcie trwałem przy swojej bardziej niż kameralnej wizji świata subtelnie przekładanej na płótno życia malowałem domowe martwe natury portrety żony dzieci kilku przyjaciół i niewielu znajomych jeśli chodzi o zewnętrzny widzialny świat szczególnie interesowały mnie krajobrazy wokół
domu na Długiej Wyspie i posiadłości rodzinnej na Wyspie Wielkiej Świerkowej Głowy w stanie Maine widniejącej także na zdjęciach mojego brata który obecnie nie robi już zdjęć nie tyle też interesowały mnie same widoki czy cztery kąty natury miałem ich zawsze na kopy ile ich nazwy imiona zwłaszcza kiedy trzeźwiałem wydawały mi się czymś obcym zmyślonym fałszywym było w tym coś nieobliczalnego coś fantastycznego sekret polega na tym że pierwsza z tych pięknych wysp nie jest specjalnie długa a na drugiej
nie rośnie ani jeden świerk zawsze widziałem w tym coś szczególnego coś naturalnego coś autentycznego świat w którym żyję na co dzień wśród ludzi jest inny nazwałbym go abstrakcyjnym ekspresjonizmem brakuje mi w nim konkretu nie wiem w jakim sensie się w nim znajduję a w jaki sposób się gubię wśród jego pojęć nawet moja zmyślona rodzina to przy nich zwarty gotowy na wszystko łącznie z intymnym dotykiem realizm sekret polega na tym że wszystko istnieje inaczej sekret polega na tym że rzeczy są zawsze takie
jakimi są sekret polega na tym że nim jest.
.
.
.
Mały realizm
/
Nazywają mnie Pięknym Polem a niektórzy błędnie Polem Sprawiedliwym zdaje się że od dnia samych narodzin i od dnia narodzin nie daje mi to spokoju myślę że to zmieniło moje życie nie daje mi spokoju to że nie wiem dokładnie w jakim stopniu i w jakim kierunku bym się rozwinął kim mógłbym się stać powinienem się raczej nazywać Niespokojnym Polem ale wolałbym jakoś normalniej na przykład Fairfield Porter nikt nie wiedziałby o co chodzi i byłoby mi lżej ale nie jest i może dlatego zostałem malarzem nie tyle może od razu całym
malarzem ile małym realistą jednakże moje gusty artystyczne są różnorodne i nieortodoksyjne nierzadko wyżej ceniłem twórczość niektórych abstrakcyjnych impresjonistów zwłaszcza de Kooninga niż płótna wielu współczesnych mi realistów to znaczy nie miałem ich za realistów ponieważ na swoich obrazach przedstawiali obraz świata który akurat dla mnie był czystą abstrakcją pewien nieznany poeta Don czy też Ron Assberry dobrze nie pamiętam nie lubię poetów napisał że napisałem o innym malarzu że próżnia jaką po sobie pozostawiają
jego obrazy to próżnia dokonań doniosłości i autentyczności pięknie powiedziane ale to raczej nie moje słowa w ogóle uważam że jak jeden facet napisze że drugi facet napisał coś o trzecim facecie to mnie to już potrójnie przestaje obchodzić to już wymyka się ujęciom malarskim zwłaszcza jeśli ci faceci to akurat artyści albo nie daj Boże poeci czy znawcy tematu ci są najgorsi zaraz zaczną deliberować na temat znaczeń i sensów a przecież w dokonaniach nie o to chodzi w doniosłości nie o to chodzi w autentyczności też nie o to chodzi w życiu
chodzi o to najmniej więc po co te suche gadki?
.
.
.
Fairfield Porter
.
Nazywam się Fairfield Porter czy jakoś podobnie uprawiam mały realizm coś jak pole dorodnych ziemniaków albo buraków ozimych podobno moje obrazy są intelektualnie zgodnie z amerykańską tradycją znamionującą niektórych pisarzy nie zawierają bowiem żadnych idei które dałyby się oddzielić od całej reszty czyli nie bardzo wiadomo od czego podobno moje obrazy są ideą lub świadomością lub światłem lub czym tam jeszcze podobno jak armia zbawienia otaczają je piękne idee lecz nie umieją odkształcić natury
sztuki podobnie jak puszcza otacza dzban Stevensa w Tennessee niby artefakt a jednak paradoksalnie bardziej naturalny niż nazbyt niechlujna puszcza która nieustannie się do niego przybliża i od której dzban podobno przejmuje władzę choć nie wiadomo czego by miała ona dotyczyć albo nie daj Boże dotykać mój Boże jak ja uwielbiam takie rodzynki jak znamionująca tradycja jak idea obrazów jak niektórzy pisarze jak natura sztuki jak sztuka natury jak niechlujna puszcza zdaje się że jestem
z lekka oszołomiony z lekka otoczony przez te wszystkie armie wyrazów czuję się jak artefakt jak czysta idea jak ten dzban w puszczy czuję się otoczony przez sztukę cudzego myślenia która chce oddzielić ode mnie naturę mojej sztuki nie wiem o jakich pisarzach mowa i jaką od kogo czego miałbym przejmować władzę nie czuję władzy czuję że całość jaką niechcący ale skutecznie stanowię ktoś kroi tępym nożem na plastry jak cielęcinę lub wołowinę w sosie własnym czuję że otacza mnie puszcza
słów a w środku czuję się pusty.
.
.
.
.
GRZEGORZ TOMICKI
– poeta, muzealnik, doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa. Opublikował tomy wierszy: Miasta aniołów (Bydgoszcz 1998), Zajęcia (Kraków 2001), Pocztówki legnickie (Katowice 2015), Być jak John Irving (Łódź 2017) Konie Apokalipsy (Wrocław 2021) oraz monografię naukową Po obu stronach lustra. O twórczości Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego (Szczecin-Bezrzecze 2015). Pracuje w Muzeum Przyrodniczym w Jeleniej Górze. Włóczy się po górach i lasach.