Poezja współczesna. Pismo literackie i wydawnictwo.

Laura Alszer
Wiersze

 

Bling bling – iluminacja

 .

trochę tu ekskluzywnie
mówi patrząc na kryształowe żyrandole
w kolorowym szkiełku dostrzega kosmos

droga mlekiem i miodem płynąca
z ust do ust
fuksjowa szminka odbita na łyżeczce

gdyby tak zerwać gwiazdę i possać
czy wybuchnie jak supernowa
czy brokat z jego języka
zalśni na kulistym kształcie
globu

jedno jest pewne
rozgwieździ się spojrzenie
ciało przestanie być niebieskie
i zagubione dłonie znajdą ukojenie

pełne jak nigdy wcześniej

.

.

.

Złoto kocha diamenty

.

niespiesznie idzie ulicą
budynki ponuro odbijają się w kałużach
drzewa ucichły
a ona szuka odpowiedzi

w stukocie obcasów
jest pewna melancholia
constans
rozrywanie na części
nici wskazującej drogę

wysupłuje miłość
ze splątanych kabli
instalacji elektrycznej
z przekroczonym terminem
przydatności do użycia

iskrzy tak że widać na drugim końcu miasta
w innym województwie
może nawet kontynencie

blask razi w oczy latarnie
wystawy sklepowe
choinki
nawet brylanty onieśmielone
odwracają wzrok

.

.

.

Recital

.

grudzień rozsypuje śnieg na Gubałówce
otulona grafitowym płaszczem
rozsiewa wokół siebie chłód
choć wewnątrz kipi
tęsknotą za zielonym koncertem
pod otwartym niebem

czterysta kilometrów
i pięć miesięcy wstecz
Łazienki Królewskie
palce pieszczące fortepian
jak ciało kochanka

i muzyka niesiona przez liście
przez trawę
na skrzydłach ptaków
w futerkach wiewiórek
jedzących prosto z ręki

i on patrzący na nią
jak spragniony kot
chłepczący wodę z miseczki

.

.

.

Nienasycenie

.

ta noc będzie szybka jak pendolino
z Warszawy do Gdańska
w dwie i pół godziny

wysiadając uświadomisz sobie
nie ma powrotu
kasjerka powie: sprzedane wszystkie bilety

pociąg wjedzie prosto do hotelu o nazwie:
Nienasycenie
zamówisz najbardziej wykwintny posiłek
potrójną porcję
(cała noc na kolanach z ambrozją w ustach)

na drugi dzień zrozumiesz
że już nic innego nie nasyci twoich kubków smakowych
żaden kebab
ani elegancka restauracja Magdy Gessler
nawet drwal z Maka

.

.

.

Amor e fé

.

pewnego dnia przylecisz
z walizką pełną możliwości
planów utkanych z liści guarany
weźmiesz ze sobą kilogram czułości
i seksu pachnącego pomarańczami

zadzwonisz
jak będę szła Marszałkowską
w centrum miasta zatańczę sambę
w rytmie wiwatu przechodniów

monety zbiorę i oddam bezdomnemu
razem z obrączką

na miotle polecę na lotnisko
wyjmę słuchawkę z twojego ucha
przesłucham

To aqui na sua frente meio bagunçado

wręczysz mi ziarenko
podleję brzmieniem piosenki
będziemy patrzeć jak rozkwita

E hoje nóis bota pra foder, ver o sol nascer, faço o que 'cê quiser

***

pewnego dnia przylecisz
z walizką pełną możliwości
planów utkanych z liści guarany

zadzwonisz
jak będę szła Marszałkowską
odrzucę połączenie złotem i diamentami

na środku ulicy z bezdomnym zatańczę oberka
i na iglicy Pałacu Kultury polecę do domu

.

Cytaty z piosenki „Amore e fé” Hungria:
To aqui na sua frente meio bagunçado – Stoję przed tobą trochę niechlujny

E hoje nóis bota pra foder, ver o sol nascer, faço o que 'cê quiser – a dzisiaj się pieprzymy, oglądamy wschód słońca, robimy co tylko chcemy

.

.

Poezja współczesna. Pismo literackie i wydawnictwo.

.

 

Laura Alszer – pseudonim literacki.

Mieszka pod Warszawą. Kocha koty i poezję Haliny Poświatowskiej. Publikuje m.in. w czasopiśmie „Ypsilon”, „Akancie”, „e-eleWatorze”, „Mojej Przestrzeni Kultury”, „Czterech Zeszytach and after”, „WOBEC”.

Jej wiersze można usłyszeć w Radiu MagMa. Współautorka dwóch antologii wydanych w 2025r.

PODZIEL SIĘ