Bling bling – iluminacja
.
trochę tu ekskluzywnie
mówi patrząc na kryształowe żyrandole
w kolorowym szkiełku dostrzega kosmos
droga mlekiem i miodem płynąca
z ust do ust
fuksjowa szminka odbita na łyżeczce
gdyby tak zerwać gwiazdę i possać
czy wybuchnie jak supernowa
czy brokat z jego języka
zalśni na kulistym kształcie
globu
jedno jest pewne
rozgwieździ się spojrzenie
ciało przestanie być niebieskie
i zagubione dłonie znajdą ukojenie
pełne jak nigdy wcześniej
.
.
.
Złoto kocha diamenty
.
niespiesznie idzie ulicą
budynki ponuro odbijają się w kałużach
drzewa ucichły
a ona szuka odpowiedzi
w stukocie obcasów
jest pewna melancholia
constans
rozrywanie na części
nici wskazującej drogę
wysupłuje miłość
ze splątanych kabli
instalacji elektrycznej
z przekroczonym terminem
przydatności do użycia
iskrzy tak że widać na drugim końcu miasta
w innym województwie
może nawet kontynencie
blask razi w oczy latarnie
wystawy sklepowe
choinki
nawet brylanty onieśmielone
odwracają wzrok
.
.
.
Recital
.
grudzień rozsypuje śnieg na Gubałówce
otulona grafitowym płaszczem
rozsiewa wokół siebie chłód
choć wewnątrz kipi
tęsknotą za zielonym koncertem
pod otwartym niebem
czterysta kilometrów
i pięć miesięcy wstecz
Łazienki Królewskie
palce pieszczące fortepian
jak ciało kochanka
i muzyka niesiona przez liście
przez trawę
na skrzydłach ptaków
w futerkach wiewiórek
jedzących prosto z ręki
i on patrzący na nią
jak spragniony kot
chłepczący wodę z miseczki
.
.
.
Nienasycenie
.
ta noc będzie szybka jak pendolino
z Warszawy do Gdańska
w dwie i pół godziny
wysiadając uświadomisz sobie
nie ma powrotu
kasjerka powie: sprzedane wszystkie bilety
pociąg wjedzie prosto do hotelu o nazwie:
Nienasycenie
zamówisz najbardziej wykwintny posiłek
potrójną porcję
(cała noc na kolanach z ambrozją w ustach)
na drugi dzień zrozumiesz
że już nic innego nie nasyci twoich kubków smakowych
żaden kebab
ani elegancka restauracja Magdy Gessler
nawet drwal z Maka
.
.
.
Amor e fé
.
pewnego dnia przylecisz
z walizką pełną możliwości
planów utkanych z liści guarany
weźmiesz ze sobą kilogram czułości
i seksu pachnącego pomarańczami
zadzwonisz
jak będę szła Marszałkowską
w centrum miasta zatańczę sambę
w rytmie wiwatu przechodniów
monety zbiorę i oddam bezdomnemu
razem z obrączką
na miotle polecę na lotnisko
wyjmę słuchawkę z twojego ucha
przesłucham
To aqui na sua frente meio bagunçado
wręczysz mi ziarenko
podleję brzmieniem piosenki
będziemy patrzeć jak rozkwita
E hoje nóis bota pra foder, ver o sol nascer, faço o que 'cê quiser
***
pewnego dnia przylecisz
z walizką pełną możliwości
planów utkanych z liści guarany
zadzwonisz
jak będę szła Marszałkowską
odrzucę połączenie złotem i diamentami
na środku ulicy z bezdomnym zatańczę oberka
i na iglicy Pałacu Kultury polecę do domu
.
Cytaty z piosenki „Amore e fé” Hungria:
To aqui na sua frente meio bagunçado – Stoję przed tobą trochę niechlujny
E hoje nóis bota pra foder, ver o sol nascer, faço o que 'cê quiser – a dzisiaj się pieprzymy, oglądamy wschód słońca, robimy co tylko chcemy
.
.

.
Laura Alszer – pseudonim literacki.
Mieszka pod Warszawą. Kocha koty i poezję Haliny Poświatowskiej. Publikuje m.in. w czasopiśmie „Ypsilon”, „Akancie”, „e-eleWatorze”, „Mojej Przestrzeni Kultury”, „Czterech Zeszytach and after”, „WOBEC”.
Jej wiersze można usłyszeć w Radiu MagMa. Współautorka dwóch antologii wydanych w 2025r.
