Kompozycja łąkowa
.
otwiera się ziemia
ktoś nieopatrznie rozgarnął kępy mchu
a było tak cicho
teraz lekki szmer osypującej się rdzy
ktoś przypadkowo rozerwał zieleń
i zaglądasz w trzewia łąki-
w plątaninę pordzewiałych sprężyn
starych sznurowadeł skórzanych
kłapiących podeszew spękanych języków
rozpadają się zgodnie
nic niewarte artefakty ludzkiej nienawiści
albo głupoty
wszystko wije się i kotłuje
a jakby nieruchome
tylko samotna mrówka drąży korytarz
ciągnie mozolnie pęd trawy
jak linę ratunkową dla naszego świata
.
.
.
Nieobliczalne słońce
.
słońce jest zupełnie nieobliczalne –
niesprawiedliwe, tak samo intensywnie oświetla cebulaste wieże podlaskich cerkiewek i wysypiska
przebija tęczą przez kryształowe kieliszki i pęknięte szyby melin
nie wiem dlaczego
i czym zasługuje na jego łaskawość żmija wylegująca się na kamieniu i jednooki kot ze świerzbowcem w uchu
dodaje czerwieni jabłku i letniemu kapeluszowi, plażowej piłce, której brakuje oddechu
słońce nieobliczalnie przeciska się między zmarszczkami czasu,
gdy otwieram okno
gładzi świat po głowie, kładzie palce na naszych powiekach
zaciskamy je mocno, łapiemy powidoki po omacku
słońce jest zupełnie nieodpowiedzialne –
wciąż dolewa blasku do ognia
.
.
.
Nereidy
.
ten statek jest tu
od dawna niszczeje powoli
wbił się w dno
osiada
mieszanina szkieletów i połamanych desek
bandera zetlała
maszt zapuszcza korzenie w piasku
rozrastają się ukwiałami i koralowcami
czaszki, żebra i kręgosłupy – kryjówki wieloszczetów
naszych sióstr mniejszych
rozproszyć mrok mogą tylko grudy bursztynu
z inkluzją ciszy na dnie oceanu
ryby moszczą się w opuszczonym bocianim gnieździe
Nereidy zamykają bursztynowe serca
w poczerniałych klatkach
.
.
.
Labirynt
.
w ciemności dotykam ścian labiryntu
idę, stawiam stopy ostrożnie – niech będzie cisza
otwieram szeroko usta
wyobrażam sobie swój krzyk; narastający, odbijający się od kamieni, potężniejący
głośny jak wrzask Gigantów przed ostatnią bitwą
wyobrażam sobie mój krzyk
zatykam usta dłonią oplecioną nicią, wpycham dźwięk z powrotem wgłąb siebie
niech śpi Minotaur, niech go nie zbudzi mój nieuważny krok, żaden
chrzęst ani brzęk upuszczonego xiphos
dotykam ścian, niosę przed sobą skłębioną nić
bezradny w ciemności labiryntu
przeklinam Ariadnę
bezgłośnie
bez końca
.
.
.
Erynie
.
Erynie nie wiedzą, że zemsta najlepiej smakuje na zimno –
owinięte czerwienią pędzą przed siebie
mieszają im się czasy i czyny
wężowe włosy zasłaniają twarze
obrastają gniewem i wściekłością
jest jej tyle, że wydają się być wielkim kłębem poplątanych nienawiści
mówią, że zemsta smakuje na zimno
a Erynie biorą los winnych w rozżarzone ręce
i wypalają im oczy gorącym oddechem
jak psychopatyczne morderczynie zbierają pamiątki- kości palców
grzebienie, koronkowe wstążki, szklane figurki, zęby
szkarłatny wir wciąga wszystko; dusze i połamane ciała
czasem usłyszysz fletnię Pana –
fałszując, śpiewa o nadziei na ocalenie, na odkupienie
śpiewa Hallelujah,
a może Who by fire?
.
.
.
W lustrze ( Chimera)
.
widzi
układankę ze skamieniałych elementów połączonych ciemną materią –
jest jak potłuczone, przepalone skorupy greckiej ceramiki, które archeolog- amator powiązał niedbale sznurkami
jak układanka nieudolnego frankensteina; odarte z piór skrzydła, zęby i kilka przypadkowych kości
niezgrabny twór
niezborna chimera
coś niedookreślone splątane z ciemnością,
splecione w kapryśny supeł
i widzi jeszcze grudę ognia stężałą, która go
dławi
jak połknięty język
.
.
.
Obsesja czerwieni
.
okruchy starego chleba umoczone w winie – może chianti – pleśnieją powoli
śniedzieją na złomowisku miedziane blachy, rdzewieją malowane minią
pocięte na kawałki kadłuby starych torpedowców
wszystko jest czerwienią
przerastają mnie amaranty, burgundy i szkarłaty
kłębią się, pełzną, wychodzą spod ziemi jak rosówki
po palcach ścieka sok z tegorocznych wiśni, z rozbitej wargi kapie krew
świat tonie w rubinowym blasku
płoną domy
czas poczerwieniał
pęcznieje jak brzuch ciężarnej kobiety –
gdy pęknie zaleje nas czerwień
o metalicznym odcieniu posoki
.
.
.

.
Małgorzata Borzeszkowska-Bojke, nauczycielka historii i języka angielskiego, pochodzi z Gdańska, mieszka w Lęborku oraz Wejherowie. Miłośniczka Kaszub i pieszych wędrówek.
Była nagradzana lub wyróżniana w wielu konkursach, m.in. im. M. Stryjewskiego w Lęborku, w Turnieju Poetyckim Bieszczadzkie Dusioły, konkursie im. A. German w Zielonej Górze, im. M. Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej w Katowicach czy im. J.I. Kraszewskiego w Białej Podlaskiej. Jej wiersze były publikowane m.in. w Rewirach, Akancie, Autografie, Neonach, Ypsilonie, Lirydramie, Rewirach, Migotaniach, a także w internetowym wydaniu miesięcznika Helikopter, na portalach Pisarze.pl i Farbica Librorum. Poza tym ukazywały się w almanachach pokonkursowych oraz antologiach, w tym międzynarodowych. Współpracuje z międzynarodowym gronem poetów zrzeszonych wokół projektu Litterateur.
W roku 2008 nakładem Biblioteki Miejskiej w Lęborku ukazał się tomik wierszy pt. „U Bramy”, który otrzymał w 2009r. II nagrodę na Targach Książki Pomorskiej i Kaszubskiej Costerina. W 2019 wydała drugi tomik pt. „Wpisani w pejzaż”, a „Z pogranicza ciszy i światła” (trzecia książka poetycka), która ukazała się w roku 2021, również otrzymała II nagrodę w Konkursie Targów Literatury Kaszubskiej i Pomorskiej). Kolejny tomik „Las Schrodingera” ukazał się rok później. W 2025 wyszedł jej piąty tomik wierszy pt. „Odamki. Rok pierwszy”, dwujęzyczny, został przetlumaczony na j. ukraiński. Wiersze były tłumaczone także na angielski, włoski, bułgarski, serbski, a nawet chiński.
Jest członkinią Gdańskiego Klubu Poetów i Związku Literatów Polskich.
