Poezja współczesna. Pismo literackie i wydawnictwo.

Marcin Styrczula
Wiersze

Zazdrość

 .

Za mało życia
Żeby Cię odnaleźć
Za mało mocy
Żeby Cię zatrzymać, gdy Cię odnajdę

Pozostaje tylko Zazdrość

O czerwone szpilki, które zakładasz wieczorową porą
O krople bladego księżyca, spływające po Twoich łydkach
O szare, popękane płytki chodnikowe, po których stąpasz
O niewidzialny dotyk wiatru na Twoich włosach
O ciepłe promienie słońca, muskające Twoją szyję
O serdeczny uśmiech, którym obdarowujesz sprzedawcę
buraków w zieleniaku
O wszystkie wypowiedziane przez Ciebie słowa, których
nie usłyszę
O wszystkie Twoje myśli, których nie odczytam
O Twoje wady i zalety
O zapach Twojej kupy o poranku

O Twoją Duszę

Przy której zapominam
O tych wszystkich
Szpilkach
Łydkach
Włosach
Wzlotach
Upadkach

Czeka mnie piekło

Jestem podłym grzesznikiem

Do końca życia będę zazdrosny

  

 .

.

.

 

 

         Mrok

 .

O poranku
Koszmary topnieją
O poranku
Zło w nicości tkwi
O poranku
Zwątpienie przegrywa z nadzieją
O poranku
Rosa wolna jest od kropli krwi

Świat potrzebuje takich poranków
Żeby zmyć z siebie paskudztwa mroku
Pozbyć się poprzedniego dnia krzywego odbicia
Żeby unieruchomić wzburzoną nadziei taflę

Szkoda

Że poranki tak szybko gasną

W oczekiwaniu

Na kolejną ciemność

.

.

.

Diabeł

 .

Poszedłem do sklepu
Po 4 piwa
Tylko 4
Bo w domu były jeszcze 4
No i miałem kaca
Kupiłem przy okazji cytrynę
Bo cytryna ma dużo witaminy C
I cukinię
Bo była w promocji
I na pewno ma też jakieś inne witaminy

Miałem ze sobą plecak
Bo nie lubię reklamówek
Bo reklamówki rozkładają się dłużej niż ciało człowieka
A to jest niesprawiedliwe
Żeby Stwórca żył krócej niż swoje dzieło
Pana Boga odwieczne rozterki

Wracając
Spostrzegłem kobietę
Ładną
Młodą
Rozmawiała z inną kobietą
Starą
Tak starą
Że nie wiadomo
Czy kiedyś była ładna
A jak była, to nie wiadomo jak

Młoda pomagała Starej pokonać schody
Młoda kierowała się w dół
Stara w górę

Młoda kipiała empatią
I energią
Stara samotnością
I udawaną bezsilnością

Rozmawiały o Bogu
O schodach
O granicy między górą a dołem
O Czyśćcu

Wszedłem między nie
Z szatanem w plecaku
Dysharmonia głośno grała w tle

Udając, że słucham starej
Chciałem wyruchać młodą
Ale zrezygnowałem
Poszedłem dalej
Plecak był za ciężki

Szatan znowu wyruchał mnie

 .

.

.

            Wyspa

 

Jestem rozbitkiem

Wylądowałem na bezludnej wyspie

Moją wyspą jest zdechły wieloryb

Jego truchło unosi się na wodzie

Słońce świeci

Niebo jest błękitne

Woda turkusowa

Z trupa tryskają fontanny krwi

Agresywne fale zniechęcają do kąpieli

Wodne drapieżniki zapraszają do biernego udziału w konsumpcji

Trzymam się kurczowo resztek truchła

Pozostałości po odgryzionych wcześniej płatach mięsa

Ubytków, tworzących naturalne uchwyty, schody, drabinę

Powstałych w procesie przeciągania odwiecznego łańcucha pokarmowego

Złudna ostoja

Moja wyspa krwawi coraz ciszej

Wypuszcza ostatnie soki

Topnieje

 

 

 

 

.

.

.

Studnia

.

Siedzę na dnie głębokiej studni
Drabiny brak
Zapach stęchlizny
Wilgoć
Cisza
Chłód
Pragnienie
Głód

Nastaje kolejna noc
Gwiazdy u wylotu studni niewidoczne
Bo gęsta jak smoła ciemność hektolitrami wlewa się do środka
Jej rządy są absolutne
Wchłania do ostatniej kropli świat, który znam
Krawędzie czasu i przestrzeni giną bezpowrotnie
Przestaję odróżniać minuty od tygodni
Moje ciało nie jest moim ciałem

Zaczynam wszystko rozumieć

Wiem, jak powstał świat
Wiem, czym Nieskończoność
Wiem, jak człowiek daleko jest od prawdy i rozumu
Wiem, że nie ma przed, teraz i po

Wilgoci mówię: jestem Halnym
Chłodowi mówię: jestem Słońcem w zenicie
A Cisza wrzeszczy wspaniale

Pojawia się drabina
Wszechmoc i Wszechwiedza bezpowrotnie utracone
Perspektywa życia mnie morduje
Jest okrutna
Obdziera moją duszę ze skóry
Zardzewiałą, tępą, małą żyletką

Kiedyś wrócę do Studni

Ale znajdę taką, do której nie trafi żadna drabina

.

.

.

Poezja współczesna. Pismo literackie i wydawnictwo.

.

Marcin Styrczula. Rocznik 1984. Urodzony i mieszkający w Lublinie. Z wykształcenia prawnik. Sporadycznie piszący niepoważną prozę. Pierwszy i ostatni raz piszący okrutnie ponurą poezję o nieskończoności.

PODZIEL SIĘ