Poezja współczesna. Pismo literackie i wydawnictwo.

Michał Borkowski
Wiersze

kto ci powiedział, że Świat jest straszny

.

że nie warto w nim kochać
i kto powiedział, że ten Świat kiedyś zniknie
kto przyszedł pierwszy, zaczął psioczyć
byś nie czuł się Tu jak u siebie w domu
kto powiedział, że mrok tylko na tej Ziemi
uczy szacunku do jasności
ale wszystko z czasem się traci

więc jeżeli stół to taki, przy którym uwielbiasz siadać
czując się swobodnie, gdzie jesteś mile widziany
jeśli obraz, to namalowany z zachwytu w splocie,
tego, co otacza ze szczerym uśmiechem
jeżeli poezja, to taka, która jest pragnieniem
byś chciał ciągle wracać i się nią delektować
jeżeli uczucie, to takie, by było niepowtarzalne
które nie wiesz, co stworzy, ale mu ufasz
nawet gdy nagle zwątpisz
próbując je pojąć

.

.

.

jak niemal zniknąłem

.

coś ciągle sobie myślałem
wystarczył jej mikry uśmiech
w którym widziałem nasz dom
a nie miałem gdzie wracać

byłem pewny gdy mnie dotyka
jesteśmy nie do poznania
dzielni na otwartym morzu
lecz budziłem się sam

pamiętam ciepło jej głosu
wygładzało pomarszczone czoło
rozpalało do czerwoności
nie mogłem uwierzyć
że zamarzam

.

.

.

rozpad ognia

.

widziałem jak niszczyli
by się trochę pobawić
widziałem jak się odwracali
od własnych pragnień
nazywając to rozsądkiem
widziałem jak poniewierali Świat
widziałem jak rachowali
i liczyli że nikt nie zobaczy
widziałem jak atakowali za nic
by chwilę ochłonąć i znów uderzyć
widziałem jak wymyślali
w jaki sposób się znęcać
bo uznali że tak trzeba
widziałem jak mądrzeli
aż przestawali czuć

.

.

.

esej o gabinecie terapeutycznym

.
„[…] miała tu brzmieć, jak gdyby istniała gdzieś karta praw przechodnia spod bloku, której nie gwałcili ci inni my, ci z gruzów wznoszący mocarstwa”.

Barańczak, fragment wiersza „Z okna na którymś piętrze ta aria Mozarta”.

.
Czyż istnieje bardziej święte miejsce współczesności? Bardziej ludzkie? Miejsce całkowicie odcięte od Świata, marzenie zagubionej duszyczki. Portal do nieustannej poprawy nastroju i korekty żądz. Oaza bezpieczeństwa do załatwiania nieświadomości na amen z wielką ulgą. Gwarancja bezpieczeństwa, przewidywalność i prywatność, gdzie piekło doczesności, w której jak mówi Pressavin „najwięcej chorób wypływa z czajnika” cichnie na 45-minutek sesji w atmosferze prawdy. Gdy już się zajdzie w ślepy zaułek konwulsji wywołanej zderzeniem wolności z normą, czas na zmiany. Ileż można żyć w niepewności! Obóz szkoleniowy robienia ducha z woli. Pierwsza klasa świadomych decyzji wykańczających nieznośne popędy. W końcu trafia się do gabinetu psychologicznego zazwyczaj w tak ciężkim stanie, że wydaje się człowiekowi nieomalże, że wszystko jest możliwe! Ale to nic straconego, po prostu jest nad czym pracować. Wszystko da się wyprostować, każdy mimowolny gest, każde niechciane wzruszenie, bądź nagłe zdziwienie może coś znaczyć. Gdy wolność została zmarnowana na robienie tego, na co ma się ochotę — pojawia się prze-strzeń dla psychologicznej interwencji — areszt dla głupoty. Zmaltretowane ciało przywołuje pustkę. A to w terapii dobry znak – wielka otwartość, gdy żywioły są solidnie spacyfikowane, jak leżą i kwiczą. Wtedy najlepiej robi się z nich diabła. Można skutecznie namierzyć dowolny nawet nie z tej ziemi rodzaj dementia et rationis laesione et morbis omnibus qui rationem laedunt. „Oddane w ręce specjalisty” piękne łabędziątko ma swój ulubiony sposób „dojścia do siebie”, czyli autostrady do alienacji – określanej jako nosce te ipsum. Im bardziej stają się prawdziwi pod wpływem sesji terapeutycznych, tym bardziej tracą serce do Świata. Niewiniątka, po katastrofie skatowanych wynaturzaniem zmysłów mądrzeją ekspresowo. Do tej osobliwej przemiany stworzono doskonałe środowisko do użalania się nad sobą w gabinecie psychoterapeutycznym – spatium do kondensacji winy. Tabernakulum do spersonifikowanych usprawiedliwień niekwalifikujących się do poznania. Czas na „wyrzucenie tego z siebie”, gdy przewrażliwieńcy nie gryzą się w język. To, co rzekło się z terapeutą, nigdy nie ujrzy światła dziennego. Tam, na kozetce, lub fotelu klasy premium dopiero czują się rozluźnieni, jak schowają się przed złym Światem i produkują swój masochizm odosobnienia poznawczego – czyli prywatny korpus tożsamościowy do trzymania się w pionie zgodnie z instrukcją obsługi aktualnie panującej „powszechnej normy”. Pojedyncze zachowanie jest skrupulatnie ewidencjonowane i analizowane pod kątem wartości, ważności i czego tylko dusza zapragnie. Dochodzi nawet do identyfikacji doświadczenia, do tego stopnia, że wierzy, się, to może się powtórzyć! Tam dopie-ro w asyście lekarza dusz zostają pokropieni wodą święconą przenikliwego umysłu. Uświadomieni, im bardziej uczuciowo sparaliżowani. Tam dopiero nabierają pewności siebie w swojej perwersji wynaturze-nia i „przejmują kontrolę nad swoim życiem”. Zaopatrzeni w filtr prawdy i dobra są gotowi ponownie zmierzyć się z nadchodzącym ekscesem nieprzewidywalnego złowrogiego zewnętrza. Teraz już się nie dadzą wykiwać! Nadchodzące z każdej strony czucie jest od tej pory starannie selekcjonowane – dla własnego dobra. Zestaw przetrwania, który stosuje się wśród nieustannie osaczających nowych i nieznanych impulsów, by czasem nie zejść z „właściwej drogi” na meandry niedających się skategoryzować afektów. By niewinnie pokrzątać się nad przepaścią. Zwiększyć swój repertuar doznań. On je przecież tylko przechodzi z trudem, wierząc, że przyszedł sobie na ratunek, odkrywa z symboli wkodowanych w jego umysł — sens. Wszystko staje się jasne i może w końcu będzie nawet wiedział, czego chce. Droga przez mękę z ersatzem Rilke’owego Chrystusowego palucha drogowskazu nadprzyrodzonej granicy doskonale imituje żywe. Jest doskonale wygładzona i choć widać, że lekko nie będzie, nie sprawia bólu. Stąd, ze styku pogranicza obłędu i inspiracji szuka jak najszybszego wyjścia z żywego doświadczenia wprost do świadomej decyzji, by mieć to całe niepokojenie się już za sobą, tam, gdzie już czułość nie ma żadnych szans nas skusić do niepoważnego ruchu. Tam, gdzie bliskość nie może mówić sama za siebie, ale ma duże znaczenie. Gdzie delikatność przepędzana jest stabilnością. Gdy żywioł namiętności nie ma nic wspólnego z dojrzałą miłością. Dla kiełkującego własnego uczucia człowiek ozdrowiały jest bezwzględny – pamięta gdy sobie za dużo z nim pozwalał. Szuka dla niego odpowiednika, substytutu – bo nie ufa w swoje moce przerobowe do wczuwania się w rzeczy. Zdrowi ludzie myślący nawet uśmiechną się czasem do nieprzewidywalności z dystansu – pozbawiają się wszak stopniowo w ten sposób złudzeń. Zostawiają cały Świat za sobą i idą dalej brać się za siebie. Aż wychodzi się w końcu na człowieka. Przy okazji następuje duchowe okaleczenie sprowadzonych do statusu mięsa armatniego zmysłów pod regularną stałą kontrolą. Ale to też da się ja-koś przeżyć. Prywata idących jedna za drugą apokalips z domieszką „nie ma tego złego” i musztardy po obiedzie. Spiżarka cierpienia do uzyskiwania wydajniejszego keep smiling. Dozownik wrażeń, by nie zwariować. Rozwój świadomości przechwytujący kapryśne doświadczenie prowadząc je za rączkę, uprzedza skutecznie zakłopotanie. To w końcu czas, gdy idzie jak po sznurku na sam szczyt jaskini. Wyściubić swój czubek głowy, to co mu po wizycie w gabinecie zostało. Ale człowiek bez ciała, zgodny z linią świeżutko zdefiniowanego bytu, łatwo duszy nie odda. Musi przecież coś mieć do zmartwychwstania, by móc dalej krzywdzić i się marnować. Być sobą.

.

.

.

Poezja współczesna. Pismo literackie i wydawnictwo.

.

Michał Borkowski (ur. w 1987 r. w Gnieźnie) – poeta, filozof, informatyk, hobbystycznie rysownik. Wydał tomiki poetyckie: Wielkopoliska (2017), Dublinopolis (2020), halo halo (2022), Autor kilku artykułów naukowych m.in. „Uniwersalizm na wojnie z twórczością” (2023), „Meandry miłosnej normalizacji” (2024), „Boskość w czasach dekadencji”, czyli niematerialistyczna, antyoświeceniowa krytyka bliskowschodniego sacrum” (2026). Opublikował rozdziały w książkach m.in.: „Denaturalisation as a consequence of egalitarianism – interpreting forms of equality in the philosophy of Friedrich Nietzsche” (2022), Czy ciału potrzebna jest dusza? Deleuzjańskie ciało bez metafizycznej organelli (2025), 7-krotny maratończyk i jeszcze biegnie dalej. Przyszły Prezes Rady Ministrów Najjaśniejszej w tym życiu, bądź następnym.

PODZIEL SIĘ