Poezja współczesna. Pismo literackie i wydawnictwo.

Święta szałwia w klatce systemowej kontra techno-paranoja
Ewa Rojek

 

Bohema w skarpetkach  

.

Satyra pisze się sama w –
w bloku ze stropem Ackermana.
Pierdzi ci na głowę zgodnie z prawem, a
głuchy telefon nadaje nieustannie, gdy tylko przekroczysz
próg swojego mieszkania. Architektoniczny bubel
usankcjonowany prawnie. Walczysz z nim pastiszem,
kiedy wracasz zmęczony dwunastogodzinną harówką po pracy,
gdzie ilość pampersów równa się lajki na Toka Tik lub przerzuconych bloczków tworzy
sztucznych miliarderów śpiących w skarpetkach, a publiczność
to kupi dla taniej rozrywki w klatce pospolitej codzienności.

.

.

.

Odnośniki            

.

Trochę słów kluczy w tej symulacji, myślokształty, czyli nadszedł sądny dzień świra podczas przelotu nad kukułczym gniazdem. Gniazdo żmij kontra spokojny świat wewnętrzny. Koń trojański nie będzie odwoływać się do tego obrazu świata wypaczonego ani spojlerować, plątać faktów z definicjami encyklopedycznymi, dawać przykładów. A więc archetypy nie zadziałały na tej linii czasowej? Wolność na maksa, realizuje tylko swoje pasje. Cha cha to kładzenie gumolitu na życiu przykrywa wszystkie życiowe porażki. Kochane Alter ego nie pisz donosów na inne alter ego, bo szklany sufit spadnie ci na głowę, albo zawali się pod tobą betonowa systemowa podłoga! – A widział, a słyszał? Zobaczy sobie? Co to, kto to?! Alter ego codziennie słyszy głos wewnętrzny przechodzi przez ściany. Wdziera się jak bezzałogowy dron z impetem bez zaproszenia, Pudło rezonansowe, tuba, echo, może niesforny sąsiad, ego, może sumienie, channeling, duchy. Ach jakie licho wie co to jest?! Ach te duchy; białą szałwią je wypędzisz, masz to co chciałeś, zakładaj słuchawki, zakorkuj uszy, albo wczuj się! Czuj! Czuwaj! Wszystko zlało ci się i pomyliło archetypie. To tylko sferyczna rzeczywistość matriksowa, to nasi bracia umiłowani i siostry, zabierający nam energię. Nie to jest przecież tylko twoje lustro. Czym się przejmujesz ty jesteś wyłącznym kreatorem swojego lustra, życie jest piękne lub niebezpieczne jak kabaret. Pokochaj swoje lustro w kabarecie, jest twoim sprzymierzeńcem do doskonałości. Ach, albo oszalejesz, albo ktoś, coś – wyssie z ciebie energię! Nie walcz z iluzją, bo twój awatar zniknie za drzwiami czarnej dziury nerwicy lękowej i paniki. Niech echo jak bumerang odwróci się i wróci do nadawcy niskiej energii na odwróconej fali inżynierii wstecznej. Ach, och i nie będzie żadnego Disclosure Day!? I zostaniemy w techno – paranoji codzienności? A te archetypy, klucze, systemowy beton, pustka, niemoc, zapętlenie w algorytmy, hałas ze strychu, niezidentyfikowani obcy, to się samo przecież nie zmyje, nie rozmydli?! 

.

.

.

Puste butelki kontra głuchy telefon

.

Sąsiad z góry piwsko przed telewizorem chla, a stara w kółu biega,
zbliża się pierwszy dzień lata, kupiła więc sobie kostium w panterkę za kredyt.
Wciśnie swe obłe kształty w oryginalne markowe szmaty, a drogi mops będzie
pierdział sąsiadowi na plaży w koc, bo taka jest systemowa logika.
To cyfrowa symulacja, krzyczy z dołu głucha baba, trzymając kropidło w dłoni.
I te tupania, i te mlaskania i złorzeczenia przechodzą w ściany stropu aż do obrzydzenia.
To czysty surrealizm po transformacji z poprzedniej epoki przeniesiony do polskiego
kapitalizmu, gdzie czas się zatrzymał, a awangarda próbuje dogonić skostniałą rzeczywistość.
To tylko zmiana dekoracji.

 

 .

.

.

 

 

W stadzie

.

Kładzie się szybko krzywe kafle, a pseudo hydraulik rury pomyli,
w gromadzie lajki wychodzą najszybciej i najzabawniej, jak gładzie.
Fikcyjne konto puchnie do granic możliwości,
z zazdrości pęknie klaun; zazdrości
sąsiadka siksie młodości,
ta biega dwanaście godzin jak w ukropie w korporacji w złocie.

 

Wszystko to dzieje się w stadzie!
W stadzie są i czarne owce. Stado cię obszczeka.
Gdy podróżujesz czasem miejskim samochodem
młodzież drze ci się za uchem: k…a, kura. W stadzie nikt nie reaguje na to.
Zapanuj nad stadem. Satyra ma to w dupie!
Nieukierunkowany pęd to zamach na wolność jednostki.
I głuchy telefon głuchy nie zostanie!
Stado jak AI dąży do doskonałości, biegnąc w symulacji w kółku po trupach,
i algorytm się pogubi.

.

.

.

 

Perspektywa

.

Moja babka zawsze za życia eksperymentowała w zgodzie z sobą. Dokładnie o to mi chodzi w życiowym doświadczeniu. Nie cierpię z powodu syndromu porównywania się do innych. Teraz ona właśnie kieruje bezzałogowcem, w zaświatach i nie omdlewa. Kiedy ciebie na ziemi cieszy słowo pisane i sztuka, oraz mindfulness, (jutro nie istnieje), albo gotowanie samcowi alfa obiadków. Nie ważne, może jesteś znanym badaczem EVP, albo pokonujesz kolejną falę na desce w Malibu. To ty jesteś panem własnego wszechświata tu i teraz. Każdy chwali Boga na swój własny sposób. Weź za niego odpowiedzialność, chociaż nie traktuj życiowego algorytmu śmiertelnie poważnie.

.

.

.

Kody

.

W kontrze do ( …) czego? Niczego. Gatunek na wyginięciu biegnie za płomienną iskrą i iluzją. Wewnętrzny głos: Uciekaj bo spłoniesz. Iluzja pochłania go w symulacji. Tak to wielka mistyfikacja, kiedy na łące zgubił się archetyp. Wącha sobie porażki. Alter ego toposu to samiec alfa i samica alfa. Samiec alfa ukrywa się w obozie do wszystkiego. Maczugę daj mi teraz! – (Mówi samica alfa). –  Zaraz! Proszę? A, tu camera UAP i wysocy Plejadianie, czy Bóg wie kto? Oświetleni promieniami świetlistymi jak słońce, w kole zboża, to hologram z przestrzeni matriksa. To co widzisz przecież nie istnieje w tej rzeczywistości. To mimikra i teoria chaosu. Słońce przygrzewa na nieboskłonie; rusałka pawik z gorąca płonie – wnosząca zaszyfrowany przekaz w cieniu słońca i odbitej plazmie, cisza w eterze, słychać nieznane brzęczenie. Błysk cząsteczkowy. Ach och, uff. Będzie burza. Motyl siedzi na stalowym ogonie jednopłatowca. Odszyfruj kod z tego chaosu, zanim wszystko zniknie, lub deszcz zmyje przekaz wiersza, a grad zniszczy plony. Haarp go pochłonie! Uciekaj.

.

.

.

The man in white i kodowanie

.

Goła baba siedzi za dziurawą
kurtyną stale.
Astronauta przez malutkie kratki szuka
muchołapki.
Sapie i dyszy, w ciszy nie słychać
Myszki Miki ani kota Boryska.
Kamerdyner w room-kitchen
smołę
warzy, zaraz go wsadzi do lawy z dżemu.
I zważy wszystkie jego uczynki.
A to przecież tylko przyleciało
UFO/UAP –
Dysk się świeci, chłop budzi się na dachu
zlany potem,
na środku stoją dwa jaszczury, to
nie goła baba, a to heca,
zjawa, baba nie mara, nie ma
agenta, ani maga, mnicha w
konfesjonale wcale,
ani nawet skrzata, to tylko była
mimikra taka, ach lecz och
zbiegłego więźnia na pustyni
dopadła skacowana
fatamorgana…Aladyn pali fajkę
pokoju.
Monarcha krzyczy z megafonu:
To spisek jest! I najszczersza
prawda
koronkowo przedstawiona.
A tymczasem służby totalnej łączności
na własną rękę próbowały
wywoływać deszcz!
Opadła zasłona dymna misternie
utkana. Chłopaki w czerni nie
mazgają się.
Lecz proszę państwa, to
była tylko nieduża kałuża,
odlała się z
pure nonsensu!

.

.

.

Poezja współczesna. Pismo literackie i wydawnictwo.

.

Ewa Rojek

 

Z wykształcenia opiekun medyczny, praca – doświadczenie pracy szpital oraz Dom Pomocy Społecznej. Aktualnie ZOL. Rocznik 1973. Urodzona w Miechowie na Wyżynie Miechowskiej, zamieszkała Gliwice. Hobby pisanie, malowanie, fotografowanie. Lubi przyrodę i medytację, interesuje się fizyką kwantową i wieloma innymi rzeczami. Publikuje wiersze na eMultipoetry.eu, gdzie kilka wierszy trafiło na Wiersze na murach. Brała udział 8.12.2017 r. w XXVI Turniej Jednego Wiersza im. R. Wojaczka oraz w XXVIII Turnieju Jednego Wiersza im. R. Wojaczka; 6.12.1019 r. Jej wiersze zamieściło Wydawnictwo J – 14 luty 2020. Brała udział (kilka razy) w konkursie Jednego Wiersza Biblioteki Gliwickiej. Wyróżnienie 25.05.2026 roku, w tym konkursie (Krzysztof Siwczyk w komisji).

Debiut książkowy:  Antropologia Wiatru, Miniatura, 2020r. ISBN 978-83-8052-510-8.

 

 

 

PODZIEL SIĘ