Folie. Jacek Bierut. fot. Róża Bierut

Problematyka ruchu w twórczości poetyckiej Jacka Bieruta
Rafał Różewicz

 

 

„Polonistykę studiował na Uniwersytecie Wrocławskim, skończył w Lublinie. Często się przeprowadza. Ostatnio wrócił na Dolny Śląsk (osiadł we Wrocławiu)”. Taką informację możemy przeczytać na czwartej stronie okładki debiutanckiej Igły Jacka Bieruta, poety, prozaika i wydawcy, opublikowanej w 2002 roku nakładem Wrocławskiego Oddziału Stowarzyszenia Pisarzy Polskich w prestiżowej serii „Z kołatką”, jako pokłosie zwycięstwa w konkursie na książkowy Debiut Poetycki Roku 2001. W posłowiu do książki, za którą Bierut następnie został uhonorowany Nagrodą im. Kazimiery Iłłakowiczówny, Karol Maliszewski pisał: „To bardzo wyrazisty, odrębny świat poetycki tłumaczący się – albo i nie – sam przez się. I czeka na czytelnika wyrobionego (i wypalonego) jak glina, czytelnika po przejściach, to znaczy takiego, który przeżył i przeszedł z jednej strony przez Wojaczka, Stachurę (…) a z drugiej Biculewicza i (…) Baczewskiego”.

Rebecca Solnit, amerykańska eseistka w książce Zew Włóczęgi. Opowieści wędrowne, która w Polsce ukazała się w 2018 roku, w przekładzie Anny Dzierzgowskiej i Sławomira Królaka, pisząc o historii chodzenia, zwróciła uwagę na kulturotwórczy charakter ruchu, który odpowiada za kształtowanie się myśli. Jeśli przełożyć to na pisanie, wniosek wydaje się prosty: pisarz, żeby pisać dobrą literaturę, najpierw powinien ją dosłownie „wychodzić”. Spacer jest bowiem punktem, w którym ciało spotyka się z umysłem. I w ten sposób rodzi się myśl.

W debiutanckiej Igle Bierut (urodzony w 1964 roku, a więc młodszy od Maliszewskiego o cztery lata) pozostawał wierny ideom Edwarda Stachury, który w opowieści-rzece Wszystko jest poezja (1975) chodzenie, a dokładniej, wędrowanie po Polsce i świecie, stawiał na równi z podróżą w głąb siebie oraz rozumiał ją, jako sposób na uzyskanie niezależności w społeczeństwie, w którym jednostka ma prawo poruszać się jedynie wśród określonych reguł („A ty idź. I rób swoje. Bądź zdrów. Idź już”). Jednak już w następnym tomie Bieruta Fizyce (2008) z tak rozumianego ruchu nie zostaje niemalże nic.

 

To miało być miejsce, w którym umrą
koty, a nie ja dziś albo kiedyś. Idź stąd,
ty idź. Wylałem mleko, zjadłem pomidory,
leżę. Leżę. Nie będę spał, nie będziesz mi
się śnić. Idź. Kup coś. Jakieś ładne
buty. Idź. Bieliznę. Żebym jeszcze żył. Idź.

 

[*** („To miało być miejsce, w którym umrą”), s. 5]

 

Tak zwane „życiopisanie” autora Siekierezady, czyli łączenie własnego życia z uprawianą literaturą, zostaje u Bieruta zastąpione przez samo życie, w którym podróż, taka jak w młodości, czyli w latach 70., a zwłaszcza w 80., ściślej „w stanie z lat osiemdziesiątych”  jest już niemożliwa. Nastoletnie „włóczenie się” w czasach, kiedy trwała moda na Stachurę granicząca z kultem, w latach 90., już po przemianach ustrojowych, zostało wyparte przez jedyny, w domyśle „słuszny” model podróżowania, jakiego nowe elity oczekiwały od pokolenia znajdującego się u progu dorosłości. Ruch jego przedstawicieli miał teraz prowadzić do jak najwcześniejszego i najszybszego dorobienia się i w konsekwencji – do wzrostu poziomu stopy życiowej i (mówiąc językiem Stanisława Grochowiaka) do „ustatecznienia się” buntu, który zrodził się w czasach „znienawidzonej komuny” i wówczas, wymierzony w PZPR i socjalizm, był akceptowany przez ówczesną opozycję. Nowym więc celem, wykorzystującym młodzieńczą energię biorącą się z ruchu, jako formy kontestacji PRL-owskiego porządku, stało się osiągnięcie życiowej stabilizacji, rozumianej jako: zakup mieszkania, zawarcie związku małżeńskiego, założenie rodziny i posiadanie stałej, dobrze płatnej pracy. Dlatego podmiot liryczny Bieruta, jeśli jeszcze chodzi, bo chodzi przecież nadal, tyle że już się nie „włóczy”, to chodzi jedynie po swoim kilkudziesięciometrowym mieszkaniu, ewentualnie wychodzi jeszcze do sklepu (galerii handlowej po „jakieś ładne buty” ) i do pracy (w dodatku „przez ten sam most” niczym bohater debiutanckiej powieści autora pt. PiT). Ograniczeniu uległy również naturalne kontakty międzyludzkie. Bowiem teraz licznych przypadkowych ludzi, których na swojej drodze spotykał podmiot liryczny w czasach beztroskiej młodości, zastąpiły konkretne osoby – najpierw żona, potem dzieci. A z żoną należy rozmawiać już inaczej niż z tamtymi ludźmi. W tej sytuacji, nowej dla podmiotu, jeśli możliwy jest jeszcze jakikolwiek ruch, to teraz w obrębie tych samych, codziennych spraw. Ich omówienie, będące osiągnięciem porozumienia między mężczyzną a kobietą, a zarazem stanowiące osiągnięcie celu tej nowej podróży, jest teraz możliwe jedynie poprzez zastosowanie powtórzeń i językowych schematów (słowo „idź” pada w przytoczonym wyżej wierszu aż dziewięć razy). Bo w tak rozumianej podróży rozmowa może się odbywać jedynie w sposób ściśle określony, czyli schematyczny. Tutaj nie ma już miejsca na spontaniczne interakcje, kojarzące się właśnie z młodzieńczym przemieszczaniem się, ruchem.         

Sytuację mimowolnego zadomowienia się, a jednocześnie ugrzęźnięcia w sprawach, tak charakterystycznych dla świata dorosłych, dobrze ilustruje również utwór „Niewiersz” (s. 40) z Igły. Choć w utworze aż roi się od ruchu i wykonywanych przez podmiot, zdawałoby się, naturalnych czynności, to jednocześnie ruch ten dzieje się jakby w ograniczonej codziennością przestrzeni (dom, szkoła, sklep, przychodnia weterynaryjna). Dobrym określeniem byłoby, że ma po prostu miejsce. I nic poza tym. Puenta z tego utworu: „zwykły dzień, nic na wiersz” jeszcze tylko podkreśla stosunek Bieruta do ruchu, jako czegoś niezbędnego w pracy literackiej. Wyzwalającego.

Jednakże sprowadzenie tej poezji jedynie do jakichś polemik ze Stachurą i innymi kaskaderami literatury epoki PRL-u byłoby zbyt dużym uproszczeniem i krzywdzące dla Bieruta. Oferuje on bowiem znacznie więcej niż autor Całej jaskrawości. Choć zdarza się, jak słusznie zauważył Karol Maliszewski w tym samym posłowiu, że niekiedy jego „wiersz nie pozwala na zbyt wiele”, mimo że sam zresztą Bierut już w drugim tomie, tj. w Fizyce odpowiedział na ten delikatny zarzut:

 

Można nałożyć w wierszu
wiele porządków, można je
zorganizować, nie będzie
to czytelne dla zbyt
wielu, ale oprócz autora
ktoś jeszcze powinien umieć
je przejrzeć (…)

 

[*** („Można nałożyć w wierszu”), s. 39]

 

Pomimo że w tych utworach jest sporo „ciemnych miejsc”, to jednak da się wyróżnić w tej twórczości kilka stałych elementów: powracających motywów, obrazów, fraz i słów. O czym za chwilę.

Owszem, jak sam zauważa autor Fraku człowieka (2011), podróże, takie jak za czasów Steda, są już praktycznie niemożliwe. Ponieważ ruch stał się zależny od statusu materialnego i posiadania pieniędzy [„(…) i dobrze wtedy dolatywał odgłos <<tutu, tutu>>/przejeżdżających pociągów. Wiozły dokądś różnych ludzi za pieniądze (…)”, Frak człowieka]. I choćby na skutek rozwoju nowoczesnych technologii oraz coraz to bardziej wyszukanych form kontroli nad jednostką, w tym form śledzenia jej położenia względem ośrodków władzy („Wiele dni satelity złych mocarstw miały/ cię na widelcu”, że zacytuję fragment wiersza „Znamy się tylko przelotnie” z Fizyki, czy wszechobecne „koguty policji” i „helikoptery policji” z późniejszych tomów). Dlatego w kolejnych książkach, wspomnianym Fraku człowieka, Kociej wierze (2018) i Foliach (2023) możemy zauważyć, że wiersz Bieruta dość mocno ewoluował. Przestał być niekiedy dość hermetycznym zapisem (czy kiedykolwiek był jedynie zapisem?) podróży dotychczas odbywającej się przede wszystkim na zewnątrz, to znaczy w świecie namacalnym, materialnym (pociągiem, samochodem bądź pieszo, po miastach, lasach czy górach). Odtąd w wierszu Bieruta ruch zaczął być kierowany do wewnątrz. Co dziś wydaje mi się naturalną konsekwencją, bo niejednokrotnie wydawało mi się, że Bierutowi-poecie, zamiast do rówieśników: Podsiadły, Świetlickiego czy Maliszewskiego zawsze było bliżej do rówieśnika Sendeckiego albo trochę starszego Sosnowskiego lub do samego Wirpszy, jeśli chodzi o sposoby organizacji tekstu.

Wiele więc „nowego” znalazło się kolejnych książkach i utworach autora Igły. Miejscami zaczęły one przypominać traktaty i filozoficzne rozważania czy projektowane wiersze M. K. E. Baczewskiego. Pisząc je, Bierut postanowił zmierzyć się z samymi pojęciami i ideami, czyli z czymś abstrakcyjnym i nie do końca uchwytnym. Stało to w wyraźnej sprzeczności z jego dotychczasowym, fizycznym odbiorem świata, oferującym zestaw chwilowych wrażeń, doznań i bodźców w sposób przypominający ukłucia wspomnianą igłą. Sporo takich „zawiłych”, silnie sprozaizowanych utworów, znajdziemy w Kociej wierze, w tomie, w którym wiersz pomyślany jako rodzaj podróży w głąb tekstu i śladami pojęć oraz idei, znalazł chyba swoje najpełniejsze zastosowanie.

W tym miejscu chcę więc wrócić do tego, o  czym już pisałem powyżej. Mianowicie, do stałych elementów i powracających motywów, obrazów, fraz i słów, tak charakterystycznych dla tej twórczości poetyckiej. Sprawiających, że wiersz Jacka Bieruta, pomimo widocznych zmian w strukturze samego tekstu, jest nadal wierszem Jacka Bieruta. Wierszem wciąż wyrazistym, którego nie da się pomylić z żadnym innym.

Poetycki projekt Bieruta opiera się na kilku, powracających w różnych kontekstach, motywach, obrazach, frazach i słowach. Pierwszym jest motyw dziadka pochowanego w ślubnym garniturze wnuka [„Dziadek z Mirska (…) przeszedł na szamanizm, oblekł się w skóry./ Ale żyje. Mojego zakopałem we własnym/ ślubnym garniturze” pisał Bierut w Igle. Ten motyw pojawił się także we Fraku człowieka i w Kociej wierze, a więc w trzech z pięciu dotychczas opublikowanych tomów]. Kolejnym przykładem jest motyw rowerzysty jadącego bez odblasków i w konsekwencji doprowadzającego do wypadku samochodowego (Fizyka, Kocia wiara), motyw żołnierza srającego na cmentarzu (Kocia wiara, Folie, zresztą zaczerpnięty z prozy Leopolda Buczkowskiego), czy motyw człowieka codziennie przechodzącego przez ten sam most (Frak człowieka, Folie i wspomniana powieść PiT). Zresztą, niejednokrotnie z prozy Bieruta przenikają do jego wierszy nie tylko całe motywy, lecz także postacie, takie jak choćby przyjaciel Hoper (powieść Powstanie grudniowe i Folie). Idźmy jednak dalej. Powtarzające się, nieznacznie zmodyfikowane frazy, takie jak: „woda zawsze szuka najniższego miejsca” (Kocia wiara, Folie), „Drzwi, duża wódka, drzwi, mały spacerek” (Frak człowieka i Kocia wiara; w tym drugim tomie są to „spacerki”), „jak kumple z lasu trzymają się pracy” (fraza ta pada dwukrotnie w Kociej wierze i czyż nie jest subtelnym nawiązaniem do fabuły Siekierezady albo Zimy leśnych ludzi?). I wreszcie: odmieniane na różne sposoby i wspominane już tutaj słowo „iść” (Fizyka, Frak człowieka, a więc „idziemy na klatki”, czy też dokładnie powtórzona fraza z tej samej Fizyki w wierszu zamieszczonym w tomie Folie: „Leżę. Leżę, nie będę spał,/ nie będziesz mi się śnić”, zresztą o wymownym tytule „Iść”). I rzecz jasna, często przewijający się w tej twórczości obraz kota, który, tak jak podmiot tych wierszy, został „udomowiony” i przestał chodzić własnymi ścieżkami („tylko po cieniu dziennych szans i od okna/ do okna”, jak w utworze „XII” z debiutanckiej Igły).

Być może coś przeoczyłem („wydobywa się z ziemi maszyny górnicze” – chyba gdzieś ta fraza, oprócz Fizyki, jeszcze się pojawiła?) lecz, poza zwróceniem uwagi na pewne stałe elementy obecne w tej poezji, chodzi mi o coś jeszcze. O odpowiedź na pytanie: czemu mają służyć te powtórzenia, powroty i zapętlenia?

 Nie ulega wątpliwości, że od początku do końca mamy tutaj do czynienia z zaprojektowanym, własnym światem poetyckim, w którym nic nie dzieje się przypadkiem. Przytoczone wyżej motywy, obrazy, frazy i słowa również przecież znajdują się niejako w „ruchu”. „Przemycane” w kolejnych wierszach, choć nierzadko korygowane i modyfikowane, ostatecznie zawsze okazują się jakąś „stałą”, bezpieczną przystanią, przystankiem autobusowym stojącym przy drodze, punktem zaczepienia. W rzeczywistości coraz to bardziej wymykającej się podmiotowi, w której jednostki dążące do stabilizacji życiowej zmuszane są do coraz szybszego ustatkowania się, rozumianego jako gromadzenie dóbr i środków, zwłaszcza finansowych („A kogo obchodzą środki?”, pyta ironicznie Bierut w Foliach). Zresztą, często w wierszach Bieruta padają takie słowa, jak „pieniądz” lub „forsa”, a liczne frazy wprost odwołują się do tej potrzeby gromadzenia. Oto przykłady: „Są dwie rasy ludzkie – ci, co coś mają, i ci,/ co pracują, żeby coś mieć.” (Fizyka), „Jebać telewizję i jebać/ pieniądze, ludzie zarabiają na foliowy worek” (Frak człowieka i już wiemy, skąd te Folie w tytule najnowszego tomu) albo taki wers z Kociej wiary: „strasznie dużo ludzi, którzy by coś chcieli”.

W tym kontekście te zapętlenia można interpretować jako rozpaczliwe próby zadomowienia się w coraz płytszej i coraz bardziej powierzchownej rzeczywistości, która nastała po 1989 roku. Skoro pierwotna, pogłębiona kontemplacja świata, tak zwana „cała jaskrawość” rodem ze Stachury nie jest już współcześnie możliwa, a „wszystko jest poezja” zostało zastąpione przez „wszystko jest forsa”, to należało wymyślić nie tylko jeszcze inny sposób na ruch, ale wymyślić na nowo także samego siebie. I Bierut świetnie to zrobił w obu przypadkach, kierując się w wierszach do wewnątrz i jednocześnie zamykając się w swoim świecie. Nie jest to jednak świat w pełni hermetyczny, nieczuły na dzisiejsze problemy. W utworach Bieruta takie tematy jak pandemia, wojna, konsekwencje transformacji ustrojowej są w pełni obecne. Jedynie podmiot liryczny, tak kiedyś obecny na zewnątrz, zachwycony światem, dziś przemieszcza się do środka tekstu, chowając się przed tym właśnie światem, który, jak się okazało, znacząco różni się od nastoletnich o nim wyobrażeń. Dziś jedynie tekst literacki może być jeszcze przedłużeniem młodości, beztroski, rodzinnego lub dziadkowego domu. Powrót do przeszłości i rzeczywistości, którą, trochę jak Stachura (się) „przeszło”, a także do wspomnianego domu, możliwy jest jednak przez język literatury. I to jest właśnie nowy sposób na chodzenie, na organizację ruchu, podróży. W twórczości poetyckiej Jacka Bieruta następuje więc odwrócenie tezy Rebecci Solnit. Tutaj nie z ruchu bierze się myśl. To ruch bierze się z myśli. Trzeba przyznać: dobrze obmyślone.

 

BIBLIOGRAFIA:

  1. Solnit: Zew włóczęgi. Opowieści wędrowne. Przekład: Anna Dzierzgowska, Sławomir Królak, Karakter, Kraków 2018.
  2. Bierut: Igła. Stowarzyszenie Pisarzy Polskich – Oddział we Wrocławiu, Wrocław 2002.
  3. Bierut: Fizyka. Oficyna Wydawnicza ATUT – Wrocławskie Wydawnictwo Oświatowe, Wrocław 2008.
  4. Bierut: Frak człowieka. WBPiCAK, Poznań 2011.
  5. Bierut: Kocia wiara. Wydawnictwo J, Wrocław 2018.
  6. Bierut: Folie. Wydawnictwo J, Wrocław 2023.
  7. Bierut: PiT. Oficyna Wydawnicza ATUT – Wrocławskie Wydawnictwo Oświatowe, Wrocław 2007.
  8. Bierut: Powstanie grudniowe. Wydawnictwo J, Wrocław 2017.

.

.

Folie dostępne są tu: http://wydawnictwoj.pl/jacek-bierut-folie/

.

Folie. Jacek Bierut. fot. Róża Bierut
fot. Róża Bierut

.
Kos

Kocia wiara dostępna jest tu: https://allegro.pl/oferta/jacek-bierut-kocia-wiara-poezja-polska-9252540665

Kocia wiara

.

Poezja współczesna. Pismo literackie i wydawnictwo.

.
Rafał Różewicz – poeta, prozaik i recenzent. Autor czterech książek poetyckich i jednej powieści (ostatnio „Po mrok

” i „Land”, obie pozycje wydane nakładem Wydawnictwa J).

Rafał Różewicz – poeta, prozaik i recenzent. Autor czterech książek poetyckich i jednej powieści (ostatnio „Po mrok” i „Land”, obie pozycje wydane nakładem wydawnictwa j).

Nominowany m.in. do Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius (2015) i dwukrotnie do Nagrody Kulturalnej „wARTo” (2015 i 2017). Debiut poetycki Rafała Różewicza został wyróżniony w Konkursie Złoty Środek Poezji na najlepszy poetycki debiut roku (2015).

 

PODZIEL SIĘ