Proza współczesna. Pismo literackie i wydawnictwo.

Siła wiary
Szymon Sauer

            Jacek, stojąc przy dworcu nerwowym, ruchem sprawdził w odbiciu wyświetlacza telefonu, czy podróż nie zdeformowała jego starannie wypomadowanej fryzury. Następnie upewnił się, że dwa ostatnie guziki eleganckiej koszuli są rozpięte.

            Po chwili pełnego napięcia oczekiwania nadjechał znajomy samochód prowadzony przez Magdę. Jacek usiadł na przednim siedzeniu pojazdu i ucałował kobietę w policzek. Magdalena miała trzydzieści dwa lata i pracowała jako endokrynolożka w miejscowym szpitalu. Kobieta ruszyła. Było popołudnie, za oknami jadącego pojazdu przesuwały się malownicze wzgórza. W trakcie jazdy odbywała się błaha rozmowa o pracy i obowiązkach.

            Dojechali na miejsce – jednopokojowego drewnianego domku otoczonego łąką, a dalej gęstym lasem. Sielskie okoliczności przyrody szybko wywarły na młodej parze odprężający efekt.

            Tuż przy budynku znajdował się drewniany stół i kilka krzeseł. Magda rozkładała na stole własnoręcznie przygotowane przekąski. To niedzielne popołudnie zapowiadało się niezwykle przyjemnie. Jacek z ciekawości wszedł do domku. W środku znajdowały się tylko najpotrzebniejsze rzeczy – niewielki odtwarzacz, przeszklona szafka z napoczętym Jackiem Danielsem oraz dwuosobowe łóżko. Po wejściu do pomieszczenia Jacka ogarnęła niemal fala gorąca – Magda pomyślała także i o tym, domek został wcześniej ogrzany. Mężczyzna był wzruszony jej przezornością, naprawdę pomyślała o wszystkim!

            Jacek i Magda poznali się w czasie studiów, a jakiś rok temu zaczęli się regularnie spotykać. Zarówno ich osobowość, jak i temperament różniły się znacząco – Jacka charakteryzował spokój i działanie z rozmysłem, Magda natomiast była człowiekiem czynu, nieskłonnym do marnowania czasu na zbędne dywagacje. Ta charakterologiczna różnica w połączeniu z obustronną fizyczną ekscytacją i intelektualnym pokrewieństwem wytwarzała stan niemal ustawicznego erotycznego napięcia. Problem polegał na tym, że pomimo roku znajomości, wspomniane napięcie nie znajdowało ujścia podczas seksualnych uniesień, a zamiast tego przekształcało się w niewypowiadane: żal, rozczarowanie i smutek, towarzyszące obojgu po spotkaniach.

            Przyczyną tego stanu rzeczy była przede wszystkim głęboka wiara Magdaleny. Magda kilka lat temu rozwiodła się i zgodnie z katolicką doktryną popełniała grzech, wychodząc ponownie za mąż. Regularne spotkania z Jackiem w jej przypadku były silnie związane z wizją wspólnego życia. Perspektywa seksu poza związkiem, który z czasem zostanie uświęcony ślubem, stanowiła dla Magdaleny definicję rozpusty, a powtórne małżeństwo naznaczone grzechem jawiło się jej jako dalece problematyczne. Młoda lekarka nie potrafiła zdecydować, czy powinna zostać wierna doktrynie kościoła, czy mężczyźnie, który ją pociągał. Pogodzenie tych dwóch elementów było z jej punktu widzenia niemożliwe.

            Z ateistycznego punktu widzenia Jacka dylemat Magdy był tak odległy i trudny do pojęcia, że mężczyzna niemal nie mógł przyjąć do wiadomości, że jest realny. O ile charakterologiczna różnica łączyła Magdę i Jacka, o tyle różnica w kwestiach religijnych wywoływała odwrotny efekt. Jacek wiedział, że tematu religii należy unikać, bo nieuchronnie prowadzi do konfliktów.

            Przechadzając się po drewnianym domku, do którego przyprowadziła go Magda, pojął, że przełamała ona dręczący ją dylemat – zaaranżowała sytuację wręcz idealną do tego, aby ich ciała splotły się tej nocy w gorących uściskach. Jacek spodziewał się czegoś dokładnie odwrotnego – że on sam będzie do tego dążył, napotykając na opór ze strony kobiety. Fakt, że Magda przełamała dręczące ją wątpliwości i sama wyszła z inicjatywą zaskoczył go i wzruszył.

            – Rozpal ognisko, drewno jest po lewej – poprosiła kobieta.

Przed spotkaniem Jacek nie wiedział, jakie plany ma Magda. Spodziewał się, że spędzą wieczór w kawiarni, więc ubrany był w starannie dobraną koszulę, spodnie i eleganckie, wypastowane buty – strój zdecydowanie odbiegający od klimatu drewianego domku i otaczającej go łąki. Mimo to jego serce przepełniało wzruszenie spowodowane inicjatywą Magdaleny, więc zupełnie nie zwracając uwagi na rozdźwięk między jego niedopasowanym strojem a miejscem, w którym się znajdował, ochoczo przystąpił do realizacji zadania.

            Przygotowując ognisko, zląkł się jednak, czując na ciele drobne krople deszczu. Nad domkiem rozciągało się ołowiane niebo zwiastujące gwałtowną ulewę.

            – Co z tym ogniem? – usłyszał po chwili zniecierpliwiony głos Magdy.

            Ustawiwszy kawałki drewna, Jacek zaczął wkładać w nie podpalone kawałki gazety i usilnie dmuchać w celu rozniecenia ognia. Cały czas w trakcie tej czynności czuł na plecach coraz silniejsze krople deszczu, spadające również na ledwo wzniecony ogień i gaszące go z szyderczym sykiem. Klęcząc nad paleniskiem w nowej koszuli pokrywającej się plamami popiołu, dmuchając desperacko w środek ogniska i doznając przy tym lekkich zawrotów głowy, Jacek odniósł wrażenie, że próba rozpalenia ognia jest rozpaczliwą metaforą jego znajomości z Magdaleną – za każdym razem, gdy towarzyszące im wzajemne emocje i napięcie miały znaleźć ujście w fizycznej miłości, zdarzało się coś, co uniemożliwiało realizację tego zamiaru.

            Ogarnięty tą fatalistyczną myślą Jacek doświadczył nagle przypływu radości – w jednej chwili ciemne chmury rozpowiły się, przepuszczając promienie słońca. Uradowany mężczyzna, widząc przybierający na sile płomień, z trzaskiem i gwałtownością pożerający kawałki drewna, nie mógł oprzeć się wrażeniu, że ogień jest znakiem – niepodlegającym dyskusji zwiastunem namiętności, która tej nocy połączy go z Magdą.

            –  Ognisko gotowe!  – wykrzyknął, przepełniony pewnością urzeczywistnienia tej wizji.

Magdalena pojawiła się u jego boku uśmiechnięta.

–  Bardzo ładnie ci się udało – pochwaliła go, głaszcząc po plecach.

            Na metalowej kracie zawieszonej nad ogniskiem ułożyli przygotowane mięso. Po chwili wszystko było gotowe – Jacek i Magda usiedli przy stole do posiłku. Wspólnie spędzony czas od momentu spotkania na dworcu oraz odprężenie wywołane zaspokojonym głodem spowodowały, że poczuli się w swoim towarzystwie komfortowo.

            Ciepło trzaskającego ognia i opromieniający ich ciała blask powoli zachodzącego słońca pobudzały zmysły. Magda czuła w ustach słony i tłusty smak mięsa. Czuła pulsowanie w skroniach, wywołane pobudzającym dotykiem Jacka.

            – Zrobiło się chłodno, wejdźmy do środka – zaproponował przytomnie, wskazując wnętrze domku. Nie czekając na odpowiedź, ujął Magdę za rękę i pewnie wprowadził do pomieszczenia. Rozgrzane powietrze wypełniające wnętrze momentalnie oblepiło ich ciała, które szybko pokryły się drobnymi kroplami potu.

            Wymieniając roziskrzone spojrzenia i namiętne pocałunki, oboje czuli dreszcze podniecenia. Jacek obawiając się, że zbyt intensywna atmosfera i tempo pieszczot doprowadzą do wycofania się Magdy, postanowił pierwszy zrobić krok do tyłu – delikatnie ucałował kobietę i przerwał dotyk, po czym odwrócił się i włączył relaksującą muzykę. Następnie sięgnął do przeszklonej szafki, nalał alkohol do szklanek i podał jedną z nich Magdzie.

            Zmysłowa muzyka, działanie alkoholu oraz ciepło pomieszczenia nieco rozluźniły atmosferę. Wkrótce znów przywarli do siebie. Komunikacja odbywała się całkowicie bez słów, zachodziła za pośrednictwem wymiany spojrzeń, rumieńców i dotyku – te pozbawione słów komunikaty wyrażały pożądanie w sposób bezpośredni, o wiele trafniej niż mowa.

            Jacek siedział na fotelu, a Magda na jego kolanach. Mężczyzna przesuwał dłonie po rozgrzanym i spoconym ciele kobiety. Wymieniając pocałunki, obserwował Magdalenę – pod wpływem pożądania przymykała oczy, całkowicie oddawała się przyjemności. Namiętność, którą zwykle miała pod kontrolą, teraz przejęła kontrolę nad nią. Jacek przeniósł kobietę na łóżko i pokrywając jej ciało pocałunkami, zaczął ściągać z niej ubranie.

           –  Muszę iść do kościoła – oznajmiła stanowczo Magdalena.

            Zdanie to z początku nie wywarło na Jacku żadnego wrażenia. Było tak nierzeczywiste, tak nieoczekiwane, że jego umysł odrzucił ten komunikat jako kompletnie pozbawiony sensu.

            –  Słucham? – zapytał Jacek.

            – Jest niedziela i nie byłam jeszcze w kościele. Rano nie mogłam pójść, bo miałam obowiązki, później nie wiedziałam, kiedy dokładnie przyjedziesz, więc nie było czasu.

            Twarz Jacka zastygła w wyrazie osłupienia. Momentalnie jednak pojął znaczenie tej sytuacji. Choć przed chwilą płonął jeszcze z namiętności, czując na sobie słodki ciężar ciała ukochanej kobiety, uzmysłowił sobie, że komunikat Magdy został wypowiedziany na poważnie i że jeśli ten wieczór ma skończyć się tak, jak oczekiwał, to musi czym prędzej jakoś przełamać jej opór.

            – Możesz pójść jutro.

– To nie to samo, co w niedzielę…

            Jakież to może mieć znaczenie czy w niedzielę, czy innego dnia! Pomyślał Jacek, tłumiąc gniew. Patrząc na poważny wyraz twarzy Magdaleny i malujące się na niej napięcie, rozumiał jednak, że choć dla niego jest to kwestia bez znaczenia, dla Magdy obecność na niedzielnej mszy jest wyrazem jej wyniesionej z domu hierarchii wartości zrosłej z jej duchową, emocjonalną tożsamością – taką, która praktycznie nie podlega rewizji i modyfikacji przez najcelniejszą nawet analizę intelektualną. Nie miało zatem znaczenia, co powie Jacek, żaden argument nie rozwiązałby tej sytuacji. Być może za pomocą jakiegoś emocjonalnego wstrząsu udałoby się na kilka godzin odegnać od Magdy myśl o kościele, jednak Jacek nie miał pomysłu, jak ten cel osiągnąć.

            – Albo kościół, albo ja – oznajmił mężczyzna.

– Nie każ mi wybierać między tobą a Bogiem!

            Jacek parsknął śmiechem. Była to jednak reakcja, która tylko wzmogła jego świeżą samotność – powstałą nagle na skutek oporu Magdaleny. Dylemat, który wypowiedziała teraz tak klarownie, z jej punktu widzenia nie był ani trochę zabawny. Jacek, widząc poważne oblicze kobiety, uświadomił sobie, że w duszy Magdaleny rozgrywa się prawdziwy dramat.

            – Kiedy jest msza? – zapytał.

– O dwudziestej, za dwadzieścia minut musimy wyjść, żebym zdążyła.

– Dobrze, więc nie traćmy czasu! – wykrzyknął Jacek i przyciągnął Magdę do siebie.

Kobieta przywarła ciałem do mężczyzny i wymieniała z nim gwałtowne, nerwowe pocałunki. Jacek niemal pożerał ją ustami, dając upust emocjom. Początkowa reakcja kobiety po raz ostatni napełniła go na moment optymizmem – miał poczucie, że może zrobić z Magdą, co zechce, że może zerwać z niej ubranie, mieć ją tu i teraz. Kobieta jednak pozostawała bierna w pieszczotach, a jej namiętność zelżała. Tym samym i Jacka opuściło pożądanie, zastąpione przez rezygnację i poczucie klęski.

                  – Chodźmy – oznajmił Jacek.

                  Mężczyzna i kobieta odwróceni do siebie plecami w milczeniu poprawili ubrania, a następnie uprzątnęli wnętrze domku. Kilka chwil później Jacek stał już na dworcu w oczekiwaniu na pociąg do swojego miasta, a Magdalena, wolna od pokus i zdrożnych myśli, czuła pod kolanami zimną posadzkę miejscowego kościoła, kiedy wchodząc do świątyni uklękła, starannie kreśląc rękami znak krzyża.

.

.

.

Proza współczesna. Pismo literackie i wydawnictwo.

Szymon Sauer (ur. 1994), pracuje jako Młodszy Kierownik Projektu w DXC Technology. W 2013 roku uzyskał tytuł finalisty XXV Olimpiady Filozoficznej. W 2019 roku ukończył studia magisterskie z psychologii na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego, a w 2021 roku na Wydziale Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej Uniwersytetu Jagiellońskiego otrzymał tytuł licencjata na kierunku informatyka stosowana. Jego eseje filozoficzne zostały nagrodzone w ogólnopolskim konkursie filozoficznym dla studentów, organizowanym przez czasopismo popularno-naukowe „Filozofia w Praktyce”: „Filozofia lepsza od kawy: wpływ filozofowania na efektywność przyswajania wiedzy” (III miejsce, 2017 rok), „Kto jest odpowiedzialny w sprawie Lisy Montgomery?„, artykuł zdobył wyróżnienie w konkursie w 2021 roku). Obecnie kształci się w Centrum CBT w ramach 4-letniego kurs psychoterapii poznawczo-behawioralnej.

PODZIEL SIĘ

Do góry