Pluć moralnością i udawać brak jej istnienia
Kategoria: Pismo
nie chcą dopuścić do głosu tych bez wyobraźni
Siedem dni do przeżycia.
i fachowo kochał się sam
jakby nie było wojny
tu chodzi o dobro człowieków
śniąca w samolotach
jakie teraz pisałby wiersze
Jedni osuwają się pod stół, inni zasypiają w trumnie, ktoś mdleje, ktoś bełkocze.
krew mogłaby być zielona
tak trudno żartować na serio.
W tym kraju żyje się tylko latem
wije gniazdo w moich wnętrznościach
wiosna wypuści liście, wędrowcy wyjdą z nor
Widzę w tych oczach zawód
Tańczyłem z Królową Dyskoteki.
Kiedyś nie przychodziła w ogóle
chodniki są krzywe i ludzie
dobre duchy naszych psów
przy maszynie siedzi Czycz Stanisław
chciałam jeszcze
Lubię deszcz.
Może bycie księdzem jest jakąś formą bycia singlem?
co może i miało sens
kaligrafie, asemic writing
patrzymy na to samo niebo
sposób myślenia jest w bystrym przyspieszeniu
w sylwetkach mijanych chłopców
wszyscy chcą mieć psa
nikt nie chciał sypać solą
zalśni na kulistym kształcie
do której nie trafi żadna drabina
w najbardziej niezdrowy możliwy sposób
Kiedy rusza historia, połączenia między kobietami gwałtownie nabierają znaczenia.
Wszystko ma jakieś powiązania (uśmiech).
Dlatego „irokezi” i „agrafkarze” łączyli się w stada, w załogi, zakładali kapele i wydawali ziny
idzie w swoim poncho
Pasy, jakie pasy?
zakrzywione okoliczności budzą respekt
dzień to duże puzzle
pasza dla ludności cywilnej
Wściekłość jest jakąś reakcją
trzaśnięcie z zaskoczenia łopatą w głowę
dróg, którymi chadzałem, nie ma już na mapach.
niespodziewanie i trwa cud,
pan ze złotym wąsem
Nigdy w życiu się tak nie bała.
trzeba tylko
przegryźć sznurek
przynajmniej stać w dobrą stronę
końca jeszcze nie ma
jak ludzie zapatrzeni w siebie
Co z rzeczami po zmarłych.
Nie wibrują, nie masują języka.
Może dlatego boję się tych wierszy.
złamane sanki
w nagrodę otrzymujemy tylko jej część
ktoś czule złapał go za ramię
teraz rozumiem muzykę!
nie zabija się szczęścia
inne z miesięcy są uczciwsze
Słowa należą do wszystkich.
Huśta się lekko
Było to rozwiązaniem raczej krótkoterminowym
po pionach
Mało opisów, duuuużo dialogów?
Rozdzielanie ich na siłę to forma samookaleczenia.
ja to muszę powiedzieć
Jego gniazdko było więcej niż przytulne.
Nie po to zarabiam prawdziwe pieniądze
Bóg zaczeka.
Moja dłoń nie żyje.
pana stolik jest także moim
z którym liczą się młodzi
Pan nie jest czasem tym pisarzem?
Będziesz płakać, aż usłyszysz prawdę.
asfalt i beton zmieniają się w bruk
znajdziesz cudzy ząb
widzę twoje kolana
opuśćcie tę instrukcję
tak się dzieje już za dnia
zanim się obudzisz
Szykowałam się na chrzciny
z wiary wyzute i w dodatku święte
Nie żyję bez dzieci
Przy osiedlowym śmietniku.
wyjmij mu tę kasetę z głowy
Była ich.
by utopić burzę
jeśli nie chcecie dziedziczyć
wyobrażam sobie mój krzyk
przed nim nikogo
sprejem na warszawskich murach
klapki spadają z balkonu
Cokolwiek powiem
jedno wolne miejsce
to, co braliśmy za popisy słowne, jest tak naprawdę exodusem milionów słów uchodźczych, tułaczych
